• Więcej

Świątynne - Saunowanie za pomaganie

7b7egmmrkbjs3qrv7khrkzwq7p97jbjp.png

Jako, że letnia pogoda, zwłaszcza wieczorami staje się już jedynie wspomnieniem, a nadarzyła się jeszcze okazja na dobry uczynek, to w przedostatnią sobotę września znikające już promyki słońca łapaliśmy w Świątyni Ognia i Wody, podczas akcji saunowanie za pomaganie. Mieliśmy ochotę na udział w tej akcji już dłuższego czasu, lecz jakoś nam się wcześniej nie składało. Od południa wraz z resztą uczestniczącej ekipy krzątaliśmy się po Świątyni. Jedni cieli drewno, inni je rąbali, a jeszcze kto inny je układał. Była też ekipa sprzątająca teren i pomieszczenia. Oczywiście te cięższe prace obstawiali faceci, natomiast panie szykowały witki na ceremonie baniowe, udając świstaki składały i wiązały je sznureczkiem. Tak, może dla co po niektórych będzie to szokująca wiadomość ale pęki witek do bani (w sensie miejsca nie wykonania) same się nie robią. Czas płynął a wraz z jego upływem ekipa się powiększała, ponieważ część mogła dołączyć dopiero po pracy. W trakcie pracy znalazł się czas na konsumpcję w przyjemnie grzejących promieniach słońca, przygotowanych przez Iwcię kiełbasek i kaszanek, oraz na różne pogaduchy. Podczas tego typu akcji ludzie mogą się poznać, a późniejszy wspólny relaks w saunie zdecydowanie ma inny lepszy smak.

Ten, jak zresztą zawsze w Świątyni wspaniały relaks tym razem zaplanowali i poprowadzili Julia Biaduń z Szymonem Zaworskim, którzy wraz z ekipą wcześniej brali udział w pracach techniczno porządkowych.

Na świątynny wieczorek saunowy do ekipy dołączyli zwykli goście więc osób było sporo. Zaplanowane były cztery seanse w saunie suchej, oraz peeling do wykonania w dowolnym momencie, we własnym zakresie w łaźni parowej. Wzorem poprzednich wieczorków nie zabrakło wody do picia, owoców, ciast i poczęstunku między seansami. Tradycyjnie też można było korzystać z basenu i bali do schładzania, oraz jakuzzi i tipi.

Pierwszy seans o 19:30 zatytułowany „oligofaktoria”, składający się z sześciu polań, w trakcie których z sześciu lodowych kul uwolniło się osiemnaście zapachów poprowadził Szymon.

Drugi seans o tytule „miętowy assiette” czyli miętowy talerz odbył się o 20:15 w trakcie którego Julia wraz z Szymonem dali nam poczuć różne odsłony mięty, gdyż jak się okazuje mięta mięcie nie równa. Kolejne dwa seanse były nieco przesunięte w czasie, jako, że oni również wcześniej pracowali, więc nieco więcej czasu na odpoczynek jak najbardziej szczególnie im się należał. Trzeci seans o 21:10 to „Klasyczny HOT!” wykonany wspólnie przez Julię i Szymona. Oj było HOT nam na ławach, a co dopiero tańczącym saunamistrzom do wcale nie wolniutkiej muzyki. Ten kulminacyjny moment wieczoru został podkreślony smołą na ostatniej kuli tego gorącego seansu.

Wieczorek w saunie suchej zakończyła Julia seansem o 22:00 o nazwie „wyciszenie ukojenie”, w trakcie którego był dym, witki dębowe, pryskanie gości hydrolatem z rozmarynu, a na piecu znalazł się między innymi hydrolat z wiśni.

My jak zwykle zakończyliśmy wieczorek wizytą w łaźni parowej zabierając do niej peeling solny z lawendą i olejem ze słodkich migdałów, którym nawzajem się obdarowaliśmy.

Jak zwykle kilka spostrzeżeń po wieczorku. Taki relaks i pielęgnacja w gronie osób z którymi wcześniej się coś pożytecznego razem zrobiło naprawdę smakuje całkiem inaczej i zdecydowanie lepiej. Nie będzie zatem dziwnym fakt, że w saunie praktycznie wszyscy siedzieli nago i równie bez krępacji zachowywali się poza nią. Nawet nastoletnia córka jednych ludzi z ekipy, która wcześniej wiązała witki z innymi paniami, nie miała z tym problemu. Chociaż początkowo na informacje, że do jakuzzi czy basenu trzeba wchodzić nago i w saunie być nago, mimo tego, że wcześniej o tym wiedziała, reagowała jak by to ująć z pewną nieufności i dystansem, co szybko zmieniło się w trakcie wieczorku jak przekonała się, że inni tez są nago i nikt z tego nic sobie nie robi.

Julię i Szymona podczas seansów widzieliśmy już któryś raz, ale ten wieczorek był naprawdę niezwykły mimo, że znaleźli się niesforni saunowicze, którzy postanowili na własną rękę polewać piec między seansami na co, ze swoja niezwykłą gracją i delikatnością acz stanowczo zareagowała Julia. Cały wieczór był wspaniale wyważony, w którym punktem kulminacyjnym był trzeci seans HOT. Do kulminacji HOT-a prowadzili nas wcześniejszymi seansami, podczas których temperaturka odpowiednio wzrastała z każdym polaniem, co sprawiło naprawdę przyjemne odczucia podczas kulminacji. Ostatni seans był uspokojeniem i ukojeniem. Wszystko to razem złożyło się na niezwykle ciekawą podróż odprężającą i zapachową. Brawo Julia i Szymon było mega i ogromny szacun, że daliście radę po tak wyczerpującym dniu.

Załączniki
Odpowiedzi (2)
    • No i proszę… Bakłażanki znowu narobiły człowiekowi ochoty na saunę! 😂

      Czytając Waszą relację, można dojść do wniosku, że w Świątyni najpierw trzeba sobie uczciwie zapracować na wieczorny relaks. Drewno pocięte? Jest. Porąbane? Jest. Poukładane? Jest. Teren ogarnięty? Jest. Witki zrobione? Panie też się nie obijały! 😜 A teraz można już spokojnie powiedzieć: dobra, wystarczy tego pomagania, czas się nagrodzić!

      I chyba właśnie to jest w takich akcjach najfajniejsze. Najpierw człowiek robi coś razem z innymi, przy okazji poznaje ludzi, pośmieje się, pogada, zje kiełbaskę… a potem wszyscy razem lądują w saunie. I nagle okazuje się, że wspólny relaks smakuje zdecydowanie lepiej, kiedy wcześniej razem trochę popracowaliśmy. Chociaż podejrzewam, że po tych kilku godzinach z drewnem część ekipy mogła już traktować jacuzzi nie jako atrakcję, tylko jako element rehabilitacji. 😂

      A Wy oczywiście musieliście jeszcze wszystko dokładnie obwąchać, wypróbować, opisać i zrelacjonować. „Oligofaktoria”, sześć lodowych kul, osiemnaście zapachów, mięta w różnych odsłonach, potem HOT, smoła, hydrolat, witki, peeling… Ludzie, Wy naprawdę nie potraficie po prostu pójść do sauny i powiedzieć: „było fajnie”. 😂

      Bardzo podoba mi się też Wasza obserwacja dotycząca nagości. Właśnie takie sytuacje świetnie pokazują, że kiedy człowiek trafia do miejsca, gdzie nagość jest czymś całkowicie naturalnym i nikt nie robi z niej wielkiego wydarzenia, to początkowe skrępowanie potrafi zniknąć szybciej, niż człowiek się spodziewa. I nagle zamiast myśleć „ojej, wszyscy są nadzy”, po prostu człowiek myśli „gdzie ja położyłam ręcznik?”. 😉

      No i oczywiście nie mogło zabraknąć saunowych „specjalistów”, którzy między seansami postanowili wykazać się własną interpretacją obsługi pieca. 😂 Dobrze, że Julia ma tę swoją „niezwykłą grację i delikatność”, bo inaczej mogłoby się okazać, że następny seans nazywałby się „Jak przeżyć spotkanie z saunamistrzynią”. 😜

      A tak już całkiem serio – ogromne brawa dla Julii, Szymona i całej ekipy. Po takim dniu pracy jeszcze poprowadzić cztery seanse i zrobić z tego spójną, przemyślaną podróż od zapachów, przez HOT-a, aż po wyciszenie – naprawdę szacun.

      A Wam, Bakłażanki, dziękujemy za kolejną relację. Jak zwykle człowiek zaczyna czytać „tylko na chwilkę”, a kończy z myślą: gdzie tu jest najbliższa sauna i kto ma kiełbaski? 😂

      • Adminko Celinko wszystko jest dla ludzi - i ciężka praca i wypoczynek i sauna i basen i kanapa 😉 My wolimy wypoczynek albo na słoneczku albo w ciepełku i zastanawiamy się jak wydłużyć weekend?

        Cieszymy się, że lubisz czytać nasze wypociny, dlatego szykujemy kolejne wyprawy i kolejne teksty pisane 😏

      Zaloguj się lub Załóż konto aby zobaczyć lub skomentować tę treść.
      Reklama