·   ·  68 wpisów
  •  ·  50 znajomych
  • 71 obserwujących

„Najpierw zostałem naturystą w głowie…” – rozmowa z Michałem

Miał 15 lat, kiedy pierwszy raz poszedł na plażę naturystyczną. Sam. Świadomie. Bez przypadku. Była ciekawość. Był stres. Była też ekscytacja, o której mało kto mówi głośno. I jedno zdanie, które mówi wszystko: „Najpierw zostałem naturystą w głowie…” To szczera historia bez ściemy — o pierwszym razie, emocjach i tym, jak to naprawdę wygląda na początku.

Dziś mam dla Was rozmowę z Michałem — jednym z użytkowników, który zgodził się podzielić swoją historią.

To jedna z tych opowieści, które pokazują, że u każdego ta droga wygląda trochę inaczej.

Na początek – kilka słów o sobie

Jak mamy się do Ciebie zwracać i czym zajmujesz się na co dzień?

Na imię mam Michał, jak w nicku. Nazwiska na razie nie zdradzam. Mam 38 lat, doktorat i pracuję na publicznej uczelni, jako pracownik naukowo-dydaktyczny.

Od ilu lat jesteś związany z naturyzmem?

Z naturyzmem jestem związany od 15 roku życia, więc to już 23 lata.

Jak to się zaczęło? Najpierw teoria czy praktyka?

Zawsze byłem dobrze zorientowanym dzieckiem, więc sama idea naturyzmu była mi znana dość wcześnie, choć nikt z rodziny, o kim bym wiedział, nie praktykował. Wiedziałem też o plaży naturystycznej w Międzyzdrojach, gdzie często spędzałem wakacje.
Ale myślę, że jestem typem osoby, która najpierw została naturystą w głowie, a potem zetknęła się z nudyzmem i naturyzmem w praktyce.

Pamiętasz swoje pierwsze przemyślenia związane z nagością?

Pamiętam z dzieciństwa, że jako dziecko nauczone kindersztuby wiedziałem (prawie) zawsze co trzeba, co wolno, co wypada a co nie, więc wiedziałem, że nie powinienem np. przebierać się na widoku, szczególnie przy płci przeciwnej.
Ale też nie czułem tego wstydu, który pamiętam, że był wymagany. Zresztą jest od ludzi w Polsce wymagany do dziś.

Pierwszy raz na plaży naturystycznej

Jak wyglądał Twój pierwszy raz?

Więc jest lato, sierpień, z całą rodziną jestem na wczasach w Międzyzdrojach. Mimo pewnej nadopiekuńczości ze strony mamy i babci jako 15 latek mogę sobie pozwolić na samotne spacery po plaży.
Więc biorę plecak, w którym mam wodę i ręcznik i ruszam. Teoretycznie - na spacer, w praktyce by przeżyć naturystyczną inicjację.
Na szczęście nie miałem daleko, a z drugiej strony na tyle nie blisko, że wiedziałem, iż nie spotkam tam kogoś z rodziny przypadkowo przechodzącego.
Minąłem znak, zobaczyłem nagich ludzi i stwierdziłem, że czas pozbyć się spodenek kąpielowych. Zrobiłem to bez chwili wahania.

Co wtedy czułeś?

Ciekawość - na pewno. To był mój pierwszy raz nago poza domem, a nawet w domu nie za dużo miałem okazji do chodzenia bez ubrań.
Ciekawiło mnie więc samo uczucie, ciekawiło jak będzie gdy pójdę pływać nago.
A ponieważ chcę by ten wywiad był maksymalnie szczery i bez ściemniania, to dodam, że ekscytację, różnego rodzaju, czułem także.
Miałem 15 lat, więc ekscytacja z nowej przygody mieszała się z ekscytacją o charakterze seksualnym: byłem nagi wśród nagich osób, w tym kobiet.
Choć ten aspekt nigdy nie był motorem do podjęcia decyzji, traktowałem go wtedy jako bardzo miły dodatek.
Szybko jednak się okazało, że nagość w wydaniu naturystycznym jest dla mnie bardziej ciekawa niż podniecająca.

Pierwsze trudności

Co było najtrudniejsze na początku?

Więc najtrudniejsze na początku nie było dla mnie opanowanie reakcji organizmu - co zrobić ze wzwodem. Kontrola przyszła szybko.
Bardziej niż pilnować się z tym by nie pokazać za dużo, miałem z tym by patrzeć przed siebie.
Z perspektywy czasu jednak się rozgrzeszam (trochę): wychowałem się w pruderyjnym kraju, w konserwatywnej raczej rodzinie i ta ciekawość ciał innych (…) była raczej naturalna.
Natomiast dwie rzeczy były trudne: po pierwsze logistyka. Byłem sam, nikogo tam nie znałem, więc trochę się bałem zostawić ubranie na plaży jak szedłem się kąpać.
No i nie chciałem żeby jednak ktoś znajomy mnie zobaczył, bo pewnie już więcej bym nie mógł się na tej plaży pokazać.
Druga rzecz jest raczej przykra i mam wrażenie, że jest w środowisku lekkim tabu: starsi, homoseksualni panowie, którzy nie kryli zainteresowania młodym i wtedy bardzo atrakcyjnym chłopakiem.
Więc dość szybko nabrałem doświadczeń, które, niestety, są udziałem wielu naturystek, szczególnie młodszych i atrakcyjnych — bycia obiektem niechcianego zainteresowania.
Ale też nie było jakoś dramatycznie, panowie się odczepili bez traumatycznych doświadczeń dla mnie.

Gdybyś miał podsumować ten pierwszy raz jednym zdaniem?

Resumując, ten pierwszy raz był niezwykle uwalniającym doświadczeniem „skoku na głęboką wodę”.
Rozebrałem się, starałem się przestrzegać zasad (szczególnie tych dotyczących podziwiania innych), zaliczyłem pierwszy w życiu skinny dipping, ubrałem się i wróciłem do tekstylnych.

Droga do „oswojenia się”

Czy był moment przełomowy, kiedy poczułeś: „OK, to jest moje”?

Nie było chyba momentu przełomowego, a może debiut był tym momentem. W tamte wakacje, podczas 2 tygodni pobytu nad morzem, odwiedziłem plażę nudystów w Międzyzdrojach łącznie około 10 razy. Coraz lepiej sobie radziłem ze wspomnianą logistyką i coraz mniej się bałem, że jak wrócę z wody to kąpielówek i całej reszty nie będzie.

Jak wyglądały Twoje pierwsze interakcje z innymi ludźmi?

Pierwsze interakcje, były mniej nieprzyjemne niż te z panami wspomnianymi powyżej, ale też nie zawsze całkiem pozytywne. Pamiętam parę Polaków, koło 35-40 lat (choć z perspektywy nastolatka mogłem nawet ten wiek przeszacować) w której panu nie podobała się moja obecność na plaży, natomiast jego partnerka odwiodła go od planów... no właśnie nie wiem sam czego, wyrzucenia mnie z plaży? No w każdym razie powiedziała, że ok, jestem młody ale nic złego nie robię więc po co się mnie czepiać. Może gość był zazdrosny? ;).

A jak wyglądały kontakty z osobami spoza Polski?

Z osobami zza granicy interakcje były przyjemniejsze. Pogadałem sobie z ludźmi z Niemiec, Czech i Szwecji. Dostrzegłem też pewną prawidłowość, która chyba jest dość powszechnie znana: Polacy, nawet na nagiej plaży, są, uśredniając, bardziej spięci i mniej otwarci, niż ludzie z zachodu i północy.
Więc może to poczucie "ok, to jest moje" powiąże z przyjemnymi rozmowami z tymi obcokrajowcami na polskiej plaży, w których byłem traktowany jako pełnoprawny nudysta mimo młodego wieku.
Dało mi to też okazję do sprawdzenia czy dam radę trzymać linię wzroku powyżej ramion, gdy rozmawiam z nagą dziewczyną. Dałem.

Jak zmieniało się Twoje podejście do własnego ciała z czasem?

Moje podejście do ciała nie bardzo się zmieniło. Nagość nie była dla mnie problemem zanim się rozebrałem publicznie i nie była potem. Nie ukrywam, że może debiut był dla mnie łatwiejszy dlatego, że jako 15 latek wyglądałem naprawdę dobrze: szczupły, z gęstymi długimi włosami byłem jak z teledysku Guns'n'Roses albo Aerosmith. Nie miałem też kompleksów, które czasem dotykają facetów. Nie ze względu na własne wymiary, które są przeciętne, ale zawsze wydawała mi się głupia sama myśl, żeby zazdrościć innemu facetowi większego penisa. Nago czułem się bardzo dobrze i wciąż tak się czuję.

Czy dziś czujesz się w pełni swobodnie?

Dzisiaj jak rozbieram się w koedukacyjnej szatni wrocławskiego aquaparku albo na plaży nudystów to jest to dla mnie czynność stricte mechaniczna, nie towarzyszy jej nic poza ruchami rąk.

Czy mimo tej swobody zwracasz uwagę na komfort innych?

Jedno o czym zawsze staram się pamiętać to aby moja swoboda nie była ograniczeniem swobody czy dobrego samopoczucia innych. Na przykład w kolejce na ceremonię saunową zdarza mi się nie zakrywać się ręcznikiem, ale jeśli przede mną stoi kobieta to zakrywam się zawsze, bo zakładam, że może nie czuć się swobodnie w tej sytuacji. Jak widzę przechodzące przez plaże nudystów spacerowiczki, to także staram się nie robić tak, by przedefilować nago im przed nosem. Nie dlatego, że się krępuję, ale dlatego, że może one nie chcą mimowolnie na mnie patrzeć.

Jak dziś patrzysz na swoje ciało i jego zmiany?

Swoje ciało akceptuje, mimo, że przez te 23 lata najpierw niemal podwoiłem swoją wagę, a potem znów wróciłem do zdrowej sylwetki. Natomiast niezależnie czy ważąc 60 kg, 105 kg czy 80 kg nagość nie była dla mnie problemem. I tu pewnie lekko nudyzm pomógł. W końcu widziałem tyle nagich ciał w życiu a tak niewiele idealnych...

Reakcje otoczenia

Czy Twoi znajomi lub rodzina wiedzą o tym, że jesteś naturystą?

Czy moja rodzina wie? Rodzice na pewno wiedzą o saunowaniu nago czy o tym, że bywam na takich plażach, ale nie jest to coś czemu poświęcaliby jakoś szczególnie uwagę. Brat i siostra wiedzą. Z siostrą byłem kiedyś na wakacjach w Hiszpanii i informowałem ją o wizycie na plaży nudystów. Ale sama nie chciała spróbować. Jeśli chodzi o znajomych to niektórzy wiedzą. Nie jest to coś o czym jakoś informuję specjalnie, ale np. mam koleżankę z dawnych lat, która też jest w klimacie i czasem spotykamy się nago na leżakach w ogrodzie saunowym i rozmawiamy sobie.
Nawet ostatnio wpisałem sobie "naturysta" w opisie na jednym z social mediów, ale nikt się do tego, jak na razie, nie odnosił. Poza koleżanką, którą spotkałem też nago na saunie, reakcje przeważnie są takie od zachowawczych po takie "mrugnięcie okiem".

Spotkałeś się kiedyś z niezrozumieniem albo stereotypami?

Stereotypy są mocno osadzone w naszym społeczeństwie. Nawet ogarnięci ludzie, bo z takimi utrzymuje kontakty, zakładają, że w tej nagości musi być podtekst, musi być "lekkie zabarwienie erotyczne". Nikt mnie nie nazwał nigdy z tego powodu zboczeńcem czy coś takiego, ale między wierszami często dało się wyczytać coś w stylu "no tak, lata z gołym pitolem i ogląda cycki na plaży, tylko ładnie to nazywa".

Jak na to reagujesz i co starasz się przekazywać innym?

Zawsze gdy ten temat wychodzi albo ja do niego jakoś nawiązuje, staram się promować ideę nie tyle nudyzmu czy naturyzmu, ile deseksualizacji nagości i zerwania z tabu z nią związanego. Oczywiście sam uważam, że spędzanie czasu nago ma cały szereg zalet, ale nie koniecznie czuję potrzebę przekonywania innych do tego, by bez dwóch zdań, spróbowali.
Za to wolę przekaz, który mówi: "tak, odpoczywam nago i są tam nadzy ludzie. Nic złego tam się nie dzieje, ba, jest lepiej niż na "zwykłych" plażach". Albo: "ciało to ciało. Każdy facet wygląda mniej więcej podobnie i kobiety tak samo. Nie ma co robić z tego wielkiego halo.".

Czy są też jakieś idee, które są dla Ciebie szczególnie ważne w tym temacie?

Staram się promować ideę typu "topless equality"/"top freedom" bo nie widzę powodu by facet na ulicy i w internecie mógł pokazywać swój tors nago a kobieta nie.
Last but not least, w Polsce trzeba też "promować"... branie prysznica nago na basenie czy saunie. Więc zaczynam od małych kroków: ok, nie musisz od razu rozbierać się na środku zatłoczonej plaży, ale przynajmniej zdejmij bikini/spodenki jak bierzesz prysznic w łazience przed pójściem na basen. Dzięki temu jak już pojawia się ten naturyzm, to ma kontekst który dla mnie jest ważniejszy niż to czy ktoś będzie na plaży nago czy w bikini.

Bo ostatecznie naturyzm to nie tylko nagość — ale też sposób myślenia. I właśnie o tym porozmawiamy w kolejnej części…

Naturyzm a codzienność

Czym dla Ciebie jest naturyzm – bardziej stylem życia czy czymś „od czasu do czasu”?

Naturyzm jest dla mnie filozofią. Nie jestem z tych, którzy muszą wszystko robić nago czy wpisaliby sobie w opisie "nienawidzę ubrań". Filozofią dlatego, że naturystą czuję się cały czas. Nie tylko jak jestem nago. Naturyzm to podejście do życia, w ramach którego nie mam problemu z byciem nago przy innych, w stosownym miejscu i czasie, ale także nie mam problemu z nagością innych, jeśli jest ona wyrażona naturalnie.

Jak ta filozofia przekłada się na codzienne sytuacje i zasady społeczne?

Podam przykład. Dużo się mówi o dress codzie w szkole czy na uczelni. Albo na ulicy. Co wolno, czego nie wolno, co jest za dużo albo kiedy jest za mało (ubrań). Jako naturysta i osoba, która uczy, nie miałbym problemu z tym, żeby ktoś na sali był całkiem nago czy jakbym sam miał nago poprowadzić wykład. Ale jednocześnie nie widzę powodu, by ktoś miał być nago na uczelni, niezależnie czy osoba studencka, czy ktoś z drugiej strony sali, jak ja. Bo nagość jest dla mnie naturalna, ale w toku rozwoju cywilizacji ludzkość wypracowała kilka całkiem sensownych rozwiązań.

Gdzie według Ciebie nagość ma sens, a gdzie staje się niepraktyczna?

Nie mam nic do ludzi, którzy nago chodzą po górach albo jeżdżą na rowerze, ale sam uważam, że wygodniej jest w ubraniu. Jak pisałem, nagi student/studentka czy wykładowca to coś, co mnie nie rusza, ale uważam, że na uczelni czy w szkole, ludzie w ubraniach wyglądają lepiej. Nagość na plaży, leśnej polanie, na saunie, podczas pływania itp. ma swój sens, swój urok. Bycie nago zawsze i wszędzie, dla mnie jest po prostu niepraktyczne, trochę bez sensu. Jak sztuka dla sztuki.
Kolejny aspekt związany z naturyzmem jest taki, że przez fakt bycia naturystą ludzie ciało jest dla mnie czymś takim samym, jak reszta otaczającego nas świata. Poza określonymi sytuacjami i kontekstami, piękna naga kobieta jest dla mnie przyjemnym widokiem, tak jak jest nim ładny krajobraz czy obraz. Gdy widzę nagiego faceta, który ma wyrzeźbione ciało, dobre proporcje, to nie widzę w nim konkurencji do zdobycia partnerki seksualnej albo wielkiego penisa, tylko rodzaj rzeźby, jak u Michała Anioła.

Czy naturyzm wpływa też na postrzeganie relacji społecznych i ról?

Naturyzm to także filozofia przypominająca mi o tym, że wszyscy jesteśmy ludźmi i na tym podstawowym poziomie jesteśmy równi. Gdy jestem nago przestaję być "panem doktorem", tak jak inni przestają być panem z radia, panią dyrektor, kolejarzem, pielęgniarką, emerytem, studentką, etc.. Niech każdy z nas, naturystów, sam sobie odpowie na pytanie: jak często widząc obcą osobę na nagiej plaży zastanawiamy się kim ona jest na co dzień? Mi to nie zdarza się praktycznie nigdy.

Co według Ciebie jest jedną z najważniejszych wartości naturyzmu?

W naturyzmie różni nas płeć, wiek, ewentualnie poziom zbieżności z kanonem piękna, ale każdy z tych czynników, w prawdziwie naturystycznym klimacie, traci na znaczeniu. I to jest jedna z najpiękniejszych cech naturyzmu dla mnie: jestem wolny nie tylko od ubrań i konwenansów z ubraniami związanych, ale także od wielu innych społecznych norm, od hierarchii itp.. Czuję się trochę niezdefiniowany przez nic i praktycznie nic dla mnie nie definiuje innych.

Czy zdarza Ci się praktykować nagość w domu?

Nagość w moim domu jest przedłużeniem tej filozofii. Zarówno żona, która z nagością nie ma problemu, choć pewnie sama siebie nie określiłaby mianem naturystki, jak i ja bywamy nago w domu. Zdarza się, że bardzo często, a czasem rzadziej. W tym duchu wychowujemy także dziecko. Nagość jest czymś naturalnym, więc nie wstydzimy się jej ale też nie obnosimy się z nią jakoś specjalnie. Pewnie jakby dziecko dało nam znać, że nie czuje się już komfortowo z tym to byśmy coś zmienili, ale wygląda na to, że nie będzie takiej potrzeby. Udało nam się wytłumaczyć młodszemu pokoleniu, że są miejsca gdzie nagość jest ok. Nasz dom jest takim miejscem.

Co daje Ci naturyzm w codziennym życiu?

Naturyzm w codziennym życiu daje mi komfort. Czuję się wolny od chorego stosunku do ciała, jaki w Polsce panuje. A także to, że prawdopodobnie uda mi się wychować dziecko bez tego bagażu. To coś, czego wiele osób nie rozumie. Gdy spojrzy się na świat z perspektywy naturyzmu, to po pierwsze łatwiej jest zaakceptować siebie, swoje własne ciało. Po drugie, inaczej patrzysz na ciała napotkanych ludzi.

Czy naturyzm wpłynął na Twoje postrzeganie ciała w szerszym kontekście kulturowym?

W pewnym sensie do 15 roku życia mój pogląd na ludzie ciało kształtowały te czynniki, które w Polsce są typowe: z jednej strony Kościół Katolicki z szalenie szkodliwą nauką, z drugiej strony pornografia i kolorowe gazety, które obraz ten zniekształcały (Internet wtedy raczkował). Potem zaś szybko zauważyłem, że prawdziwi ludzie wyglądają inaczej. Widziałem setki a może tysiące penisów, piersi, pośladków (męskich i żeńskich), wulw, brzuchów, ud, itd.. Krzywa Gaussa jest widoczna w tym bardzo wyraźnie. Istnieje promil osób które wyglądają faktycznie bardzo nieatrakcyjne według większość kanonów, i równie mało osób które według większości kanonów wyglądają świetnie. Reszta jest gdzieś pomiędzy. Dzięki naturyzmowi mam świadomość, że kompleksy na punkcie wyglądu są przeważnie absurdalne.

Czy naturyzm wpłynął też na Twoje podejście do seksualności i relacji międzyludzkich?

Nie ukrywam, że naturyzm pomógł mi także w okiełznaniu pewnych rzeczy, które towarzyszą z jednej strony dojrzewaniu a z drugiej dużemu libido. Jestem przekonany, że mnóstwo form molestowania czy naruszania wolności innych osób (głównie kobiet/dziewczyn) bierze się z tego, że przeciętny polski nastolatek nie widział nagiej kobiety poza stroną pornograficzną lub rozbieraną sceną w filmie. Dlatego harcerze podglądają harcerki, dlatego koledzy zakradają się koleżankom do szatni po WFie, dlatego mężczyźni tak się gapią jak latem po ulicy idzie dziewczyna bez stanika pod bluzką. Naturyzm u mnie to szybko wygasił. Sam nie wiem w którym momencie, ale po prostu nagle patrząc na bardzo atrakcyjną nagą kobietę: na plaży, na saunie, w koedukacyjnej szatni czy pod prysznicem, nie widzę obiektu seksualnego, tylko człowieka.
Czasem się śmieję, że naturyzm uczynił mnie zupełnie odpornym na próby kuszenia ze strony studentek, które skąpym strojem chcą zyskać przychylność. Ale to tylko w żartach, bo wszystkie moje studentki są osobami na poziomie i nie robią takich rzeczy.

Jak naturyzm wpływa na Twoje podejście do ubrań i codziennych sytuacji?

Naturyzm dał mi taką specyficzną pewność siebie, która wyraża się w tym, że ubrania mają dla mnie wyłącznie dwie funkcje: praktyczną (ochrona przed zimnem, deszczem, słońcem, etc.) oraz kulturową - odpowiednim strojem wpisuje się w przyjęte reguły, którym chce hołdować. Nie są mi potrzebne żeby mnie zakryć, nie wyznaczają mi granic przyzwoitości czy coś takiego. Jak w gorący dzień znajdę się nad wodą a nie będę miał stroju, to nie mam problemu żeby się rozebrać i popływać, jakbyśmy przeprowadzali ten wywiad "na żywo" i byś powiedziała "ok, to porozmawiajmy nago" nie zmieniłoby to dla mnie zupełnie nic: poziom koncentracji, swoboda pozostałaby na takim samym poziomie, jak w ubraniach. To przyjemne uczucie.

Bo może właśnie o to w tym wszystkim chodzi — nie o samą nagość, ale o wolność, którą daje…

Wspomnienia i doświadczenia

Czy masz jakieś szczególne wspomnienia związane z naturyzmem, które zapadły Ci w pamięć?

Mam wiele wspomnień związanych z naturyzmem, ale nie wiem czy któreś z nich ma dla mnie rangę szczególnego. Na pewno debiut opisany już wcześniej. Myślę, że mocno w pamięci utkwił mi pierwszy kontakt z naturyzmem za granicą. Była to Bułgaria, plaża raczej nieoficjalna, w małej (przynajmniej wtedy) miejscowości niedaleko Nesabaru. Może to nie był szok, ale na pewno bardzo zauważalna różnica, że na plażach w Bułgarii, tych "tekstylnych" topless wśród kobiet było powszechne. Natomiast na nagiej plaży średnia wieku była o połowę niższa niż w Międzyzdrojach. Tam zupełnie nie czułem się za młody, bo ludzie w moim wieku (miałem wtedy 16 lat) byli tam nie tylko jako część naturystycznych rodzin, ale także przychodzili sami albo w gronie rówieśników. I dotyczyło to obu płci. Wtedy też zacząłem się zastanawiać dlaczego plaża za granicą daje większą wolność niż w kraju. Bezpośrednio do tych rozważań zainspirowało mnie spotkanie dziewczyny z "mojego autokaru", mniej więcej w moim wieku, która opalała się tam topless. Jestem pewien, że w Polsce góry od bikini by nie zdjęła. Może to kwestia dystansu od domu i większej anonimowości?

Zdarzały się też sytuacje bardziej nietypowe – zabawne albo trudne?

Tak, zdarzały się sytuacje śmieszne, jak wtedy gdy na plaży w Calleli w Hiszpani piasek był tak gorący, że nie dało się chodzić. Pewien starszy Pan wylądował na macie młodej dziewczyny i językiem gestów, bo byli z różnych krajów, przepraszał i tłumaczył, że stanął tylko na chwilę bo nie wziął klapek w drodze do kosza na śmieci. Były sytuacje niemiłe, jak wtedy gdy uprzejmi ludzie donieśli mi, że byliśmy fotografowani z żoną przez jakiegoś oblecha, gdy poszliśmy popływać nago.

Czy były momenty, które szczególnie zmieniły Twoje spojrzenie na naturyzm i ludzi?

Mam jedno wspomnienie. A właściwie będą, dwa, jedno jako tło. Więc tło: na początku swojej przygody szedłem przez plażę, już nago, szukając miejsca gdzie się mogę rozłożyć. Na moje nieszczęście po drodze była para "polskich-Niemców" (on mówił po polsku, ale z silnym akcentem niemieckim) w której facet uznał, że skoro spojrzałem w ich stronę, gdy on akurat popatrzył na mnie, to na pewno chcę podglądać jego partnerkę (schowaną za parawanem). W Hiszpanii na plaży, naprawdę atrakcyjna kobieta, która potrzebowała pomocy z odkręceniem butelki, nawiązała ze mną small-talk w trakcie którego ze śmiechem, ostentacyjnie skierowała wzrok w dół mojego ciała po czym powiedziała coś w stylu "no ok, ja nie miałam problemu by to zrobić, to ty też nie musisz ciągle patrzeć na czubek mojej głowy, nie obrażę się jak spojrzysz czasem niżej. No chyba, że ci się nie podobam...". Te dwa wydarzenia dzieliło może 2-3 lata. Wciąż byłem młodym naturystą, zachowywałem się cały czas tak samo. Ta skrajnie różna reakcja była eye-openerem, jak mówią Anglicy.

Jak oceniasz atmosferę wśród naturystów – czy różni się ona w zależności od miejsca?

Myślę, że nie istnieje coś takiego jak "atmosfera wśród naturystów". Nie w sensie ogólnym. Są miejsca, które mają swoją atmosferę i ludzie, którzy wprowadzają taką lub inną. Ale pokuszę się o generalizowanie i pewnie, przy okazji, narażę się wielu osobom. Zacznę od tego, że niezbyt cenię tę atmosferę w polskim wydaniu. Kojarzy mi się ona głównie z bardzo otyłymi starszymi facetami, którzy z jakiegoś powodu uważają się za "szeryfów" plaż nudystów i innych miejsc, gdzie ludzie przebywają nago. Spotkałem się z tym w Międzyzdrojach, w Grzybowie, w Łebie i we Wrocławiu też. Drugie skojarzenie to faceci, w różnym wieku, którzy zawsze dużo spacerują, jakimś sposobem zawsze są przynajmniej lekko pobudzeni na odcinku wiadomym, ale w przecież nie łamią wprost żadnych zasad, to nie można im nic powiedzieć. Trzecie skojarzenie, to ogólnie panujące spięcie. Mam wrażenie, że na polskich plażach, poza ludźmi 50 czy 60+ prawie wszyscy są spięci. Faceci lustrują otoczenie w poszukiwaniu kogoś, kto spojrzał na "ich" kobietę, kobiety rzadko ruszają się zza parawanów czy innych osłon. I może to efekt złych doświadczeń i nadreprezentacji zboczeńców na plażach, ale myślę, że to jednak problem w mentalności. Obserwując tych ludzi, mam wrażenie, że oni w swoich głowach nie są nadzy, ale obnażeni. Przez dłuższy czas, jak zdarzało mi się spotkać młodszych (nie ode mnie, po prostu poniżej 50tki) naturystów na polskich plażach, którzy byli przyjaźni, rozluźnieni i nie wyglądali na zawstydzonych swoją nagością, to byli to Niemcy, Czesi lub Szwedzi (ewentualnie jacyś inni z północy, ale zakładam, że w Międzyzdrojach to Szwedzi, bo mają najbliżej).

A jak wygląda to za granicą?

Atmosfera w Bułgarii i Hiszpanii gdzie miałem okazję odwiedzać nagie plaże, ogólnie, jest dużo lepsza. Tam faktycznie jest "inna jakoś ludzi". Co ciekawe, to dotyczy też Polaków, których tam spotykałem. Pierwszą rozmowę z rodaczką-naturystką odbyłem w Bułgarii. To pewnie kwestia indywidualna, ale fakt jest taki, że w Polsce przez pierwsze kilkanaście lat zawsze miałem wrażenie, że traktowany byłem podejrzliwie, natomiast za granicą wchodzono ze mną w najróżniejsze interakcje, w duchu naturyzmu. Tak więc w Polsce czułem się wolny z powodu pozbycia się ubrań, ale często towarzyszyło mi wrażenie takiej atomizacji ludzi na plaży. Za granicą czułem się częścią społeczności, ludzi, którzy pozbyli się ubrań, uprzedzeń i cieszą się życiem i naturą.

Skąd – Twoim zdaniem – biorą się te różnice?

Zaryzykuję stwierdzenie, że te różnice ale i postawy ludzi biorą się z tego, że jednak "polski naturyzm", tak go nazwijmy, jest jakoś ciągle powiązany ze sferą seksualną, erotyczną. Nie twierdzę absolutnie, że polscy naturyści czerpią z naturyzmu podnietę seksualną, ale, że swoją nagość odnoszą do tej strefy i zakładają albo przynajmniej podejrzewają, że nieznajomi na plaży mają nieczyste intencje. Pamiętam jak kiedyś, na jakimś forum napisałem, że generalnie nie przepadam za saunami, gdzie siedzą ze mną sami mężczyźni bo to dla mnie nienaturalne. Od razu założono, że chodzi mi o to, by oglądać nagie kobiety. Podczas gdy mi po prostu jakoś lepiej, gdy reprezentowane są obie płcie, nawet jeśli kobietą jest otyła 70 latka i jej wychudzona 85 letnia koleżanka. Za granicą, mam wrażenie, jest inaczej. Jak ktoś nie daje sygnałów, że interesuje go coś innego, niż naturyzm, to jest traktowany przyjaźnie. Stąd ta różnica którą opisałem w temacie wspomnień. To pewnie krzywdzące, spłycające i nadmiernie generalizujące, ale ująłbym to tak: u nas jest "jestem nagi/a więc muszę się chronić bo inni czyhają by mnie zbrukać" a na południu, zachodzie i północy jest "jesteśmy nadzy i jesteśmy ludźmi, cieszymy się tym".

Co w tym wszystkim cenisz najbardziej?

Najbardziej cenię tę wolność, którą szczególnie doświadczałem poza granicami Polski. Taką wolność niemal absolutną. Młodzi i starzy, kobiety i mężczyźni, jedni jak z okładki kolorowego magazynu, a inni z całą masą bardzo ludzkich ułomności wyglądu. Obok siebie, bez oceniania, bez wstydu, swobodni, uśmiechnięci, otwarci. Tam zapominam o wszystkim co codzienne. Daje się ponieść chwili. Nie boję się, że mój uśmiech zostanie uznany za niepożądany. Jak potrzebuję o coś zapytać, to pytam najbliższą osobę, niezależnie od płci, a nie najbliższego mężczyznę, z obawy, że zostanę posądzony o nagabywanie albo próbę "podrywu". Na plus jest też "nowa łacina" czyli angielski, gdzie nie ma form grzecznościowych, więc z automatu druga osoba to "you", bez dylematów. Bardzo cenię też, że plaże naturystów są miejscem "prawdy". Bez ubrań nic nie maskujemy. Chciałem powiedzieć, "jesteśmy naturalni" ale w dobie powszechnych operacji plastycznych, to nieprawda (swoją drogą, operację plastyczne, takie typowo estetyczne, uważam za sprzeczne, w swoim duchu, z naturyzmem). Ale cenię to, że tam każdy pokazuje się z całym dobrodziejstwem inwentarza. Koszula nie maskuje piwnego brzucha, legginsy nie podnoszą pośladków, push-upy nie zwiększają biustów. I nagle ludzie nie zwracają na to wszystko uwagi. I żyją z tym całkiem szczęśliwie. To jest piękne.

I może właśnie w tej prostocie — bez masek, bez napięcia, bez ról — kryje się coś, czego wielu z nas na co dzień po prostu brakuje.

Męska perspektywa

Jak myślisz, czy mężczyznom jest trudniej wejść w naturyzm niż kobietom?

Mężczyznom jest zdecydowanie łatwiej wejść w naturyzm niż kobietom. A na pewno w tej sferze stricte fizycznej, związanej z samą nagością. I pewnie wiesz to nawet lepiej ode mnie, choć sama jesteś kobietą. Ile kobiet jest tu zarejestrowanych? Ile kobiet spotykasz na nagich plażach? Różnice widać gołym okiem.

Czy zauważasz jakieś różnice w podejściu kobiet i mężczyzn do nagości?

Od razu odpowiadając na pytanie o różnice w podejściu do nagości między płciami (ustalmy, roboczo, że trzymamy się dwóch biologicznych). Po pierwsze facetom, w Polsce i w większości innych miejsc też, łatwiej z powodów kulturowych. Paradoks naszej kultury jest taki, że w sztuce kobieca nagość jest powszechna, ale już w prawdziwym świecie, od setek lat, od kobiet wymaga się skromności, wstydliwości, etc.. I to trwa, nawet jeśli więzy zostały poluzowane. Może już nie musicie chodzić w gorsetach i pięciu innych warstwach na co dzień, ale dalej nie tylko nie wolno wam wyjść topless na ulicę, a nam wolno, to jeszcze jak macie za duży dekolt, za krótką spódniczkę czy coś prześwituje, to też jest źle. U mężczyzn nie funkcjonują takie terminy, że za dużo widać, dopóki nie wyjmą penisa ze spodni.

Z czego – Twoim zdaniem – wynikają te różnice?

Facetom jest łatwiej ponieważ to oni są, w przytłaczającej większości, drapieżnikami seksualnymi. Możemy zaklinać rzeczywistość do woli, ale i tak wyjdzie nam na końcu, że przeważnie gwałcą mężczyźni, przeważnie zmuszają do innych czynności seksualnych mężczyźni, wolność seksualną w inny sposób, np. podglądaniem, naruszają mężczyźni. Wiesz ile masturbujących się kobiet w miejscach publicznej nagości widziałem przez te 23 lata? Dwie, może trzy. Przy (nie)sprzyjających okolicznościa tylu facetów robiących sobie dobrze widuje jednego dnia w aquaparku. A średnio to powiedzmy tych 2-3 będzie w miesiącu. Jak do tego dodamy, że przeciętny mężczyzna jest w stanie obronić się skutecznie przed naruszeniem swojej wolności seksualnej zarówno ze strony kobiety, jak i innego mężczyzny, a przeciętna kobieta w stosunku do mężczyzny nie ma na to szans, to mamy kolejną odpowiedź czemu facetom łatwiej. Na pytanie który czynnik jest ważniejszy: kultura czy bezpieczeństwo, trudno mi powiedzieć. Natomiast nie mam wątpliwości, że jakkolwiek purytańskie jest wychowanie w Polsce, to wstyd dziewczynkom wpajany jest znacznie mocniej, niż chłopcom. I to też widać gołym okiem, np. na saunarium. Jak widzę faceta, który wchodząc do sauny parowej albo niecki (czyli tam, gdzie musi być nago) zakrywa dłonią genitalia to automatycznie odnotowuję ten gest, jako niezwykły. U kobiet jest to, dość, powszechne (choć z racji większej ilości opcji, czasem dłoń zasłania strefę genitaliów, innym razem biust, albo obie strefy na raz, ale wtedy ciężko np. otworzyć drzwi do sauny).

Czy są też jakieś aspekty, w których mężczyźni mają trudniej?

Paradoskalnie jest rzecz, która jest na niekorzyść dla mężczyzn. Jak już przebijemy się przez barierę "nagość jest zła" to się okazuje, że społecznie nagość męska jest gorsza od kobiecej. Na Oxfordzie pracuje dr Victoria Bateman, która czasem robi różne rzeczy nago, w tym wykłada. Nie znam jej męskiego odpowiednika. Może dlatego, że mężczyźni nie muszą udowadniać tego, co dr Batman, ale pewnie też dlatego, że naga kobieta to coś innego, niż nagi mężczyzna. Hipotetycznie, gdybyśmy wrzucili w social media swoje nagie fotki, oboje z takim samym przekazem, to Ty byś została uznana za osobę promującą naturyzm (choć oczywiście dostałabyś też masę obrzydliwych komentarzy i propozycji) a ja, najpewniej, za ekshibicjonistę. Ale to też rozumiem, bo faktycznie większość facetów, która pokazuje się nago to ekshibicjoniści ;-)

Jak reagujesz na stereotyp, że mężczyźni trafiają do naturyzmu z „niewłaściwych powodów”?

A czy to aby na pewno stereotyp? Jeśli w pytaniu jest "trafiają do naturyzmu" to myślę, że faktycznie trafiają tam bo na nagich plażach zdarzają się ładne nagie panie. Natomiast "zostają naturystami" to co innego. Faktycznie to bardzo krzywdzące i sam tego doświadczyłem, że młody chłopak na plaży to musi być poszukiwacz wrażeń, zboczeniec, onanista. Choćby od A do Z przestrzegał zasad. Ale podziękować za to możemy "kolegom" którzy tak tłumnie wylegają na plaże żeby w końcu zobaczyć na żywo upragnione cycki. Szczególnie u nas, gdzie jak pisałem, to przewrażliwienie jest ogromne.

Skąd – Twoim zdaniem – bierze się ten mechanizm?

To trochę pętla, "zakręty krąg". Wychowujemy chłopców w kulcie "zakazanych owoców" którymi są kobiecie piersi i pośladki (to co między nogami raczej tak nastolatków nie kręci), więc oni potem w niewłaściwy sposób te nagromadzone napięcie uwalniają, co powoduje, że z boku wygląda na to, że młodzi faceci są zwykle zboczeni, więc odseparowujemy ich od nagości, nagość staje się tabu, młodzi chłopcy w tym tabu wzrastają i od nowa... Gdybyśmy, jako cywilizacja zachodnia, a już szczególnie w Polsce, postawili na edukację seksualną gdzie nagość byłaby detabulizowana, to ten stereotyp by wyparował. To widać w naturystycznych rodzinach. Jak chłopak od dziecka widuje mamę, siostrę, kuzynkę nago, to nawet jeśli sam zmieni zdanie co do chodzenia na nagie plaże, nie będzie robił wszystkiego co może, żeby zobaczyć kobiecy biust, bo ten widok będzie dla niego czymś normalnym.

Czy więc ważniejsze jest to, dlaczego ktoś trafia do naturyzmu — czy to, dlaczego w nim zostaje?

Możemy podejść do sprawy z perspektywy lekko filozoficznej: czy jeśli ktoś trafił do naturyzmu "z niewłaściwych powodów" ale został naturystą który żyje w duchu tej filozofii to czy rzutuje to na efekt końcowy? Znam trochę naturystów z różnych części świata, nie tylko mężczyzn, którzy mówili mi, że wiodła ich na plaże młodzieńcza, także erotyczna ciekawość, chęć zobaczenia nagich ludzi, podniecenie z tym związane. Ale zostali i są w tym klimacie 10, 15, 20 lat. Więc myślę, że problemem jest nie to, z jakich powodów trafiamy na plaże nudystów, ale z jakich powodów na nich zostajemy.

Bo może nie chodzi o to, skąd ktoś startuje — tylko dokąd dochodzi.

Ciało, akceptacja, pewność siebie

Czy naturyzm wpłynął na Twoją pewność siebie?

Jeśli chodzi o moją pewność siebie, to jestem jedną z tych osób, które czerpią ją jakoś z wnętrza. Po prostu jestem osobą która ją ma. Więc myślę, że naturyzm nie wpłyną jakoś specjalnie na nią. Ale jednocześnie uważam, że naturyzm jest szalenie ważny dla budowania pewności siebie u większości ludzi. Zresztą to coś, co bardzo często pojawia się w moich prywatnych rozmowach na ten temat. Z żoną, ze znajomymi czy w jakiś komentarzach np. na X-ie/Twitterze. Jeśli ktoś ma problem z pewnością siebie, z samoakceptacją, bez której pewności siebie nie da się zbudować, to naturyzm czy po prostu oswojenie się z nagością, swoją i innych, jest świetną ścieżką do poprawy sytuacji.

Czy pomógł Ci bardziej zaakceptować swoje ciało?

Ja swoje ciało akceptowałem, chyba, zawsze. I to była taka dojrzała akceptacja. Jak byłem otyły to akceptowałem siebie jako osobę otyłą, nie udając, że jestem "zaokrąglony", "puszysty" czy coś w tym stylu. Po prostu otyły, zbyt gruby, otłuszczony. I ok. Bo tacy też bywają ludzie. To niezdrowe i lepiej tego unikać, ale skoro taki byłem, to to akceptowałem.

Oczywiście dużo łatwiej było zaakceptować siebie jako super wyglądającego nastolatka czy w połowie studiów, gdzie przypakowałem i rozbudowany tors czy bicepsy dodawały mi atrakcyjności. Ale niezależnie od fazy w zmianach mojego ciała akceptacja była.

Na pewno naturyzm ułatwił mi myślenie w kategoriach, że nie ma za czym gonić. Nie ma się czego wstydzić. Nie ma powodów do kompleksów. I to jest to, co uważam za jedną z największych zalet naturyzmu. Dla wszystkich, choć chyba najbardziej dla kobiet (wbrew incelskiej narracji, że nie mają partnerek bo nie mają 190 cm wzrostu, kaloryfera na brzuchu i dorodnych 20cm poniżej, faceci, ogólnie, bardziej siebie akceptują. Może użyje czasu przeszłego, bardziej akceptowali, bo zauważam, że jednak młodsze pokolenia chyba lepiej sobie radzą ze swoimi niedoskonałościami, skoro w legginsy, krótkie topy, itp. wbijają się dziewczyny o wszystkich typach figur).

Ale wracając do rzeczy: wychowywałem się w czasach, gdzie facet z brzuszkiem, albo suchoklates nie miał problemu z tym żeby pokazać się na plaży czy na boisku bez koszulki. Jednocześnie były to czasy, gdzie przeciętna kobieta miała kompleksy, jak nie wyglądała jak Claudia Schiffer, Cindy Crowford albo Pamela Anderson (zależnie od tego, kto do czego dążył).

Ja akceptowałem, że nie wyglądam jak Brad Pitt albo, że wyglądam jak Di Caprio z ostatnich zdjęć, nie z "Titanica". Nie odnosiłem się nigdy do "Toxic Fuckera" czy "Łysego z Brazzers" jeśli chodzi o "męskość". Ale na pewno w tym też pomagało to, że nago nie widywałem raczej Bradów Pittów ani Sylvestrów Stalone, a natura łączyła części ciała ze sobą bardzo randomowo, więc przyrodzenie z filmów XXX trafiało się np. łysiejącemu facetowi z twarzy podobnemu zupełnie do nikogo.

Stąd mówię ludziom, którzy narzekają na swoje ciało (a jakoś tak bywało, że zwierzało mi się ze swoich kompleksów sporo osób, głównie koleżanek), żeby poszli na plażę nudystów. Nagle się okaże, że nawet jeśli ich biust (lub dowolna inna część ciała, ale piersi się dobrze nadają do przykładu) nie jest taki, jaki by chciały, to:

A) wciąż jest większy/kształtniejszy od wielu które tam zobaczą lub

B) mają lepszą figurę/ładniejszą pupę/coś innego co czyni je co najmniej równie atrakcyjnymi lub atrakcyjniejszymi.

A przede wszystkim zawsze to daje do myślenia: "skoro ona/on wygląda tak bardzo nieidealnie a czuje się tak swobodnie nago, to czemu ja się przejmuje?". I to działa.

Co powiedziałbyś mężczyźnie, który się wstydzi i nie ma odwagi spróbować?

Każdemu, nie tylko mężczyźnie, który się wstydzi i nie ma odwagi spróbować powiedziałbym "wstydzić się możesz, jak okradniesz staruszkę albo podsiądziesz w tramwaju kobietę w 8 miesiącu ciąży. Ciało nie jest czymś, co powinno powodować uczucie wstydu".

Mężczyźnie dodatkowo, że nie ma się co wstydzić, bo absolutnie nikt nie zwróci na niego specjalnej uwagi. Oraz, że zawsze warto spróbować. Choćby dla tego, by przełamać ograniczenia, które są w naszej głowie.

Rozumiem natomiast istotę pytania, więc się do niej odniosę:

Panowie, naprawdę nie ma co się obawiać, że będziecie mieli problem przez ciągłą erekcję, że ktoś będzie was oceniał, albo, że to nie wypada bo jesteście na co dzień poważnymi ludźmi, ojcami, mężami, etc.. W naturyzmie nie ma nic złego, reakcję ciała da się okiełznać a jak nie będziecie się z tym obnosić, to nikt się tym nie zainteresuje.

Za to możecie zyskać okazję do pozbycia się niewygodnych spodenek, wyrwania się z mentalnych okowów i zyskania wolności połączonej z lepszą akceptacją siebie i innych.

Szybkie pytania

Plaża czy jezioro? :)

Jestem wielkim fanem szumu morza i długich plaż, więc zdecydowanie naturyzm nad morzem to coś co cenię wyżej, niż wypoczynek nad jeziorem. Szczerze mówiąc, to oprócz Turawy (jezioro w województwie opolskim) chyba nie byłem nigdy nad jeziorem na nagim odpoczynku. Może gdybym miał więcej doświadczeń "jeziornych" to bym patrzył na to inaczej, ale teraz to morze bardziej kojarzy mi się z takim naturyzmem w najczystszej postaci: duża przestrzeń, nie ma krzaków, w których mogą siedzieć podglądacze... ;)

Spontanicznie czy planowanie?

Ze względu na okoliczności - planowanie. Fajnie by było gdybym mógł sobie wyskoczyć spontanicznie na nagą plażę, ale nie mam żadnej w promieniu wielu kilometrów. Ogólnie uważam Wrocław za najlepsze miasto do życia w Polsce, ale przydałoby się żeby powstało jakieś naturystyczne miejsce inne niż saunarium aquaparku, które de facto nie ma nic wspólnego z naturyzmem i z braku lucku jest tak traktowane przez wrocławskich naturystów.

Cisza i spokój czy raczej towarzystwo?

Mam 38 lat, żonę, dziecko i psa, więc na wczasach zdecydowanie cisza i spokój. Zresztą w zeszłym roku jednym z głównych powodów by odwiedzać naglą plażę w Grzybowie było to, że było tam cicho i spokojnie, w przeciwieństwie do tej tekstylnej. Mimo, że wiązało się to z koniecznością nieprzyjemnych dojazdów albo bardzo długich spacerów, trudnych jak się ma małe dziecko.

Natomiast poza tym tygodniem czy dwoma w ciągu roku, gdzie mogę liczyć na towarzystwo żony na plaży, czasem brakuje mi towarzystwa naturystycznego. Najlepiej takiego niezbyt głośnego towarzystwa, kogoś do pogadania podczas nagiego odpoczynku czy podjęcia wspólnej, nagiej aktywności (ale sensownej, typu wypad na dziką plażę czy ciekawą, odosobnioną polanę, bo jak pisałem, jazda na rowerze nago albo nagie chodzenie po górach wydaje mi się niewygodne i niepraktyczne).

Ale to nie jest jaka silna potrzeba i wątpię by udało się ją zaspokoić, bo z gruntu odrzucam towarzystwo wyłącznie męskie (absolutnie nie mam nic do homoseksualistów, ale mam złe doświadczenia praktyczne: i z plaży i z aquaparku, więc wolę nie ryzykować) a nie sądzę by towarzystwo żeńskie było zainteresowane, z tych samych powodów, dla których ja odrzucam męskie. Jakby ktoś pytał: a co żona na to? Żona mi ufa i nie ma problemu z tym, że nago wśród ludzi przebywam głównie bez niej (z racji zupełnie innych grafików).

Na zakończenie – refleksja

Czym dla Ciebie dziś jest naturyzm – jednym zdaniem?

Naturyzm jest dla mnie filozofią, w której odnajduję wolność i realizację zasady, że jestem człowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce.

Czy jest coś, co chciałbyś przekazać osobom, które dopiero się wahają?

Wszystkim, którzy się wahają chciałbym przekazać, że bardzo warto! Im jesteście młodsi, tym bardziej warto, ale warto w każdym wieku. Naturyzm czy nudyzm da Wam wiele, a niczego Wam nie odbierze. Te korzyści są wielorakie: bez stroju jest wygodniej, zdrowiej, łatwiej. Jeśli jesteś kobietą to nie musisz się martwić o to czy wejdziesz w strój z zeszłego sezonu albo czy miseczki nie będą do połowy puste. Jeśli jesteś facetem to nie wyjdziesz z wody z gaciami lepiącymi się do ud. Na saunarium w pełni wykorzystujesz walory sauny, ręcznik masz tylko pod ciałem albo na zewnątrz (w saunach parowych). Nie ma odparzeń, nie martwisz się czy ręcznik nie spadnie albo czy czegoś przypadkowo nie odsłoni. Dzięki naturyzmowi szybciej zaakceptujesz swoje ciało, pozbędziesz się kompleksów, zdrowiej popatrzysz na kwestie cielesności, także seksualności.

I na koniec: czy poleciłbyś innym spróbować? Dlaczego?

Więc czy poleciłbym innym spróbować? Tak, polecam gorąco. Spróbujcie naturyzmu albo przynajmniej zacznijcie oswajać się z własną nagością a potem cudzą. Jeśli komuś, z tych czy innych powodów, nie pasuje idea szukania nagich plaż i przebywania na nich z większą lub mniejszą ilością obcych osób, to ok. Ale wyruszcie w naturystyczną podróż w zakresie nagości. To droga do samoakceptacji, większej pewności siebie a w końcu do samorozwoju. Naturyzm uwalnia Was z wielu łańcuchów, które narzuciła nam niesłusznie cywilizacja. Poczucie wstydu, odrealnionych wizerunków kobiecego i męskiego ciała, grzeszność nagości i jej wyłącznie seksualnego charakteru. Możecie być od tego wolni i dzięki temu być szczęśliwsi.

Pół żartem, pół serio dodam też, że dzięki naturyzmowi możecie w pełni docenić starania waszych partnerek/partnerów w doborze stroju, który będzie na was najbardziej działał. Jak już się wam opatrzą nagie ciała, to zaczniecie bardziej doceniać ten nowy komplet bielizny czy sukienkę partnerki, albo dobrze uszyty garnitur partnera (czy co tam kręci kobiety).

Ale już zupełnie poważnie: gdyby wszyscy byli naturystami, świat byłby dużo lepszym miejscem. Bardzo mocno wierzę, że to prawda i dlatego warto spróbować.

Kilka słów ode mnie

Ten wywiad to coś więcej niż tylko rozmowa o naturyzmie. To bardzo szczera, męska perspektywa – bez filtrów, bez udawania, za to z dużą świadomością i doświadczeniem. I właśnie dlatego uważam ją za tak potrzebną.

Bo często mówimy o ciele, wolności czy akceptacji… ale rzadziej słyszymy, jak wygląda to naprawdę „od środka”. Bez idealizowania, za to z całym kontekstem – społecznym, emocjonalnym i bardzo ludzkim.

Mam nadzieję, że ta rozmowa dała Wam nie tylko wiedzę, ale też coś więcej: może odrobinę odwagi, może inne spojrzenie, a może po prostu poczucie, że nie jesteście sami ze swoimi myślami czy wątpliwościami.

Na koniec ogromne podziękowania dla Michała za szczerość, otwartość i zaufanie. Za to, że podzielił się swoją historią bez upiększeń – taką, jaka jest naprawdę.

Jeśli coś Was poruszyło – napiszcie.

Jeśli się z czymś nie zgadzacie – tym bardziej napiszcie.

Jeśli macie swoje doświadczenia – podzielcie się nimi.

Ta przestrzeń jest właśnie po to, żeby rozmawiać.

I jeszcze jedno: jeśli czujecie, że też macie coś do powiedzenia – swoją historię, swoją drogę, swoją perspektywę – odezwijcie się do mnie. Bardzo chcę tworzyć więcej takich rozmów. Prawdziwych. Różnorodnych. Waszych.

Bo każda taka historia dokłada kolejną cegiełkę do oswajania tematu, który wciąż dla wielu jest tabu.

Jeśli chcecie osobiście poznać Michała, to zapraszam na jego profil @MichałWro

  • Więcej
Komentarze (0)
Zaloguj się lub Załóż konto aby zobaczyć lub skomentować tę treść.
Popularne wpisy
Reklama