• Więcej

Bakłażanki witały wiosnę w Świątyni Ognia i Wody

Kończący się właśnie weekend 20-22.03. i wiążące się z tą datą pożegnanie zimy i nadejście wiosny 2026 będziemy wspominać szczególnie miło, jako że po raz pierwszy wzięliśmy udział w rytuale baniowym czyli świątynnym pirsie. Na dwanaście miejsc pierwotnie miało być obsadzonych siedem, więc już na starcie miało być kameralnie. Rzeczywistość okazała się dla nas jeszcze lepsza, bo uczestniczyliśmy ostatecznie w dwa małżeństwa, więc prawie, że prywatny seans się zrobił. Tu chyba wypada podziękować trójce gigantów którzy zapisali się na jedno, a przyjechali na drugie.

Początkowo nasi współtowarzysze nieco się zdziwili, kiedy to paramajster Adam wyjaśnił im, że do bani wchodzi się całkiem nago, ze względu na duże ilości zarówno pary jak i wody zabieranie ze sobą ręczników i innych okryć zwyczajnie nie ma sensu. Dali radę choć podczas chłodzenia jednak się szczelnie kokonowali. Początek i dla nas był dość ciężki jak okazało się, że rozgrzewka będzie trwała 30 - 40 minut i nie, nie przez temperaturę czy wilgotność tu było ok, lecz brak lodowych kul których znikanie w fińskiej daje orientację w którym miejscu seansu jesteśmy. Tu trzeba będzie się jakoś nauczyć odliczać czas. Dalej było już zdecydowanie przyjemniej. Witkowanie przez partnera to naprawdę ekstra sprawa, zarówno będąc witkowanym jak i witkująć. Pod okiem i kierunkiem paramajstra, który dbał o odpowiednie chłodzenie witkowanych, okładając ich twarze i głowy zimnymi i wilgotnymi witkami dębowymi, co uwalniało niesamowity aromat, oraz polewając zimną wodą witkujących, a witkujący witkowanych. Całość przebiegła w następujący sposób: rozgrzewka, przerwa na chłodzenie i odpoczynek, panie witkują panów, „przerwa” na chłodzenie pań – a panowie obłożeni ciepłymi kompresami witkowymi leżeli na ławach, odpoczynek i chłodzenie wszystkich, następnie zmiana i to panowie witkowali panie, również z chłodzeniem się panów w trakcie i kolejny odpoczynek dla wszystkich, na koniec była inhalacja solna, wraz z pilingiem solnym. Całość wieczorku zakończyła się w tipi gdzie Iwonka dała koncert gongów i to jak się okazała praktycznie prywatny bo tylko dla nas, gdyż drugie małżeństwo jako, że musiało wracać podjęło decyzję o rezygnacji z tego punktu. Była to słuszna decyzja jeśli musieli wracać, całość tak rozleniwia, że nie chciałbym później prowadzić samochodu. Po nocnych polaków rozmowach z Iwonką a później jeszcze w swoim gronie, już o trzeciej poszliśmy spać.

Podsumowując zatem piątek i naszą pierwszą wizytę w bani jest zajebiście, a nie do bani więc staliśmy się też fanami bani.

Sobota po późnej pobudce, na szczęście minęła dość szybko do początku głównej imprezy weekendu, czyli Jarych godów. Wyjątkowo uczestnicy zjeżdżali się dość późno tym razem, ale i tak zaczęliśmy o czasie. Najpierw wszyscy ubrani na biało pod kierunkiem Alonki i Iwci zrobiliśmy marzannę do której następnie dowiązaliśmy paski bibuły, w których symbolicznie były ukryte wszystkie nasze problemy i sprawy których chcemy się pozbyć. Przed pierwszym seansem mały poczęstunek chlebem i solą, a następnie do sauny. Pierwszy seans poprowadziły Alonka z Iwcią najpierw na zmianę, a na koniec dogrzewając nas na cztery ręce. Potem płukanie, nagie chłodzenie, poczęstunek, czyli sałatka, kiełbaski, smalczyk ciasta i kolejny seans. Kolejny seans prowadziła sama Alonka zacnie nas dogrzewając. Po kolejnym płukaniu przepędzaliśmy zimę paląc naszą marzannę. Trzeci seans prowadziła Alonka z Norbim, super zapachy i super ciepełko, a po nim na znak nowego początku nastąpiła wojna na jajka (oczywiście ugotowane). Czwarty seans był w podgrupach jedni do parówki drudzy do fińskiej. Tym razem nam się nie udało, bo większość poszła najpierw tak jak i my do fińskiej na finałowe „gotowanie” Alonki. Było relaksacyjnie, było ciepło, był dym i były zapachy. Po kolejnej przerwie na finał przynajmniej, dla naszej grupy był seans w saunie parowej z peelingiem solnym, prowadzony przez Iwonkę. Jak zwykle super seans z okładaniem lodem, peelingiem i dogrzewaniem.

Tym razem udało nam się spotkać i poznać w rzeczywistości z małżeństwem naturystów mieszkającym niopodala a udzielającym się na innym portalu naturystycznym.

Okazało się również, że nie dość, że Alonka często bywa w Saunowym Zaciszu pod naszym Włocławkiem to jeszcze, był i szef tego miejsca. Cóż kolejny raz okazuje się, że prawdopodobieństwo poznania fajnych ludzi z okolicy jest wprost proporcjonalne do odległości od Włocławka.

Reasumując - tak można witać wiosnę - w świetnym miejscu, w super atmosferze, z zacną ekipą.

Odpowiedzi (6)
    • Hej :) Jak sobie tak czytałam ten Wasz kolejny tekst, to czułam jak zaczynam Wam cholernie zazdrościć :) Naprawdę :) Kurcze, muszę się Wam i Wszystkim tutaj przyznać, że ja....nigdy nie byłam jeszcze na takim wydarzeniu :) No pewnie... w saunie byłam ale jakoś też mnie do niej specjalnie nie ciągnie, bo... zawsze tak było normalnie...nuda. Ale jak czytam te Wasze relacje to coraz bardziej che mi się krzyczeć na całe gardło jak małej dziewczynce...JA TEŻ TAK CHCĘ! :) Dziękujemy Wam jak zwykle za poświęcony nam czas, który trzeba wygospodarować przecież aby napisać taką relację. Być może przyjdzie się nam kiedyś spotkać w realu, to wtedy...uściskam Was serdecznie :) Bądźcie zdrowi...Dziękujemy :)

    • No cóż...Ja nie potrafię pisać takich emocjonalnych komentarzy jak Celina :) ale też chciałem Wam podziękować za kolejny świetny tekst i to co dla nas robicie. Tak...robicie, ponieważ każdy dłuższy tekst który publikujecie Publicznie jest dla naszej strony wręcz zbawienny. Publiczna treść widoczna jest przez wyszukiwarki a co za tym idzie i przez internautów. W każdym razie... swoimi tekstami przyczyniacie się do zachęcenia kolejnych użytkowników aby rejestrowali się na naszej stronie. Dziękujemy!

    Zaloguj się lub Załóż konto aby zobaczyć lub skomentować tę treść.