-
Ja zaznaczyłem inną historię. Płynąłem kajakiem wzdłuż brzegu jeziora, szukając miejsca, gdzie można byłoby chwilę odpocząć, obeschnąć i może trochę poplażować. Między trzcinami wypatrzyłem kawałek plaży, przy którym dało się spokojnie przybić. Wyciągnąłem kajak na brzeg, wyjąłem worek z rzeczami i zanim zdążyłem się rozebrać, zza pobliskich zarośli wyszedł naturysta. Powiedział cześć, odpowiedziałem grzecznie cześć, a on zapytał, czy mam zapałki. Poszukałem - miałem. Zabrał je i poszedł rozpalać ognisko na kiełbaski. Rozebrałem się więc i poszedłem za nim. W ten sposób, trochę przez przypadek, dołączyłem do naturystycznego pikniku. To było moje pierwsze plażowanie N w Polsce.