Bakłażankowa saunowo – naturystyczna majówka i okolice. Część 5 – Wieczorek Zaciszowo Saunowy.
Maj jak opisywaliśmy wcześniej mija nam dość intensywnie, a weekend stawiący jego połowę miał być, spędzony nietypowo czyli w domku. Po okresie intensywnych eventów w okolicznych obiektach nastał czas spokoju i tu do gry wchodzi Saunowe Zacisze, pojawia się w połowie tygodnia szansa na wieczorek saunowy z grillem. Po ostatniej bytności trzymaliśmy się dzielnie postanowienia, że nie jedziemy. Poszliśmy uzupełnić „spiżarkę” (której nie mamy mieszkając w bloku), posprzątali my chałupę, a messenger co chwila bzyt, bzyt, zerkasz Zacisze impreza. Na dwie godziny przed pytanie może są jeszcze miejsca przecież duża sauna jest odpalona. No i były szybki przegląd sprzętu saunowego i jesteśmy gotowi. Pojechaliśmy, a prócz nas zjechało jeszcze jakieś 18 osób, część nam jeszcze nie znanych.
Stałe towarzystwo Zacisza znające i pamiętające warunki małej sauny przyzwyczajone do efektu czajnika, czyli pary buchającej niemal na człowieka i mające świadomość powiększonej sauny, zajmowało miejsca sporo przed seansem. Idąc za bywalcami zajęliśmy je i my. Szybko się okazało, że tym razem tak trzeba. Mimo, iż sauna była wypełniona zaledwie w połowie to trójka pewnych „saunowiczów” zajmowała dolną ławkę i dobrą jedną czwartą całej sauny, za nic mając innych. Więc o miejsca trzeba było się niemal bić, szczególnie te na górnej ławce. Gościnnie wystąpił Mariusz z Płocka, krótko stwierdzę musi się jeszcze duuużo uczyć i to nie tylko jeśli chodzi o kunszt machania ręcznikiem czy wachlarzem, choć trzeba zaznaczyć, że potencjał ma. Pierwszy i drugi seans były dość chłodne, lecz to nie jego wina, był w tej saunie pierwszy raz więc miał prawo nie wiedzieć ile trzeba dołożyć do pieca. Jego autorski seans w klimatach słowiańskich, był całkiem przyzwoity. Na plus dla Mariusza należy też zapisać fakt, że przed ostatnim seansem wyprosił wszystkich z sauny by ją przewietrzyć. My oczywiście ku zgorszeniu co poniektórych wyleźliśmy nago, ale cóż sami są sobie winni, bo dostosowując się do sytuacji i innych my również zajęliśmy sobie miejsca ręcznikami.
Towarzystwo prócz nas jak zwykle tu zakute w ręczniki i kilty choć jeszcze dwom paniom w trakcie seansów zjeżdżały ręczniki. Większość chłodziła się w stawie, odważnie wchodząc do niego nago. Pozostaje jeszcze kwestia grilla, rozumiem, że sauna wyciąga, lecz z tego co wiem płyny, a wraz z nimi mikro i makro elementy, okazuje się jednak, że najwyraźniej nie tylko. Jak się towarzystwo rzuciło na te kiełbaski, jak by co najmniej od dnia wcześniejszego nie jedli, ale w myśl zasady dla każdego coś miłego rzucimy na resztę zasłonę milczenia. Towarzystwo, uważa się za mocno wyedukowane lecz biorąc pod uwagę zajmowanie miejsc w saunie, zostawianie ręczników między seansami również tych szybkoschnących, to jednak mają coś tam jeszcze do zrobienia. Szkoda, że seanse były zwyczajnie chłodne bo jak zawsze fajny peeling nie miał szans porządnie zadziałać. My póki co damy Zaciszu nieco od nas odpocząć, będziemy eksplorować inne obiekty co jest plusem naszej tam bytności.
-
- · Admin Celina
- ·
„Efekt czajnika”, walka o miejsca i kiełbaski znikające szybciej niż para z pieca… brzmi jak klasyczny wieczór saunowy w wersji hardcore :) Szacun za przetrwanie i relację!