• Więcej

Bakłażankowy Październik vol3 - Sauna Parole

cvfm7gcj7kvz69mrpt8v5zv5h5v4fc8y.jpg

Sobota w Saunie Parole

Po Suntago (opisanym w wątku Bakłażankowy Październik vol2 - SUNTAGO PARK OF POLAND) udaliśmy się w kierunku Sauny Parole. Zjeżdżając z asfaltowej drogi mieliśmy do wyboru miejsce parkingowe na łące lub wzdłuż drogi. Z zewnątrz widać jedynie trzy kontenerowe obiekty połączone płotem. Obiekt jest jeszcze młody i jak sami mówią właściciele cały czas w budowie co absolutnie nie oznacza tego, co rozumieć można pod pojęciem plac budowy. W widocznym z zewnątrz obiekcie, faktycznie zrobionym z kontenera urządzona jest szatnia z obszernymi otwartymi półkami na rzeczy. Ten obiekt znajdujący się przed płotem, który rozpina się między budynkiem wypoczywalni a budynkiem sauny za którym znajduje się kolejny mniejszy budynek z sanitariatami, prysznicami zewnętrznymi odkrytymi i zakrytymi oraz wiadrem bosmana. Przed nim znajduje się jacuzzi w którym przynajmniej jak my byliśmy była woda magnezowa w której zalecane było poleżenie tak z piętnaście minut conajmniej, niestety nie dopytaliśmy czy bywają tam i inne specyfiki. Za tym budynkiem znajdują się dwie atrakcje tego obiektu a mianowicie z uwagi, że Jarek morsuje balia pieszczotliwie zwana zamrażarką, z uwagi na fakt, że woda ma tam 2 stopnie a i lód w wodzie pływa, oraz miejsce w którym na życzenie można zostać oblanym zimną wodą z wiadra przez bosmana czytaj właściciela. Jako, że obiekt zajmuje część śródleśnej polany to między obiektami znajdują się drewniane podesty, zapewniające wygodne przemieszczanie bez zbytniej ingerencji w przyrodę. Patrząc w drugą stronę za obiektem wypoczywalni na trawie znajduje się miejsce ogniskowo / grillowe z miejscami do siedzenia. Patrząc na budynki nie sposób się oprzeć mylnemu wrażeniu, że wszystkie są zrobione z kontenerów. Jednak gdy się uważnie przyjrzeć ich proporcje zdradzają, że tak nie jest, a wrażenie wywołane jest wzorowaną na nich konstrukcją, oraz znajdującym się na wszystkich elewacjach deskowaniem. Z przeciwnej strony budynków obiekt jest otwarty na las i kolejną polanę czy pole, a znajdujące się w tej części drzewa są oświetlone od dołu, co tworzy nawet w jesienną szarugę iście bajkowy klimat tego miejsca. Wypoczywalnia z niewielką zadaszoną werandą, mimo iż sprawia wrażenie małej, z powodzeniem mieści również część poczęstunkową (w której cały czas były dostępne owoce, woda z elektrolitami, woda owocowa, chleb, smalczyk i pasta do smarowania) oraz jadalnię.

2bssa5cvmpzmsbxjyg4te7dxnwhgpad9.jpg

Jako, że my jak zwykle przybyliśmy na Słowiańską Noc I Duszą I Ciałem z Alonką Naumczyk jako pierwsi, to udało nam się zrobić jej chyba nie małą niespodziankę. Zdążyliśmy również być oprowadzeni po obiekcie przez Kasię i Jarka oraz przy współudziale Alonki nieco „narozrabiać”, robiąc nagą sesję zdjęciową przy logu Sauny Parole, wybierając z dwóch możliwości, a jakże tą która była akurat na samym wejściu do obiektu, co na szczęście nie spowodowało oburzenia u akurat przybywających gości.

Na pierwszym dość spokojnym seansie zatytułowanym „Tanecznym Krokiem” Alonka zrobiła trzy polania na których były sosna, rozmaryn, a na koniec lawenda, co ze słowiańską muzyką stanowiło dobre wejście w klimat wieczoru.

Wchodząc na drugi seans o intrygującym tytule „Nie ja bije…” zauważyliśmy porozkładane na ławach małe paczuszki przypominające węzełki podróżne. Były to rozłożone dla każdego gościa stemple wypełnione solą z suszona miętą, skropione miętą spirmint, oraz z kryształkami mentolu. Przed tym seansem Alonka podzieliła się z nami wspomnieniami z dzieciństwa związanymi z miętą trzymaną pod poduszką, lecz tej historii nie zdradzimy, by ją poznać i poczuć trzeba być uczestnikiem seansu, zwłaszcza, że nie była to jego jedyna atrakcja. Podczas tego seansu również były trzy polania kolejno mięta spirmint, żywotnik koreański, czyli nasza tuja, oraz mieszanka spokoju. Każda para uczestników (a były tylko pary), została również obdarowana przez Alonkę piękną afirmacją pochodzącą od jej babci wypowiedzianą podczas witkowania witkami wierzbowymi. Po tym seansie był poczęstunek z ogniska czyli kiełbaski, kaszanki, warzywne szaszłyki i sery, zatem dla każdego coś miłego do zjedzenia.

Kolejny seans był zatytułowany „W duchu północy”, tym razem przy akompaniamencie bardziej nordyckiej muzyki Alonka rozpoczęła dymem palosanto, który zbudował odpowiedni klimat. Następnie były trzy polania na których była pomarańcza, trawa cytrynowa i mieszanka jang jang, podczas których temperatura w saunie bardzo wyraźnie wzrosła, tak na wszelki wypadek gdyby ktoś miał wątpliwości czy Alonka potrafi dogrzać. Po tym seansie myślę, że się ich pozbył.

Ostatni seans Alonki był zatytułowany bardzo adekwatnie - „Na dobrą noc”. Do góralskiej muzyki były trzy polania, a mianowicie rumianek, mieszanka las i paczula, podczas których w tej nie łatwej dla sunamistrza saunie Alonka dała pokaz z dwoma ręcznikami naraz.

Nocki z Alonką są wyjątkowe, podczas których atmosfera budowana jest muzyką i zapachem, a podkreślona jej przepięknym tańcem, oraz temperaturą.

Po seansach Alonki była dłuższa przerwa jako, że wszyscy musieli się ubrać i zapakować w śpiwory by wysłuchać, czy może lepiej było by powiedzieć wyspać godzinnego koncertu na kryształowych misach w wykonaniu Jagi. Po tym doświadczeniu na szczęście Kasia z Jarkiem zadbali o przebudzenia w postaci kolejnych seansów. Tym razem Alonka saunowała z resztą gości, a w saunie szaleli właściciele.

Po misach miał być seans zatytułowany Szept Żywiołów w wykonaniu Kasi, lecz w ostatniej chwili zmieniła na szczęście zdanie bo kolejne szepty chyba wszystkich by uśpiły i wykonała seans z energią do muzyki Hiszpańsko – Portugalskiej. Na początek poszło przepięknie pachnące kadzidło z Omanu, po którym były cztery polania – śródziemnomorski las, geranium, drzewo Ho i krwista pomarańcza z sosną, podczas których wykonując swój piękny taniec to z ręcznikiem, to znów z wachlarzem Kasia, otuliła nas swoim ciepełkiem.

Ostatni seans zatytułowany „Słowiański relaks” należał do Jarka. Podczas trzech polań na których były odpowiednio limetka, grapefruit i werbena pospolita, Jarek porządnie rozprowadzał ciepło po saunie zarówno ręcznikiem, jak i naprawdę sporych rozmiarów wachlarzem, zmieniając jego rozłożenie w czasie machania. Był to już ostatni seans nocki przed powrotami do domu, więc Jarek, podczas ostatniego polania pokazał, że ma moc, nie tylko w nazwisku i dogrzał wszystkich porządnie na rozbudzenie.

Podczas nocki był również dostępny przygotowany przez Alonkę peeling solny z olejem z orzechów makadamia, lawendą, cytryną, pomarańczą i ogórkiem, który tym razem chcąc zaoszczędzić nieco czasu na powrót, wzięliśmy na wynos.

Na koniec jak zawsze kilka naszych obserwacji, a mianowicie miłą odmianą po wcześniejszej wizycie w Suntago było nie dość, że poprawne saunowanie wszystkich gości, to jeszcze całkiem nagie siedzenie w saunie. Nikt też nie robił cyrków poza sauną, czyli wychodzimy nago pod prysznice spłukujemy się chłodzimy, czy korzystamy z jacuzzi i się ubieramy. My niemal cały czas chodziliśmy nago ubierając się na misy i jak zrobiło się chłodno bo powiał wiatr. Mega pomysł z lodóweczką praktycznie po każdym seansie z niej korzystaliśmy, zobaczymy może był to wstęp do morsowania, tylko gdzie to robić nago?

Podsumowując, warto było poznać Saunę Parole, szkoda, że mamy tak daleko. Byliśmy tam pierwszy raz, ale coś mi gdzieś podpowiada, że nie ostatni, mimo, że połowę drogi powrotnej mieliśmy zasnutą mgłą jak mleko.

Załączniki
Odpowiedzi (1)
    • No i mamy trzecią odsłonę Waszego październikowego maratonu! Tym razem Sauna Parole i noc, która jak widać, dostarczyła Wam naprawdę sporo wrażeń. 😁

      Po przeczytaniu całej relacji mam wrażenie, że trafiliście w miejsce, które bardzo dobrze odpowiada Waszym saunowym upodobaniom. Leśny klimat, kameralna atmosfera, poprawne saunowanie, swoboda i przede wszystkim ludzie, którzy wkładają serce w to, co robią. Chyba właśnie takie połączenie sprawia, że niektóre miejsca zostają w pamięci na dłużej.

      Bardzo fajnie opisaliście znowu sam obiekt. Podoba mi się, że zwróciliście uwagę nie tylko na jego wyposażenie, ale również na pomysłowość Kasi i Jarka. Balia z lodem, wiadro bosmana, jacuzzi, leśne otoczenie i podesty między budynkami – widać, że powstaje tam miejsce z własnym charakterem. A skoro, jak piszecie, obiekt wciąż się rozwija, to aż ciekawi, czym jeszcze gospodarze nas zaskoczą.

      Szczególne słowa uznania należą się Alonce. Z Waszego opisu wyłania się obraz nocy saunowej, w której każdy seans ma swoją historię, klimat i charakter. Muzyka, zapachy, taniec, osobiste wspomnienia, a nawet afirmacje przekazywane uczestnikom – to już coś więcej niż samo polewanie kamieni wodą. To tworzenie całego doświadczenia, które zostaje z człowiekiem na długo. I chyba nieprzypadkowo poświęciliście jej występom tyle miejsca. 😊

      Ale oczywiście nie zapominajmy o gospodarzach! Kasi i Jarkowi również należą się brawa za przygotowanie wydarzenia i przejęcie saunowej pałeczki po Alonce. Hiszpańsko-portugalskie rytmy, piękne zapachy, ręczniki, wachlarze, a na koniec solidne rozgrzanie przed powrotem do domu. Jak widać, Jarek rzeczywiście ma moc, nie tylko w nazwisku! 😂

      Rozbawił mnie też Wasz opis koncertu na kryształowych misach. Chyba nie każdy koncert można podsumować stwierdzeniem, że udało się przy nim wyspać. 😂 Ale to również pokazuje, jak różnorodny był program tej nocy.

      Bardzo cieszy mnie również Wasza obserwacja dotycząca kultury saunowania. Po wcześniejszych doświadczeniach w Suntago mogliście chyba szczególnie docenić atmosferę Parole. Właśnie takie różnice najlepiej pokazują, że wielkość obiektu i liczba atrakcji nie zawsze decydują o tym, jak dobrze czujemy się w danym miejscu.

      A pomysł z lodóweczką najwyraźniej przypadł Wam do gustu. Kto wie, może rzeczywiście był to pierwszy krok w stronę morsowania? Co do pytania, gdzie morsować nago, pozostawię je na razie bez odpowiedzi. Nie chciałabym przecież niechcący zainspirować Was do kolejnej wyprawy zakończonej następną wieloczęściową relacją! 😁

      Dziękuję Wam za kolejną wspaniałą opowieść. Naprawdę doceniam czas, jaki poświęcacie na przygotowanie tych wpisów i kolejny raz jestem pod wielkim wrażeniem Waszego zaangażowania. To nie są zwykłe krótkie relacje z wyjazdów, ale bardzo wartościowe opisy miejsc, ludzi i wydarzeń. Dzięki Wam inni użytkownicy mogą poznawać nowe saunowe adresy, a przy okazji dowiedzieć się, czego mogą się po nich spodziewać.

      I powiem Wam jeszcze jedno: trzy relacje, trzy zupełnie różne miejsca i mnóstwo wrażeń. Jeśli tak wygląda Wasz październik, to zaczynam się zastanawiać, co przygotujecie nam w kolejnych miesiącach! 😉

      Pozdrawiamy serdecznie i życzymy kolejnych udanych wypraw, pięknych seansów oraz oczywiście bezpiecznych powrotów do domu! 👍

      Zaloguj się lub Załóż konto aby zobaczyć lub skomentować tę treść.
      Reklama