Lany Poniedziałek w Saunowym Zaciszu
Święta, święta i po świętach. Przed nimi, ze względu na przygotowania, nie udało się podgrzać nieco tyłków. Wielkanoc tradycyjnie kończy się Lanym Poniedziałkiem, więc jako że do Zacisza mamy „aż” trzydzieści minut drogi, jak tylko pojawiła się szansa na saunowanie, decyzja mogła być tylko jedna – jedziemy.
Wszystkich było dziesięć osób i o dziwo z przewagą kobiet – jak przystało na taki dzień, pierwszy seans Tomek zaczął od spryskania za pomocą witek kobiet wodą (żeby nie było ciepłą). Jako, że i ja byłem przygotowany (posiadałem broń wodną), zabrałem ją ze sobą do stawu na chłodzenie po seansie. Swoją Aśkę zlałem, reszta mimo iż już była mokra, rękawicy nie podjęła. Może przeszkodą było jeszcze światło kończącego się dnia, gdyż w stawie była jedynie połowa uczestników. Ciekawostką z tego dnia jest fakt, że wraz z zapadającym mrokiem w przypadku pań w saunie spadały ręczniki, a panowie twardo trzymali się zakuci. Może zwyczajnie barierę tworzy tak mała ilość osób.
-
- · Admin Celina
- ·
Widzę, że znowu fajnie spędzaliście czas. Koniecznie zabezpiecz swoją broń wodną do następnego roku. Może się znowu przydać :) Dziękujemy za relację.
-
Mając na uwadze tradycję taką oto skromną broń zakupiłem, licząc na niezłą zabawę.
Cóż, nieco się przeliczyłem. Prócz mojej Asi nikt nie podjął zabawy, choć w stawie i tak wszyscy byli nadzy. Ja wiem, pogoda, słoneczka brak, temperatura też nie porywała w przeciwieństwie do wiatru, lecz przecież byliśmy w saunie wygrzani. Wniosek z tego jedeń wynika - za rok trzeba śmingus dyngus spędzać w bani, gdzie nie dość, że ciepło i mokro, to jeszcze bezkarnie lać można witkami.
-
Broń wodna czterolufowa :)