• Więcej

O rany!!! Stuknął nam roczek na saunach

kbbsmxg2txwtqicejuhumnd2hddfi6sh.jpg

Dokładnie rok temu 14 października weszliśmy pierwszy raz w życiu do sauny. Odważyliśmy się spróbować po opowieściach na grzybowskiej plaży naturystycznej, jak to w saunach jest fajnie i że w ten sposób można przedłużyć sezon naturystyczny. Próbę podjęliśmy w poddębickich termach, jako, że tam w tygodniu do 16 można skorzystać ze strefy saun w cenie biletu na basen. Darmowa strefa jest tekstylna, ale nam przecież chodziło w tym momencie o rozpoznanie bojem czym te sauny w ogóle są. Okazało się ze diabeł nie taki straszny jak go malują i owszem jest ciepło, ale i przyjemnie. Przez ostatni rok nieco poszerzyliśmy nasza wiedzę odnośnie saunowania i zdobyliśmy troszkę doświadczeń. Postanowiliśmy uczcić i niejako domknąć ten pierwszy rok naszej saunowej przygody odwiedzając ponownie Termy w Poddębicach, tym razem odwiedzając beztekstylną strefę saun na piętrze.

Na piętrze w przestrzeni całkowicie odgrodzonej od części basenowej szybami, jak przedsionek znajduje się część barowa ze stolikami, z której przez bramki wchodzi się do części beztekstylnej, zaczynającej się wspólną szatnią z otwartymi półkami na ręczniki i stroje kąpielowe. Są tam jednak dwie przebieralnie damska i męska. Minusem jest połączenie przebieralni z toaletami i prysznicami.

Sama strefa saun urządzona jest naprawdę elegancko, choć zegarów mogło by w niej być więcej, a parawan zasłaniający prysznice nie wygląda najlepiej zwłaszcza, że strefa jest 18+.

Na środku sporego korytarza /holu znajduje się ścieżka Kneippa, która ze względu na zbyt cienką blachę na dnie sprawia wrażenie nie stabilnej. Pośrodku ścieżki znajduje się jedyny zdrój co powoduje, że mniej obyci saunowicze by się napić wchodzą do ścieżki w klapkach. W tej strefie saun znajduje się łaźnia parowa, przystosowana do seansów, gdyż jest tam sporo miejsca dla prowadzącego, a ławy dla gości znajdują się na jednej ścianie tej wyraźnie prostokątnej przestrzeni. Mimo, iż na jej drzwiach znajduje się wyraźna informacja, że korzystać z łaźni należy nago, to niestety zdarzają się osoby które w strefie relaksu skutecznie wyłączają myślenie i umiejętność czytania. Poza łaźnią znajdują się tam również trzy sauny suche, najmniejszą jest sauna infrared, kolejnymi są sauna z aromaterapią na 30 osób i koloroterapią na 50 osób. Po przeciwnej stronie holu znajduje się strefa schładzania, odgrodzona parawanem. Znajdują się tam natryski z ciepłą i zimną wodą, natrysk wrażeń, wiadro bosmana, oraz lodopad i basen schładzający, do którego zdarza się ze saunujący wchodzą z pominięciem prysznica.

Za saunami i strefą schładzania znajduje się strefa wypoczynku. Obejmuje ona sporych rozmiarów komnatę solna z tężniami, w której znajdują się leżaki, oraz dwa tepidaria – słoneczne łąki, gdzie w jednej z nich znajduje się również lampa kolagenowa, lampa infrared i ultrafiolet. By się schłodzić można również skorzystać z oszklonego tarasu z widokiem na baseny, gdzie znajdują się leżaki, a temperatura jest sporo niższa.

Tym razem wiedzieliśmy gdzie i po co jedziemy, chcieliśmy skorzystać z proponowanych tam seansów, których w środę miało odbyć się pięć. Akurat jak byliśmy miał je wszystkie poprowadzić Sławek.

Zgodnie z planem zaczęliśmy od dwóch herbalowych odbywających się w saunie z aromaterapią na 30 osób. Choć początkowo się nie zanosiło to sauna zapełniła się w jakiś dwóch trzecich.

Na pierwszym polaniu znalazł się dąb z wawrzynem, rozmachiwane witkami dębowymi. Drugie polanie to gałązki lawendy położone na lodzie, rozprowadzone ręcznikiem. Na ostatnim polaniu były suche gałązki mięty kompletnie już bez zapachu rozprowadzane przy pomocy wachlarza i ręcznika. Muzyka była polska, w tym pierwsza i ostatnia to piosenki Marylki. Zdziwił nas nieco fakt, że gdy niemal wszyscy opuścili saunę i zostali nieliczni, chyba stali bywalcy do sauny wrócił Sławek i jeszcze coś tam domachał.

Drugi seans również herbalowy, w tej samej saunie co poprzedni, miał również polską muzykę. Przy pierwszym polaniu do utworu Lady Pank użyte były gałązki eukaliptusa. Drugie polanie wykorzystało gałązki rozmarynu, a na trzecim kończącym, do utworu Martyny Jakubowicz był napar z mięty. Polania rozprowadzane były za pomocą ręcznika i wachlarza.

Podczas obu seansów w tej saunie występował problem z oświetleniem które po kilka razy gasło w jego trakcie.

Po seansach herbalowych odbywających się co godzinę przyszedł czas na seans naparzania w saunie z koloroterapią na 50 osób. Tu nagle przybyło osób tak, że w saunie niemal nie było wolnych miejsc. Zostały przygotowane trzy kule. Na pierwszy ogień poszło oregano z pomarańczą do muzyki z filmu Kogel Mogel, następnie miał być anyż z grapefruitem i do muzyki Lady Pank sosna z cytryną, kule 2 z trzecia zostały zamienione.

Mieliśmy plan i byliśmy przygotowani na wszystkie pięć seansów, lecz z uwagi na fakt, że seanse były dość słabej jakości, z uwagi na brak zapachów, oraz polewanie pieca według ustalonej jakiejś receptury bez patrzenia co się z nim dzieje, oraz machanie bez pomysłu na siłę byle dotrwać do końca piosenki, stwierdziliśmy, że ostatnie dwa seanse sobie podarujemy. Mimo, że jednej parze zwróciliśmy uwagę iż do łaźni parowej wchodzi się nago, po czym z niej zrezygnowali, oraz zwróceniu uwagi gościowi w bokserkach pod prysznicem, że jest w strefie beztekstylnej co uszanował i je zdjął, nie widzieliśmy nikogo w stroju kąpielowym. Większość choć wstydliwie owinięta ręcznikami (z pań nago siedziała jedynie Asia), nic pod nimi nie miała, co było widać pod prysznicami. Należy zaliczyć na duży plus zachowanie Sławka, który przygotowując seans zobaczył w saunie gościa ze stopami na ławie bez podłożonego ręcznika, wszedł do sauny i zwrócił mu uwagę, że tak można siedzieć z nogami jedynie na podłodze, co gość uszanował i się przesiadł. Niestety z prysznica nie wszyscy korzystali zwłaszcza wracając na seans z basenu.

Podsumowując byliśmy, zobaczyliśmy, koło dokończyliśmy.

Załączniki
Odpowiedzi (4)
    • No proszę, ależ ten czas szybko leci! 😊 Wielkie gratulacje z okazji pierwszego roku saunowej przygody! Jak widać, od pierwszego, nieco nieśmiałego wejścia do sauny do całkiem świadomego saunowania droga wcale nie musi być długa. 😉

      Bardzo ciekawa i szczegółowa relacja. Dzięki takim opisom można nie tylko poznać samo miejsce, ale też dowiedzieć się, czego się spodziewać i na co zwrócić uwagę. Podoba mi się również Wasza szczerość – nie wszystko musi być przecież idealne, a konstruktywna krytyka jest czasem bardziej wartościowa niż same zachwyty.

      Szkoda tylko, że jubileuszowa wizyta nie przyniosła Wam aż tylu pozytywnych wrażeń, ile można było oczekiwać. Miejmy nadzieję, że kolejne saunowe wyprawy będą już zdecydowanie bardziej udane, a prowadzący seanse zadbają nie tylko o temperaturę, ale również o odpowiednią atmosferę i jakość.

      Życzymy Wam kolejnych lat udanego saunowania, wielu ciekawych miejsc do odkrycia i oczywiście samych przyjemnych doświadczeń! Niech ten pierwszy roczek będzie dopiero początkiem długiej, gorącej przygody! 🔥😊

      • Szkoda tylko, że jubileuszowa wizyta nie przyniosła Wam aż tylu pozytywnych wrażeń, ile można było oczekiwać.

        Może dlatego, że męska część tandemu miała zbyt wysokie oczekiwania 😂😉

        A tak serio to człowiek po tym roku na różne rzeczy zwraca uwagę. Trochę nas "popsuły" takie miejsca jak Świątynia, Pływająca Sauna, Grzanki i inne. A najwięcej "złego" zrobiły rozmowy z ludźmi.

        No proszę, ależ ten czas szybko leci! 😊 Wielkie gratulacje z okazji pierwszego roku saunowej przygody! 

        Oj leci szybko, leci... Rok prawdziwej saunowej przygody będzie na Nocy Naturystów, bo tam po raz pierwszy byliśmy na seansie 😍

      • Teraz to już jesteście rozpieszczeni seansami w Świątyni czy u Karoliny nad Narwią i innych dobrych miejscach 😉 Tak trzymać,😀

        • @AS co fakt to fakt seanse w tych miejscach rozpieszczają, a my mamy jeszcze szczęście od czasu do czasu załapać się na seanse naprawdę wyjątkowe.

          Zaloguj się lub Załóż konto aby zobaczyć lub skomentować tę treść.
          Reklama