Element kanału Shoutbox
Komentuj
    • U siebie zasłaniam okna, ale na wyjeździe, szczególnie w miejscach, gdzie jest gorąco nie robię tego, często nawet nie ma tam zasłon. Na wakacjach chcę czuć się swobodnie i inni turyści, których pewnie nigdy więcej nie spotkam mi nie przeszkadzają. Lubię rano usiąść na tarasie/balkonie i w świetle promieni słonecznych napić się kawy, nie zwracając uwagi na zdziwioną panią, która dostała pokój w pensjonacie obok mnie. Raczej nie narzucam się swoją nagością innym (nie wyszłabym, jak w felietonie, wyrzucić śmieci nago) ale w wakacyjny, upalny dzień, zachęcający, co bardzo lubię, do chodzenia bez bielizny - nie mam wpływu na wiatr, który czasem zawieje silniej... ;-)image_transcoder.php?o=sys_images_editor&h=667&dpx=2&t=1783147578

    • Muszę przyznać, że kiedy pierwszy raz przeczytałam ten tekst (jest bardzo rzeczowy, gratuluję Celina), trochę mnie zaskoczył — głównie dlatego, że dla mnie odpowiedź jest dość oczywista. Tak, to jest normalne. A przynajmniej dla wielu z nas.

      Ja sama bardzo często zrzucam ubranie zaraz po powrocie do domu. To taki moment przejścia — z „trybu świata” do „trybu mojego miejsca”. Czasem, jeśli z jakiegoś powodu nie mogę chodzić całkiem nago, owijam się po prostu ręcznikiem i to też daje mi poczucie swobody. W domu chcę czuć się dobrze, a nie „odpowiednio”.

      Mieszkając sama, mam pod tym względem pełną wolność — nikt nie komentuje temperatury, nikt nie patrzy oceniająco, nikt nie narzuca zasad. Jeśli jest mi wygodnie bez ubrań, to właśnie tak funkcjonuję. I szczerze? Uważam to za najbardziej naturalny stan. Trochę nie rozumiem, skąd w ogóle bierze się wątpliwość, czy to „normalne”. Przecież to właśnie w domu powinniśmy móc być najbardziej sobą.

      Oczywiście, życie to też praktyczność — mam zawsze pod ręką coś do narzucenia, czy to koszulkę nocną, czy szlafrok, na wypadek gdyby ktoś zapukał. Choć swoją drogą uważam, że niezapowiedziane wizyty to trochę zapomniany brak dobrych manier — nigdy nie wiadomo, w jakim stanie ktoś chce się właśnie zrelaksować :)

      Zdarzają się też zabawne sytuacje — raz zostałam przyłapana przez sąsiada, kiedy wynosiłam śmieci na klatkę do zsypu bez większego zastanowienia. No cóż... życie. Dla mnie to był po prostu naturalny odruch, nie manifest.

      Mam też wspaniałych przyjaciół, których odwiedzam praktycznie co weekend i w naszej relacji temat nagości jest czymś zupełnie swobodnym. Wszyscy dobrze czujemy się we własnym ciele i nie robimy z tego wielkiej ideologii. Są nawet takie małe rytuały codzienności — jak poranna kawa podawana w "domowym stroju" — które mają w sobie coś intymnego, ale jednocześnie bardzo zwyczajnego. To bardziej kwestia bliskości i relacji niż jakiejkolwiek „pikanterii”.

      I chyba to jest dla mnie najważniejsze: to wszystko nie wydaje mi się ani wyjątkowe, ani „inne”. Mam wrażenie, że wiele osób żyje bardzo podobnie — tylko po prostu się o tym nie mówi. Bo kiedy odwiedzamy się nawzajem, wszyscy jesteśmy już „ubrani do świata”.

      Dla mnie nagość w domu to nie deklaracja ani styl życia — to po prostu komfort.

      • W tym roku odkryłem przyjemność z picia kawy rano nago na balkonie. Oczywiście balkon jest tak usytuowany, że nikt przypadkiem nie powinien mnie zobaczyć. Z żoną często rano chodzimy nago po mieszkaniu po przebudzeniu. A po wieczornym prysznicu to standard. Nie jest to problemem dla żadnego z nas. Pozostajemy wtedy w strefie komfortu :⁠-⁠)

        • Dla mnie najciekawsze w domowej nagości nie jest już samo pytanie, czy ona jest normalna. Raczej to, jak bardzo my sami zakładamy, że dla innych na pewno normalna nie jest. Że sąsiedzi z naprzeciwka, działkowcy za płotem albo ludzie na sąsiednim balkonie od razu zobaczą w tym coś dziwnego, niestosownego albo gorszącego. A potem okazuje się, że życie bywa spokojniejsze od naszych wyobrażeń. Ktoś u siebie też chodzi w samej skórze. Na działce, jeśli jest trochę wyczucia i nie robi się z ciała demonstracji, nic złego się nie dzieje. Na hotelowym balkonie zamiast skandalu może pojawić się zwyczajne Guten Morgen i krótka chwila, w której dwoje ludzi po prostu uznaje wzajemną obecność bez paniki, bez tłumaczenia, bez wstydu. Może więc pytanie nie brzmi tylko: czy rozbieranie się w domu jest normalne?. Może brzmi też: dlaczego tak łatwo zakładamy, że inni na pewno tej normalności nie zrozumieją? Oczywiście dom, balkon, ogród czy ROD to różne poziomy widzialności i warto mieć wyczucie. Ale czasem największą przeszkodą nie jest cudzy wzrok, tylko nasze własne wyobrażenie o tym wzroku.

          • Opinia jest jak dupa - każdy ma swoją...

            Oto moja. Już od najmłodszych lat byłem buntownikiem i często miałem swoje własne zdanie na jakiś temat a nie kopiowałem, żeby się przypodobać. Ponieważ wyrażałem to publicznie (czasem dla przekory) nie zjednałem sobie zbyt wielu znajomych... Nagość jest jedną z tych rzeczy co większość odbiera inaczej... O nagości i seksie nie mówi się zwykle zbyt otwarcie. Prędzej pogadasz o chorobach i dolegliwościach (choć to też intymne) niż o nagości. Ponieważ "lata lecą" nie ma już czasu na przejmowanie się "co inni powiedzą". Mam to "gdzieś".

            Moja nagość w domu wygląda tak: Ja jestem nagi kiedy tylko się da. Reguluje to tylko temperatura i obcy w domu. Odkąd znowu mamy małe dzieci postanowiłem, że nie będzie tabu nagości i niepotrzebnego wstydu. To była doskonała okazja, żeby zacząć "na całego". Od pierwszego dnia życia każde dziecko widzi mnie nago. Żona już nie jest tak często naga. Jednak do łazienki czy do sypialni paraduje nago. Mieszkanie niewielkie więc każdy widzi wszystko. Ja mam blisko drzwi wyjściowych dyżurne spodenki bo mieszkamy w małej wspólnocie i na podwórzu jest ciągle coś co trzeba przynieść czy wynieść. Czasem wkurzam się na "kulturę gaciową" bo w ciągu dnia tak kilkadziesiąt razy trzeba się krótkotrwale ubrać...

            Kolega ma już dwie dorosłe córki i kiedyś opowiedział mi, że jedna dalej ma problem po wydarzeniu w podstawówce kiedy to okazało się, że chłopcy podglądają szatnie dziewczęcą. Bardzo to przeżyła. Moje dzieci raczej nie będą miały z tym problemu. Niech się wstydzi ten co widzi. Małe dzieci łapią "w mig" i nie trzeba im niczego tłumaczyć i wyjaśniać. Kiedy bywamy na kąpielisku czy plaży tekstylnej to wiadomo - stroje. Jednak, gdy 4 lata temu byliśmy na plaży w Grzybowie to wszyscy rozebrali się jakby stale to robili. Pełno nagich ludzi dookoła a oni bawili się wodą i piaskiem nie zwracając w ogóle uwagi na innych obcych golasów... Mają jednak świadomość gdzie można a gdzie nie. Córka raz mi nawet wypomniała, że nie może zaprosić koleżanki na "nocowankę" bo tata cały czas nagi. Obiecałem, że wtedy nie będę nagi jak kiedy jest u nas ciocia. Siostra żony czasem nas odwiedza ze swoim facetem i nocują kilka dni. Zdarzyło się raz, że poszli na miasto wieczorem a ja poczułem się swobodnie i wyłożyłem się na kanapie. Przysnąłem a żona była w łazience. Nagle wracają oni wcześniej niż zwykle. Żona zaczęła się głośno śmiać w łazience bo już wiedziała co zastaną. Budzę się i widzę jak stoją nade mną i nie wiedzą co robić...

            Następnego dnia wychodzę z łazienki bez okrycia bo przecież już wszystko widziała ale żona mnie upomniała, że ją to krępuje więc wyznaczone zostały granice do których się stosuję.

            A wracając do dzieci to ich obycie z nagością przedstawia przykład jak kiedyś wujek nie zaryglował drzwi łazienki i weszło któreś dziecko. Jedynym komentarzem było "a wujek ma tam włosy"...

            Zdarza mi się w nocy nago wyrzucić śmieci jednak gdy jest "bezpiecznie". Chodzi o komfort patrzących nie mój.

            Szukam miejsca gdzieś na wsi gdzie podwórze czy warsztat też byłby moja "strefą".

            Co do aspektów prawnych to polecam pracę doktorską Aleksandry Polińskiej "Nagość. Studium prawne ze szczególną perspektywą polskiego prawa karnego".

            Zaloguj się lub Załóż konto aby zobaczyć lub skomentować tę treść.