Bakłażankowa saunowo – naturystyczna majówka i okolice. Część 6 – Zwyczajny majowy weekend
Nadchodził kolejny majowy weekend więc i wyjazd był zaplanowany – w sobotę jedziemy do Świątyni Ognia i Wody na wieczór saunowy PER NATURA i PRZYJACIELE. Pogoda ma być piękna, ludziska na grupach piszą, wstawiają wydarzenia, człowiek przegląda bo szkoda marnować taką pogodę. Na piątek w zasadzie nie patrzyliśmy bo niestety wujka szejka nie mamy więc na bytności w saunach sami zarobić musimy. W tym miejscu pojawia się przewijająca się od pewnego czasu w naszych rozmowach Pływająca Sauna nad Narwią. Uwagę naszą już wcześniej zwróciła miejscem jak i urzędującą tam saunamistrzynią Karoliną, której udział w grupach saunowych i naturystycznych skrzętnie odnotowaliśmy. Wśród wielu wydarzeń mających odbyć się w ten weekend pojawiło się również „Saunowanie na śniadanie nad Narwią” właśnie w Pływającej SAUNIE "Nad Narvią" organizowane i prowadzone przez Karolinę Smoleńską. W ciągu czterech godzin grzania od 10 do 14 w planie były:
4 cieplutkie seanse ze świetną muzyką i cudownymi zapachami,
zdrowe i smaczne śniadanie,
kąpiele w Narwi,
dowolna ilość wejść do sauny między seansami.
Zaznaczone, że saunujemy zgodnie z zasadami PTS, nie używamy strojów kąpielowych oraz szybkoschnących ręczników - saunujemy nago lub w ręczniku z naturalnego materiału.
Doszliśmy do wniosku, że i tak już od jakiegoś czasu chcemy odwiedzić to miejsce więc czemu by nie teraz. Przekimamy u Iwci i rano dzida co by zdążyć na 10 nad Narew. Cóż lato jednak nieuchronnie się zbliża, saunowiczów ubywa, wiec wariatów którzy by chcieli dojechać na tak wczesną bądź co bądź niedzielną godzinę, było zbyt mało. Karolina informując nas o tym przysłała jednocześnie informacje o piątkowym wydarzeniu, którego nie braliśmy pod uwagę, czyli „Zielone światki w saunie nad Narwią – wieczór ziołowo – baniowy”. Piękna pogoda, my nastawieni na zobaczenie kolejnej sauny, banie polubiliśmy, Asia akurat w ten piątek może skończyć pracę szybciej więc decyzja mogła być tylko jedna, jedziemy.
Postanowiliśmy zamienić niedzielne śniadanie na piątkową „kolację” i również 4 godziny z następującym planem:
3 cieplutkie seanse ze świetną muzyką i cudownymi zapachami – będą zioła, będą napary i ziołowo kwiatowe olejki
1 seans witkowy na którym doświadczycie dobrodziejstwa witek na własnym ciele
poczęstunek zdrowy i pyszny
kąpiele w Narwi
dowolna ilość wejść do sauny między seansami.
Praktycznie więc prócz pory i wymiany jednego seansu na witkowy plan został utrzymany.
Jako, że jeszcze nie byliśmy w rejonie Serocka i kompletnie nie znamy tych rejonów, pojechaliśmy sobie wcześniej co by się rozejrzeć. Miejsce ma swój urok, choć trafiliśmy na dość gwarny piątek, bo i ostatnie remonty przed sezonem, regaty na rzece i imprezy urodzinowe w pobliskich ośrodkach, to w samej saunie znajdującej się na wodzie cisza i spokój, pewnie spowodowane faktem, że nad wodę z tak zwanej cywilizacji trzeba zejść niezbyt długi lecz stromy kawałek (zimą w dół dupozjazd, a z powrotem raki i czekan chyba potrzebne).
Idąc z bambetlami do sauny jeszcze na górze poznaliśmy Karolinę i Maćka, którzy właśnie też podjechali. Od samego początku znajomości nadawaliśmy na tych samych falach. Zarówno Oni jak i my saunowicze, naturyści więc nic dziwnego.

Sauna na wodzie, wchodzi się do niej po trapie, składa się z trzech głównych część. Mniej więcej połowa to wypoczywalnia, trochę więcej jak jedna czwarta to sauna z piecem opalanym drewnem, a pozostała część przeznaczona jest na niewielką szatnię i pomieszczenie gospodarcze. Jednym słowem miło i przytulnie. Dodatkowo od strony rzeki znajduje się niewielki taras na którym można poleżeć na leżaku, skorzystać z prysznica, a co najważniejsze zejść po drabince do rzeki.

Przygotowane przez Karolinę seanse nie były hot, lecz dobrze przyjemnie cieplutkie, co pozwoliło zaprawdę się odprężyć i rozluźnić. W czasie seansów przeważała muzyka słowiańska idealnie dopasowaną do przygotowanych ziołowo kwiatowych naparów, między innymi ze świeżo rano zrywanej kocimiętki, lawendy, czy jaśminu. Woń naparów wypełniała całą saunę, dzięki niezwykle sprawnemu i wdzięcznemu rozprowadzaniu ciepła, zarówno ręcznikiem jak i wachlarzem przez Karolinę. Ciepełko było rozprowadzone równomiernie zarówno w poziomie jak i w pionie, mimo nie zalewania pieca wiadrami wody. Trzeci seans był witkowy podczas którego Karolina okładała nimi każdego uczestnika z osobna. Ostatni z seansów miał charakter mantryczny z bardzo ciekawie dobraną muzyką w której główną role odgrywały słowa.
Między seansami chłodzenie – wszyscy w Narwi której woda miała świetną temperaturę do chłodzącego pływania. Oczywiście było też jedzonko składające się z owoców, kabanosów , sernika, różnych past i serów, a przede wszystkim ze sztandarowych sałatek Karoliny.
Uczestników, prócz saunamistrzyni była dziesiątka w tym trzy kobiety. Lecz tu miłe zaskoczenie – już na samym początku Maciej latał nago, bo zapomniał kiltu. Wewnątrz sauny poza jedną z pań która owijała się w pareo reszta nago, do Narwi pływać nago wszyscy. Wszystko to mimo kręcącego się właściciela i toczących się początkowo prac remontowych na pomoście obok i przechodzących czasami osób postronnych. My praktycznie trzy czwarte czasu spędziliśmy całkiem goli zarówno w wypoczywalni, na tarasie i w rzece, że o samej saunie nawet nie wspomnę prowadząc ciekawe rozmowy sunowo naturystyczno morsowe z nowo poznanym towarzystwem. Do lekkiego owinięcia się skłoniły nas swą obecnością krwiopijcze komarzyce, które niestety w pewnym monecie się obudziły i były mocno upierdliwe.

Podsumowując ten z pewnością kolejny raz przydługi wywód. Miejsce bardzo fajne, sauna niewielka lecz klimatyczna, niepowtarzalne kołysanie się jej na wodzie podczas seansów unikatowe. Towarzystwo sympatyczne z humorem. Seanse Karoliny bardzo relaksujące i przyjemne. Jednym zdaniem było miło, ciepło i nago czyli tak jak lubimy spędzać czas. Choć powrót do domu mieliśmy, jak by to ując pełen „wrażeń”, począwszy od stojącego na drodze łosia którego ominąłem dosłownie o kilka centymetrów, solidny wypadek przy którym na szczęście była już policja więc mogliśmy spokojnie pojechać dalej, po jelenie i lisy przebiegające nam drogę, to będziemy się starać odwiedzać to miejsce.
-
- · Admin Celina
- ·
"Zwyczajny weekend"... jasne :) U większości ludzi to zakupy i rosół u teściowej albo standard... Netflix i kanapa, a u Was sauna na wodzie, kąpiel nago w Narwi, natura i jeszcze bonus w postaci safari po drodze powrotnej – łosie, jelenie, lisy... prawie jak Discovery Channel :) Skromnie! :)
Dziękujemy za relację :)
-
Discovery, discovery, ale z tym łosiem było naprawdę mocno niebezpiecznie.
A co do rosołku u teściowej to jak jej mówimy, że jak co weekend jesteśmy w spa (bo przecież nie powiemy, że z gołymi tyłkmi latamy po saunach i nie tylko), nie reaguje, to my czujemy się z niego zwolnieni (tym bardziej, że tylko już Marek ma teściową :-D ).