• Więcej

Bakłażankowa saunowo – naturystyczna majówka i okolice. Część 8 – No i po Maju

Nadszedł więc i on ostatni weekend maja 2026. Od dłuższego już czasu wiedzieliśmy, że niestety musimy od rana w sobotę być na miejscu, ale przecież zostaje jeszcze drugie pół weekendu do zagospodarowania. Mimo różnych prognoz na ten weekend plan z grubsza był ukuty maksymalnie o piętnastej trzydzieści wyruszamy do Piasków, tam naga kąpiel w Bałtyku i poszukanie kwatery. Niedziele mieliśmy spędzić na nagiej plaży i powrót.

W sobotę jednak pogoda była na tyle nieciekawa, że biorąc pod uwagę wcześniejsze obowiązki odpuściliśmy wyjazd do Piasków, a uwagę skierowaliśmy w kierunku saun. Kombinowaliśmy może jakieś wydarzenie – owszem są ale w zbyt dużej odległości od nas, może zobaczymy jak wygląda strefa beztekstylna na piętrze poddębickich term – no i niby tak, przecież tam zaczęła się w ogóle nasza przygoda saunowa, ale tam i basen i coś jednak zwyczajnie było nie teges. I nagle na Facebooku w Świątyni – NIEDZIELNY ODPOCZYNEK. Wiedzieliśmy, że w sobotę cały obiekt wynajęty, w niedzielę nie jeździliśmy bo w poniedziałek jednak do pracy, a jednak tym razem spojrzeliśmy. Nie dość, że w zasadzie nie wieczorek a popołudnie bo od 17:00 do 20:00, to i jeszcze Madzia Kupińska na dokładkę będzie machać. Decyzji nawet nie było, nastąpiła jedynie sekwencja zdarzeń, otworzyć grafik, otworzyć wydarzenie, zmienić ilość na 2 osoby kliknąć rezerwuj. Można więc spokojnie czekać do wyjazdu. Niedzielna aura od rana temperaturą i nie tylko potwierdzała słuszność porzucenia planów wyjazdu nad morze. Korci mnie co prawda nagie morsowanie, ale jeszcze musimy się do tego nieco bardziej przekonać.

W czasie Niedzielnego Odpoczynku miało być spokojnie, czyli 4 ceremonie saunowe. Trzy w saunie suchej plus jedna w łaźni parowej z peelingiem. Oczywiście między seansami poczęstunek owocowy. 

Pierwszy seans w saunie suchej poprowadziły wspólnie Iwonka z Magdą, serwując na kulach słodką pomarańczę, czarny bez, lipę, oraz miętę spearmint. Iwonka jak zawsze poezja, a Magdę w dużej saunie widzieliśmy pierwszy raz, oj jak sama się przyznała po seansie lubi się poruszać, a ja dodam jedynie i potrafi to robić i wie po co to robi.

Drugi seans w suchej saunie należał do Norbiego, który zaaplikował nam również cztery kule z następującymi zapachami: cytryna z limonką, lawenda, jagodlin wonny i świerk kanadyjski. Cóż widać, że młody się rozwija, dał pokaz również na dwa ręczniki – brawo.

Trzeci ostatni seans w saunie suchej poprowadzili wspólnie Madzia z Norbim. Tym razem poszły trzy kulki na których były czerwona mandarynka, jagoda osoczynu, oraz żółtodrzew oskrzydlony który rozprowadzili wspólnie.

Za ceremonię w łaźni parowej odpowiadał Norbi, a Iwonka przygotowała peeling. Najpierw w paróweczce zostaliśmy solidnie rozgrzani, a para była rozprowadzana między innymi przy pomocy witek z jodły syberyjskiej. Następnie każdy otrzymał peeling cukrowy z lawendą i olejem ze słodkich migdałów. My jak zwykle peelingowaliśmy się wzajemnie. Po peelingu Norbi każdemu obłożył kark i posmarował plecy lodem, oraz dodatkowo, kto chciał dostał jeszcze lodu do chłodzenia. Na koniec była kolejna ruda rozgrzewająca.

Tym razem na około trzydzieści osób, było sporo nowych gości, z czego dziesięć stanowiły kobiety. Tym razem większość pań w saunie siedziała owinięta, lecz podczas spłukiwania i chłodzenia się nie miały już takich oporów. Czyżby był to wpływ poprawnego saunowania? W sumie nie istotne, w przeciwieństwie do faktu, że osobom które były pierwszy raz w Świątyni miejsce przypadło do gustu.

Tak więc NIEDZIELNY ODPOCZYNEK dobiegł końca, spłukaliśmy się, schłodziliśmy się, przebraliśmy się, a nawet wrzuciliśmy bambetle do samochodu. Lecz jak zwykle razem z resztą ekipy włocławskiej, mieliśmy problem z wyjazdem. Trzeba pogadać, trzeba się żegnać, a tu Iwonka rzuca propozycja może jeszcze jeden seansik, no Norbi i tak pomacha, czy dla dwóch czy dla sześciu osób, co za różnica. No i cały misterny plan szybkiego powrotu …, a zamiast tego ,samochód, torby, na szczęście jeszcze suche hamamy są. Idziemy do sauny Norbi zapowiada seans dwadzieścia minut może trzydzieści, w dużej saunie sześć osób, więc każdy się kładzie. No to lecimy, na początek poszedł dym z Egiptu, następnie sosna zwyczajna, drzewo herbaciane, modrzew z zieloną miętą, świerk kanadyjski. Żeby tego było mało podczas ceremonii prócz ręcznika i wachlarzy używał witek dębowych i eukaliptusowych, każdemu spryskał twarz hydrolatem z dzikiej róży, oraz delikatnie „przebiczował” łydki oraz uda, a także wykonał gorące kompresy z witek dębowych. Wszystko to w połączeniu z super dobraną muzyką. Jasno trzeba stwierdzić małolat przegiął, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Byliśmy na naszym najdłuższym seansie saunowym który trwał ponad pięćdziesiąt minut. Podczas seansu Iwonka wykonywała jeszcze masaż Madzi. 

Iwonka, Madzia, Norbi dzięki, dzięki i jeszcze raz dzięki za ten niezwykły, cudowny wieczór. My maj rozpoczęliśmy festiwalem Saunowo – Baniowym w Świątyni, a zakończyliśmy boskim chilloutem w naszej Saunie Matce, nomen omen w wigilię dnia dziecka.

Odpowiedzi (2)
    • Jak zawsze solidna i bardzo klimatyczna relacja.

      Plan „spokojnego popołudnia” został – delikatnie mówiąc – rozwinięty w czasie, ale patrząc na opis końcówki, chyba nikt nie ma powodów do narzekań :)

      Dzięki za kolejną część i trzymamy kciuki za dalszy ciąg tej saunowej serii!

      Pozdrawiam 

      • Dziękujemy za kolejną świetną część – czyta się to jak serial. Szacun za konsekwencję w dokumentowaniu tych przygód – „Część 8” i dalej trzymacie poziom! Wielkie dzięki !

        Zaloguj się lub Załóż konto aby zobaczyć lub skomentować tę treść.