-
Mnie się marzy takie miejsce osada gdzie można by bez skrępowania wyjść z domu i nie ubierać się. Coś na kształt tego francuskiego miasteczka o trudnej nazwie... Połączenie codziennych zajęć, pracy, wypoczynku. Społeczność ogrodników, drobnych hodowców, pracy on-line czy jakiejś drobnej manufaktury, rzemiosła plus turystyka naturystyczna i może dałoby się wyżyć... A jaka oszczędność na łachach ;) No ale klimat u nas nie teges... No i panie miałyby mniej okazji pochwalić się nową sukienką... A panowie napisem na koszulce... To może jednak dobrze, że jest też czasem zimno? Właściwie to częściej
-
Brzmi jak marzenie wielu osób z naszej społeczności :) I wbrew pozorom – to wcale nie jest aż tak odległa wizja.
Masz sporo racji – takie miejsca już istnieją. Ten „francuski klimat”, o którym wspominasz, czyli słynne miasteczko naturystyczne, ( Cap d’Agde, chyba to masz na myśli) to przecież nie tylko plaża, ale całe funkcjonujące miejsce – ze sklepami, pracą, codziennym życiem i turystyką w jednym. Tyle że tam pomogły warunki: klimat, otwartość ludzi i lata rozwoju.
U nas największą przeszkodą faktycznie jest pogoda… choć z drugiej strony – może właśnie dzięki temu naturyzm ma swój rytm? Trochę jak sezonowość, na którą się czeka. I może dlatego te chwile „bez skrępowania” smakują bardziej :)
A co do takiej osady – kto wie? Coraz więcej osób pracuje zdalnie, szuka spokojniejszego życia bliżej natury, więc takie pomysły mogą kiedyś przestać być tylko marzeniem. Nawet jeśli na początek w mniejszej, bardziej kameralnej skali.
No i nie zapominajmy – zawsze można mieć i jedno, i drugie :) Czas na nagość i czas na sukienki czy koszulki z napisem. Jedno drugiego wcale nie wyklucza.
A jak Wy to widzicie? Zamieszkalibyście w takiej naturystycznej osadzie na stałe, czy raczej traktujecie to jako wakacyjną przygodę? :)
-
Myślę że mieszkanie w takiej enklawie bardzo szybko straciło by ten urok który daje sezonowość naturystycznego przebywania w ogumieniu słońca.
Jestem przekonany że tak jak teraz nie zauważamy ludzi to z czasem było by to już standardem, a sezonowość daje zastrzyk delikatnego oczekiwania, analizowania gdzie się wybrać, gdzie się ulokować z kim się wybrać czy samemu czy może dołączyć do kogoś.
-
Szczerze, ja bym nie zamieszkał. Na największym portalu dla nudystów na świecie, którego nie będę tutaj oczywiście reklamował, ludzie często mają wpisane, że "nienawidzą ubrań" czy coś w tym stylu. Dla mnie to nie jest istota nudyzmu czy naturyzmu. Kocham nagość i wolność z nią związaną, ale odczuwam ją bardziej dlatego, że na co dzień jest marynarka, koszula, krawat, czy jeansy i t-shirt w weekendy. Mam bardziej przyziemne marzenia związane z nagością: po pierwsze równe traktowanie męskich i kobiecych torsów, po wtóre więcej miejsc dla nudystów i miejsc typu "ubrania opcjonalnie" a najważniejsze: złamanie tabu i deseksualizacja nagości nieerotycznej, czyli edukacja w tym zakresie młodych Polek i Polaków.
-