-
Opinia jest jak dupa - każdy ma swoją...
Oto moja. Już od najmłodszych lat byłem buntownikiem i często miałem swoje własne zdanie na jakiś temat a nie kopiowałem, żeby się przypodobać. Ponieważ wyrażałem to publicznie (czasem dla przekory) nie zjednałem sobie zbyt wielu znajomych... Nagość jest jedną z tych rzeczy co większość odbiera inaczej... O nagości i seksie nie mówi się zwykle zbyt otwarcie. Prędzej pogadasz o chorobach i dolegliwościach (choć to też intymne) niż o nagości. Ponieważ "lata lecą" nie ma już czasu na przejmowanie się "co inni powiedzą". Mam to "gdzieś".
Moja nagość w domu wygląda tak: Ja jestem nagi kiedy tylko się da. Reguluje to tylko temperatura i obcy w domu. Odkąd znowu mamy małe dzieci postanowiłem, że nie będzie tabu nagości i niepotrzebnego wstydu. To była doskonała okazja, żeby zacząć "na całego". Od pierwszego dnia życia każde dziecko widzi mnie nago. Żona już nie jest tak często naga. Jednak do łazienki czy do sypialni paraduje nago. Mieszkanie niewielkie więc każdy widzi wszystko. Ja mam blisko drzwi wyjściowych dyżurne spodenki bo mieszkamy w małej wspólnocie i na podwórzu jest ciągle coś co trzeba przynieść czy wynieść. Czasem wkurzam się na "kulturę gaciową" bo w ciągu dnia tak kilkadziesiąt razy trzeba się krótkotrwale ubrać...
Kolega ma już dwie dorosłe córki i kiedyś opowiedział mi, że jedna dalej ma problem po wydarzeniu w podstawówce kiedy to okazało się, że chłopcy podglądają szatnie dziewczęcą. Bardzo to przeżyła. Moje dzieci raczej nie będą miały z tym problemu. Niech się wstydzi ten co widzi. Małe dzieci łapią "w mig" i nie trzeba im niczego tłumaczyć i wyjaśniać. Kiedy bywamy na kąpielisku czy plaży tekstylnej to wiadomo - stroje. Jednak, gdy 4 lata temu byliśmy na plaży w Grzybowie to wszyscy rozebrali się jakby stale to robili. Pełno nagich ludzi dookoła a oni bawili się wodą i piaskiem nie zwracając w ogóle uwagi na innych obcych golasów... Mają jednak świadomość gdzie można a gdzie nie. Córka raz mi nawet wypomniała, że nie może zaprosić koleżanki na "nocowankę" bo tata cały czas nagi. Obiecałem, że wtedy nie będę nagi jak kiedy jest u nas ciocia. Siostra żony czasem nas odwiedza ze swoim facetem i nocują kilka dni. Zdarzyło się raz, że poszli na miasto wieczorem a ja poczułem się swobodnie i wyłożyłem się na kanapie. Przysnąłem a żona była w łazience. Nagle wracają oni wcześniej niż zwykle. Żona zaczęła się głośno śmiać w łazience bo już wiedziała co zastaną. Budzę się i widzę jak stoją nade mną i nie wiedzą co robić...
Następnego dnia wychodzę z łazienki bez okrycia bo przecież już wszystko widziała ale żona mnie upomniała, że ją to krępuje więc wyznaczone zostały granice do których się stosuję.
A wracając do dzieci to ich obycie z nagością przedstawia przykład jak kiedyś wujek nie zaryglował drzwi łazienki i weszło któreś dziecko. Jedynym komentarzem było "a wujek ma tam włosy"...
Zdarza mi się w nocy nago wyrzucić śmieci jednak gdy jest "bezpiecznie". Chodzi o komfort patrzących nie mój.
Szukam miejsca gdzieś na wsi gdzie podwórze czy warsztat też byłby moja "strefą".
Co do aspektów prawnych to polecam pracę doktorską Aleksandry Polińskiej "Nagość. Studium prawne ze szczególną perspektywą polskiego prawa karnego".
-
Dzięki za tak szczery i rozbudowany komentarz – widać, że temat nagości w domu jest dla Ciebie ważny i świadomie do niego podchodzisz.
Chciałabym jednak zwrócić uwagę na jedną istotną kwestię, szczególnie w kontekście dzieci. Sama obecność nagości przy dzieciach nie jest niczym złym – w wielu rodzinach to naturalna część codzienności i może pomagać budować zdrowe podejście do ciała, bez wstydu i tabu.
Ale kluczowe jest nie tylko „czy”, tylko „jak” i „ile”.
Z Twojego opisu wynika, że nagość jest u Was bardzo stałym elementem funkcjonowania domu – i tu pojawia się ważny aspekt: dzieci wraz z wiekiem zaczynają mieć własne granice, poczucie prywatności i potrzeby społeczne. Sytuacja, o której wspomniałeś (nocowanie koleżanki), to już wyraźny sygnał, że te granice zaczynają się kształtować.
W takich momentach bardzo ważne jest, żeby dziecko nie tylko „nie miało problemu”, ale też czuło, że ma realny wybór i że jego komfort jest równie ważny jak swoboda dorosłych.
Podobnie w relacjach z innymi osobami – żoną, gośćmi – to, że coś jest dla nas naturalne, nie oznacza automatycznie, że wszyscy wokół czują się z tym tak samo swobodnie.
Dlatego jako społeczność zawsze podkreślamy jedną zasadę:
- wolność w naturyzmie idzie w parze z uważnością na innych i szacunkiem do ich granic
Nie chodzi o to, żeby nagość ograniczać czy demonizować – tylko o to, żeby nie stawała się czymś narzucanym.
Doceniam, że wspominasz o wyznaczaniu granic – i to jest właśnie kierunek, który warto rozwijać dalej.
Dzięki za ważny głos w dyskusji.
-