-
Bardzo fajne podejście :)
Właśnie to „tworzenie albumu po czasie” ma w sobie coś wyjątkowego — człowiek nie tylko przegląda zdjęcia, ale tak naprawdę jeszcze raz przeżywa cały wyjazd.
My mamy trochę podobnie, choć przyznam, że czasem ciężko nam się powstrzymać i już w trakcie wyjazdu robimy wstępną selekcję... To znaczy ja robię ?
Ale te „najlepsze z najlepszych” też zostawiamy sobie na spokojnie, na długie jesienne wieczory... wtedy dopiero zaczyna się magia wspomnień i segregowania materiałów.
Z biegiem czasu zauważyłam też, że coraz mniej liczy się „idealne zdjęcie”, a coraz bardziej to, co ono w sobie niesie — klimat miejsca, emocje, ludzie... czasem nawet te najbardziej spontaniczne kadry wygrywają z tymi „ustawianymi”.
A tak z ciekawości — jak to u Was wygląda od strony „technicznej”?
Trzymacie wszystko w jednym miejscu czy robicie kopie (np. na dyskach / w chmurze)?
I czy wracacie do starszych albumów po latach, czy raczej żyjecie tymi najnowszymi wspomnieniami?
My np. staramy się mieć do tego porządek, bo już raz prawie straciliśmy część materiałów i od tamtej pory trochę bardziej dmuchamy na zimne. Nic też nie trzymamy w sieci, żadne chmury, itp. Wszystko "w domu" ?
No i jeszcze jedno — robicie takie albumy bardziej „dla siebie”, czy zdarza Wam się do nich wracać razem z kimś (np. znajomymi z wyjazdów)? No my mamy z tym problem... chociaż teraz tak myślę, że... chyba już nie ?