Komentarz do 'Czy rozbieranie się w domu jest normalne?'
  • Muszę przyznać, że kiedy pierwszy raz przeczytałam ten tekst (jest bardzo rzeczowy, gratuluję Celina), trochę mnie zaskoczył — głównie dlatego, że dla mnie odpowiedź jest dość oczywista. Tak, to jest normalne. A przynajmniej dla wielu z nas.

    Ja sama bardzo często zrzucam ubranie zaraz po powrocie do domu. To taki moment przejścia — z „trybu świata” do „trybu mojego miejsca”. Czasem, jeśli z jakiegoś powodu nie mogę chodzić całkiem nago, owijam się po prostu ręcznikiem i to też daje mi poczucie swobody. W domu chcę czuć się dobrze, a nie „odpowiednio”.

    Mieszkając sama, mam pod tym względem pełną wolność — nikt nie komentuje temperatury, nikt nie patrzy oceniająco, nikt nie narzuca zasad. Jeśli jest mi wygodnie bez ubrań, to właśnie tak funkcjonuję. I szczerze? Uważam to za najbardziej naturalny stan. Trochę nie rozumiem, skąd w ogóle bierze się wątpliwość, czy to „normalne”. Przecież to właśnie w domu powinniśmy móc być najbardziej sobą.

    Oczywiście, życie to też praktyczność — mam zawsze pod ręką coś do narzucenia, czy to koszulkę nocną, czy szlafrok, na wypadek gdyby ktoś zapukał. Choć swoją drogą uważam, że niezapowiedziane wizyty to trochę zapomniany brak dobrych manier — nigdy nie wiadomo, w jakim stanie ktoś chce się właśnie zrelaksować :)

    Zdarzają się też zabawne sytuacje — raz zostałam przyłapana przez sąsiada, kiedy wynosiłam śmieci na klatkę do zsypu bez większego zastanowienia. No cóż... życie. Dla mnie to był po prostu naturalny odruch, nie manifest.

    Mam też wspaniałych przyjaciół, których odwiedzam praktycznie co weekend i w naszej relacji temat nagości jest czymś zupełnie swobodnym. Wszyscy dobrze czujemy się we własnym ciele i nie robimy z tego wielkiej ideologii. Są nawet takie małe rytuały codzienności — jak poranna kawa podawana w "domowym stroju" — które mają w sobie coś intymnego, ale jednocześnie bardzo zwyczajnego. To bardziej kwestia bliskości i relacji niż jakiejkolwiek „pikanterii”.

    I chyba to jest dla mnie najważniejsze: to wszystko nie wydaje mi się ani wyjątkowe, ani „inne”. Mam wrażenie, że wiele osób żyje bardzo podobnie — tylko po prostu się o tym nie mówi. Bo kiedy odwiedzamy się nawzajem, wszyscy jesteśmy już „ubrani do świata”.

    Dla mnie nagość w domu to nie deklaracja ani styl życia — to po prostu komfort.