Blog
Najnowsze wpisy
🌞 Lato się kończy… ale ja się jeszcze nie zgadzam!
Witam we wtorek 01.09.2026 🌞 Tak już mamy wrzesień... czas leci, co nie? Niedawno cieszyliśmy się z początku lata i wakacji, a tu proszę... już wrzesień i końcóweczka lata. No dobra... końcóweczka to może już nawet była wczoraj, bo dzisiaj kalendarz oficjalnie ogłosił koniec wakacji. 😁 Ale spokojnie... ja się jeszcze nie poddaję. 😎
„Przecież jesteśmy na plaży naturystycznej, czego się spodziewaliście?” — można by powiedzieć. Tylko czy fakt, że wszyscy zrzuciliśmy ubrania, oznacza również, że zrzuciliśmy wszelkie granice? Jeden z wpisów naszych użytkowników uruchomił u mnie pewną myśl: skoro naturyzm ma być wolnością, swobodą i bliskością z naturą, to gdzie w tym wszystkim jest miejsce na prywatność innych? Sama nie będę udawać świętej — bardzo lubię intymność na łonie natury. 😉 Tylko że jest pewna zasadnicza różnica między korzystaniem z tej wolności w odpowiednim, odosobnionym miejscu a robieniem z przypadkowych plażowiczów publiczności. I właśnie o tej granicy będzie ten felieton.
Okulary z kamerą a prywatność naturystów Wyobraź sobie, że leżysz spokojnie na plaży naturystycznej. Obok przechodzi ktoś w okularach przeciwsłonecznych. Nie trzyma telefonu, nie ma aparatu, nie kieruje w Twoją stronę żadnego widocznego urządzenia. Po prostu patrzy. Tylko skąd wiesz, że właśnie Cię nie nagrywa? Inteligentne okulary wyposażone w kamery coraz mniej przypominają urządzenia do fotografowania, a coraz bardziej zwykłe okulary. I właśnie dlatego stawiają przed nami pytanie, z którym naturyzm będzie musiał się wcześniej czy później zmierzyć: **czy można mówić o zgodzie, jeśli osoba nagrywana nie ma nawet możliwości dowiedzenia się, że jest nagrywana?** W świecie, w którym aparat można mieć na nosie, zasada „nie fotografujemy bez zgody” może wymagać napisania od nowa. Bo być może problemem nie jest już to, **czy ktoś robi zdjęcie**. Problemem jest to, **czy w ogóle jesteśmy w stanie zauważyć, że ktoś je robi**. Zapraszamy do dyskusji. Czy okulary z kamerą powinny mieć zakaz wstępu na plaże i do innych miejsc naturystycznych?
Poniedziałkowe DIGGY-DIGGY, czyli jak wejść w tydzień bez marudzenia 😎☀️
Witam w poniedziałek 31.08.2026! 🌞 No dobra… czas zacząć znowu nowy tydzień. Trochę ciężko pewnie niektórym się za to zabrać, ale… jakoś to będzie. Damy radę. Jak zawsze przecież. 😁 Jak tam u Was minęła niedziela? U mnie wycieczkowo-spacerowo. W… lesie byłam. 🌲😎 I powiem Wam, że grzyby, kurczę, już są! 🍄
Czy nagie zdjęcie zawsze oznacza naturyzm? A może czasami za nagością kryje się po prostu potrzeba bycia zauważonym, podziwianym, a nawet oglądanym? Pytanie nie jest wcale tak proste, jak mogłoby się wydawać. Szczególnie kiedy prowadzi się społeczność naturystyczną i obserwuje, z jakimi oczekiwaniami niektórzy ludzie pojawiają się w niej po raz pierwszy. Jedno zdjęcie potrafi być początkiem ciekawej rozmowy. Czasami pokazuje, że ktoś po prostu jeszcze nie rozumie, czym właściwie jest naturyzm. Innym razem reakcja na zwrócenie uwagi mówi znacznie więcej niż samo zdjęcie. Gdzie więc przebiega granica między naturalną radością z własnego ciała a potrzebą jego eksponowania? Czy naturysta może lubić być oglądany? Czy można jednocześnie czuć się dobrze nago i mieć w sobie odrobinę ekshibicjonizmu? I wreszcie — czy naturyzm polega na tym, że pokazujemy swoje ciało, czy może właśnie na tym, że przestajemy czuć potrzebę jego pokazywania? O tym właśnie będzie ten felieton.
Czy w naturyzmie można być… „zbyt naturalną”? 🤔 Jedna z Was napisała na stronie ciekawe pytanie, dotyczące: kolczyków w sutkach, braku stanika, naturalnego ciała bez „poprawek”… i spojrzenia innych ludzi na plaży. I nagle pojawia się pytanie: gdzie właściwie kończy się naturalność, a zaczyna „za dużo”? Bo z jednej strony mówimy: bądź sobą. A z drugiej… czasem czujemy na sobie czyjś wzrok i już nie jesteśmy takie pewne. Czy biżuteria na nagim ciele coś zmienia? Czy owłosienie to dziś odwaga czy wciąż „obciach”? I najważniejsze — czy w naturyzmie naprawdę jesteśmy wolne od ocen? To będzie bardzo kobiecy, szczery tekst. I mam wrażenie, że wiele z nas odnajdzie się w nim bardziej, niż się spodziewa… Gdzie dla Was jest ta granica… o ile w ogóle istnieje?
Stajesz na plaży. Czujesz słońce na skórze… i nagle pojawia się ta myśl: „Czy ktoś na mnie patrzy?” A zaraz potem kolejna: „Czy moje ciało jest wystarczająco dobre?” Znamy to. Kobiety częściej. Mężczyźni też – choć rzadziej o tym mówią. Ale co, jeśli prawda jest zupełnie inna niż ta, którą podsuwa nam głowa? Co, jeśli większość ludzi wcale nie patrzy tak, jak nam się wydaje? I co, jeśli największe spojrzenie… to to, które same kierujemy na siebie? W tym felietonie rozkładam ten temat na czynniki pierwsze – bez oceniania, bez udawania i bez „idealnych ciał”. Bo może chodzi o coś znacznie ważniejszego niż to, kto patrzy. O odwagę, żeby w końcu spojrzeć na siebie inaczej.
„Najpierw zostałem naturystą w głowie…” – rozmowa z Michałem
Miał 15 lat, kiedy pierwszy raz poszedł na plażę naturystyczną. Sam. Świadomie. Bez przypadku. Była ciekawość. Był stres. Była też ekscytacja, o której mało kto mówi głośno. I jedno zdanie, które mówi wszystko: „Najpierw zostałem naturystą w głowie…” To szczera historia bez ściemy — o pierwszym razie, emocjach i tym, jak to naprawdę wygląda na początku.
Historia Marcina: od pierwszego razu do naturyzmu
Historia, która zaczyna się od jednego kroku… Tym razem oddajemy głos jednemu z naszych użytkowników – Marcinowi, który postanowił podzielić się swoją (i swojej żony) drogą do naturyzmu. To szczera, bardzo osobista opowieść o pierwszym razie, przełamywaniu barier i momentach, które zmieniają sposób patrzenia na własne ciało. Od spontanicznej decyzji w chorwackiej zatoczce, przez pierwsze nieśmiałe próby w Polsce, aż po wspólne doświadczenia, które zbliżają i budują akceptację. Jeśli kiedyś zastanawialiście się, „jak to jest na początku” – ten tekst może być Wam bardzo bliski. Zachęcamy do przeczytania i podzielenia się swoją historią w komentarzach.
10 najczęstszych mitów o naturyzmie. Co naprawdę kryje się za nagością?
Czy naturyzm naprawdę jest taki, jak wielu ludzi sobie wyobraża? Przez lata wokół naturyzmu powstało wiele mitów. Jedni nadal kojarzą go wyłącznie z nagością, inni z czymś kontrowersyjnym albo przeznaczonym tylko dla wybranej grupy osób. A przecież rzeczywistość często wygląda zupełnie inaczej. Prowadząc stronę naturystyczną, bardzo często spotykam się z pytaniami, obawami i stereotypami dotyczącymi tego stylu życia. Wiele osób jest ciekawych naturyzmu, ale zanim zrobi pierwszy krok, powstrzymują je właśnie błędne przekonania. Czy naturysta musi mieć idealne ciało? Czy plaża naturystyczna to miejsce pełne skrępowania i oceniania? Czy nagość zawsze ma podtekst erotyczny? Czy trzeba od razu czuć się całkowicie swobodnie? W moim najnowszym felietonie postanowiłam rozprawić się z 10 najczęstszymi mitami o naturyzmie i pokazać, co naprawdę kryje się za tym sposobem spędzania czasu. Bo czasami największą przeszkodą nie jest sama nagość… ale nasze własne wyobrażenia o niej. Zapraszam do lektury.
Nagość bez wstydu – jak oswoić ciało (i głowę) na początku drogi
„Czy to normalne, że moje ciało reaguje w ten sposób?” – to pytanie, które choć rzadko wypowiadane na głos, towarzyszy niemal każdemu, kto stawia swoje pierwsze kroki w świecie naturyzmu. Zrzucenie ubrań to wielki krok w stronę wolności, ale często wiąże się też z niepewnością i fizycznymi reakcjami, których zupełnie nie potrafimy kontrolować. Jeśli czujesz, że kontakt z naturą przyprawia Cię o rumieńce, a każda nieoczekiwana sytuacja na plaży wywołuje dreszcz stresu – spokojnie. Nie jesteś w tym osamotniony. W tym wpisie, wspólnie przyjrzymy się, dlaczego nasze ciało czasem zachowuje się „nieposłusznie”, jak w kilka chwil poczuć się pewnie w swojej skórze i dlaczego w naszej społeczności nie ma tematów zbyt wstydliwych. Pamiętaj: bycie naturystą to nie wyścig, to proces odkrywania własnej natury. Zapraszam do lektury poradnika, który pomoże Ci odetchnąć z ulgą i w pełni cieszyć się słońcem, wiatrem i poczuciem całkowitej wolności.
Może Twoje ciało nigdy nie było problemem
Tym tekstem rozpoczynam cykl felietonów tworzonych z myślą o kobietach. Pomysł na tę serię pojawił się dość naturalnie — kiedy uświadomiłam sobie, jak niewiele z nas jest tutaj obecnych i jak rzadko kobiecy głos wybrzmiewa w tym temacie. Chcę pisać o rzeczach ważnych, czasem trudnych, czasem bardzo codziennych — ale zawsze z kobiecej perspektywy. I tak, świadomie wybieram język, który może być bardziej „nasz” niż uniwersalny. Taki, w którym łatwiej mówić o emocjach, wątpliwościach i doświadczeniach, które nie zawsze da się ubrać w proste definicje. Być może dla części panów ten sposób pisania nie będzie do końca oczywisty. Kobiecy język bywa subtelniejszy, bardziej emocjonalny, czasem pełen niuansów, które nie zawsze są od razu czytelne. Ale właśnie dlatego chcę go używać — bo jest prawdziwy i bliski temu, jak wiele z nas myśli i czuje. Robię to celowo, żeby przyciągnąć więcej kobiet do naszej przestrzeni i pokazać, że jest tu dla nas miejsce. A panowie… być może wybaczą te kilka bardziej „babskich” felietonów. A może nawet zatrzymają się na chwilę dłużej, żeby lepiej zrozumieć, jak wygląda kobiece spojrzenie — nie tylko na ciało, ale też na siebie i świat wokół. Bo w gruncie rzeczy to nie jest tekst „przeciwko komuś” ani „dla wybranych”. To po prostu próba dodania kolejnego głosu do rozmowy, która już się toczy.
Reklama