·   ·  85 wpisów
  •  ·  60 znajomych
  • 84 obserwujących

Dlaczego jedni oglądają, a inni publikują?

Dlaczego jedni chętnie pokazują siebie, publikują zdjęcia i komentują, a inni wolą po prostu oglądać, czytać i obserwować? Czy brak własnych publikacji oznacza mniejsze zainteresowanie społecznością? A może nie każdy ma potrzebę pokazywania się innym, żeby czuć się częścią naturystycznego świata? W kolejnym felietonie z cyklu „Poza nagim ciałem” przyjrzymy się różnym sposobom uczestnictwa w portalach naturystycznych. Zajrzymy za kulisy widocznej aktywności, zastanowimy się, dlaczego jedni chętnie zostawiają po sobie ślad, a inni pozostają cichymi obserwatorami. Sięgniemy również do statystyk naturysci.org, które pokazują, że najbardziej widoczna część społeczności wcale nie musi być jej całością. Bo przecież nie każdy chce być oglądany. Nie każdy chce się pokazywać. Ale czy to znaczy, że jest go tu mniej? O cichych obserwatorach, aktywnych uczestnikach i różnych sposobach bycia częścią społeczności naturystycznej.

Nie każdy musi zostawiać po sobie ślad

W każdej społeczności internetowej można zauważyć pewien charakterystyczny podział. Są osoby, które chętnie dodają zdjęcia, komentują publikacje innych, rozpoczynają dyskusje i dzielą się swoimi doświadczeniami. Ich obecność jest widoczna niemal na każdym kroku. Wystarczy przejrzeć galerię, komentarze czy forum, żeby natrafić na ich aktywność.

Są jednak również inni użytkownicy. Regularnie zaglądają na portal, przeglądają galerie, czytają artykuły, odwiedzają profile, śledzą rozmowy. Czasami robią to od wielu miesięcy, a nawet lat. Nie publikują własnych zdjęć, rzadko komentują, nie wdają się w dyskusje. Można powiedzieć, że są obecni, choć niewiele po sobie zostawiają.

Gdybyśmy oceniali życie portalu wyłącznie na podstawie tego, co widać na pierwszy rzut oka, moglibyśmy uznać, że społeczność tworzą przede wszystkim osoby aktywnie publikujące. To one dostarczają nowych materiałów, wywołują dyskusje i najczęściej pojawiają się w powiadomieniach. Łatwo zapamiętać ich nicki, kojarzyć zdjęcia czy charakterystyczny sposób wypowiadania się.

Tymczasem osoby oglądające i czytające pozostają znacznie mniej zauważalne. Nie pojawiają się pod zdjęciami, nie prowadzą rozmów, nie otrzymują odpowiedzi na komentarze, bo zwyczajnie ich nie piszą. Administrator może zobaczyć, że ktoś odwiedza portal, ale pozostali użytkownicy często nie mają pojęcia o jego obecności.

I tutaj pojawia się pewna pułapka: to, że kogoś nie widać, nie oznacza, że go nie ma.

Warto więc rozróżnić dwie formy aktywności. Pierwsza jest widoczna – to publikowanie, komentowanie, rozpoczynanie tematów i bezpośrednie uczestnictwo w rozmowach. Druga polega przede wszystkim na odbieraniu treści: czytaniu, oglądaniu, śledzeniu tego, co dzieje się w społeczności. Nie zawsze pozostawia ona publiczny ślad, ale nadal oznacza korzystanie z portalu.

Zresztą podobne zjawisko od dawna interesuje badaczy społeczności internetowych. W literaturze można spotkać określenie lurkers, odnoszące się do osób, które czytają i obserwują, ale same rzadko zabierają głos. Nie jest to jednak jednolita grupa o jednakowych motywacjach. Jedni wolą zachować prywatność, inni nie mają potrzeby publicznego uczestnictwa, a jeszcze inni po prostu znajdują w czytaniu i oglądaniu wszystko, czego w danym momencie szukają.¹

W przypadku portali naturystycznych ta różnica może być szczególnie widoczna. Nie każdy chce pokazywać własne ciało, nawet jeśli nie ma problemu z nagością i dobrze czuje się w środowisku naturystycznym. Nie każdy chce też opowiadać o swoim życiu, ujawniać szczegóły prywatne czy nawiązywać znajomości z innymi użytkownikami. Samo zainteresowanie naturyzmem nie musi przecież oznaczać potrzeby publicznego prezentowania siebie.

I właściwie dlaczego miałoby tak być?

Czy osoba, która od kilku lat regularnie czyta artykuły, ogląda galerie i śledzi dyskusje, jest mniej częścią społeczności niż ktoś, kto co tydzień publikuje nowe zdjęcia? Trudno znaleźć obiektywny powód, żeby tak twierdzić.

Nie każdy musi być autorem, żeby być odbiorcą. Nie każdy musi zabierać głos, żeby słuchać. I nie każdy musi występować na scenie, żeby interesować się tym, co dzieje się na sali.

Może więc zamiast pytać, dlaczego niektórzy użytkownicy niczego nie publikują, warto najpierw zaakceptować, że uczestnictwo w społeczności nie ma jednego obowiązującego wzorca.

Dlaczego niektórzy wolą patrzeć, niż pokazywać siebie?

Kiedy ktoś regularnie odwiedza portal naturystyczny, ogląda galerie, czyta artykuły, ale sam nigdy nie publikuje zdjęć, łatwo zacząć się zastanawiać: dlaczego? Czy jest nieśmiały? Nie akceptuje swojego ciała? Obawia się reakcji innych? A może po prostu nie ma nic do pokazania?

Takie pytania są naturalne, ale odpowiedź wcale nie musi być skomplikowana. Możliwe, że dana osoba zwyczajnie nie chce publikować własnych zdjęć. I właściwie nie musi się z tego nikomu tłumaczyć.

W przypadku portali naturystycznych kwestia prywatności nabiera szczególnego znaczenia. Zdjęcie przedstawiające nagie ciało to dla wielu osób coś znacznie bardziej osobistego niż fotografia z wakacji, spaceru czy rodzinnego spotkania. Nawet jeśli zostało wykonane na plaży naturystycznej, w miejscu całkowicie naturalnym dla osób praktykujących naturyzm, jego udostępnienie w internecie jest już zupełnie inną decyzją.

Nie każdy chce, aby jego wizerunek krążył w sieci. Ktoś może obawiać się, że zdjęcie zobaczy członek rodziny, znajomy, sąsiad albo współpracownik. Nie musi przy tym uważać naturyzmu za coś wstydliwego. Może po prostu oddzielać swoje życie prywatne od zawodowego i towarzyskiego. Dla jednej osoby publiczne pokazanie nagiego ciała nie stanowi problemu, dla innej jest przekroczeniem granicy, której nie zamierza przekraczać.

Są też osoby, które nie czują się wystarczająco pewnie, by zaprezentować własne ciało. Nieśmiałość, kompleksy czy obawa przed oceną mogą odgrywać pewną rolę. Warto jednak uważać, żeby nie przypisywać takich odczuć każdemu, kto nie publikuje. Brak zdjęć nie jest automatycznie dowodem na brak akceptacji siebie. Można dobrze czuć się we własnym ciele, swobodnie korzystać z plaż naturystycznych, a jednocześnie nie mieć najmniejszej ochoty na umieszczanie swoich fotografii w internecie.

Jest jeszcze jeden, dość prozaiczny powód: nie wszyscy odczuwają potrzebę prezentowania siebie. Niektórzy przychodzą na portal po to, żeby zobaczyć, co dzieje się w środowisku, poczytać doświadczenia innych, dowiedzieć się czegoś o miejscach naturystycznych albo po prostu obejrzeć interesujące ich galerie. Nie szukają publiczności, komentarzy ani internetowej rozpoznawalności. Odbieranie treści w zupełności im wystarcza.

Badacze społeczności internetowych zwracają uwagę, że osoby niepublikujące nie stanowią jednorodnej grupy. W przeglądzie literatury dotyczącym tak zwanego biernego uczestnictwa Sun, Rau i Ma wskazują na różne uwarunkowania takiego zachowania: od indywidualnych preferencji, przez relacje z grupą, po cechy samego środowiska internetowego.² Nie ma więc jednej uniwersalnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego ktoś czyta, ale nie pisze.

Co więcej, brak komentarzy nie musi oznaczać braku zainteresowania. Ktoś może przeczytać cały artykuł, obejrzeć kilka galerii, wrócić następnego dnia i ponownie sprawdzić, co nowego pojawiło się na portalu. Z perspektywy innych użytkowników pozostanie niemal niewidoczny. Z perspektywy statystyk może być jednak regularnym odbiorcą treści.

I może właśnie to warto zaakceptować: nie każdy musi zamieniać swoją obecność w publiczną aktywność. Niektórzy wolą opowiadać o sobie, inni wolą poznawać historie innych. Jedni czują się dobrze przed obiektywem, drudzy wolą pozostać po drugiej stronie ekranu.

Żadna z tych postaw sama w sobie nie mówi nam, jak bardzo ktoś interesuje się naturyzmem ani jak mocno czuje się związany ze społecznością.

Dlaczego inni chętnie publikują i pokazują siebie?

Skoro jedni wolą oglądać i pozostawać w cieniu, są też tacy, którzy z przyjemnością pokazują swoją obecność. Publikują zdjęcia z plaż, wyjazdów i spotkań naturystycznych, opisują swoje doświadczenia, komentują materiały innych i chętnie włączają się w dyskusje. Niektórzy robią to sporadycznie, inni regularnie. Dla nich dzielenie się własną aktywnością jest po prostu przyjemną częścią korzystania z portalu.

Co nimi kieruje? Podobnie jak w przypadku osób niepublikujących, nie ma jednej odpowiedzi.

Dla części użytkowników najważniejsza jest chęć dzielenia się doświadczeniami. Ktoś wrócił z ciekawego miejsca i chce opowiedzieć, jak tam było. Ktoś inny odwiedził nową plażę, poznał interesujących ludzi albo przeżył wakacje, które chciałby zachować nie tylko w prywatnym albumie. Publikacja staje się wtedy sposobem dokumentowania wspomnień, a przy okazji może być przydatna dla innych osób planujących podobny wyjazd.

Dla innych istotna jest możliwość pokazania swojej naturystycznej aktywności. Nie chodzi koniecznie o prezentowanie własnego ciała jako takiego, lecz o podzielenie się czymś, co stanowi część ich stylu życia. Zdjęcie z plaży, opis pobytu na kempingu czy relacja z naturystycznej podróży mogą być podobne do fotografii z górskiej wyprawy albo rowerowej wycieczki. Autor chce pokazać, gdzie był i co sprawiło mu przyjemność.

Jest też potrzeba kontaktu z ludźmi o podobnych zainteresowaniach. Publikując, można rozpocząć rozmowę, poznać doświadczenia innych, wymienić się informacjami, a czasem nawiązać znajomość. Portal przestaje być wtedy tylko miejscem oglądania treści, a staje się przestrzenią spotkań i wymiany doświadczeń.

Nie bez znaczenia są również reakcje odbiorców. Miły komentarz, polubienie czy zainteresowanie opublikowanym materiałem potrafią sprawić przyjemność. Autor widzi, że ktoś poświęcił chwilę na obejrzenie jego zdjęcia lub przeczytanie relacji. Nie musi to oznaczać, że właśnie po pochwały przyszedł na portal. Po prostu pozytywny odzew jest przyjemnym dodatkiem do dzielenia się czymś z innymi.

Warto przy tym wspomnieć o autoprezentacji, czyli świadomym pokazywaniu siebie innym. W internecie sami decydujemy, jakie zdjęcia zamieścimy, co o sobie napiszemy i jaki obraz własnej osoby chcemy przedstawić. Nie musi to być niczego udająca kreacja. Czasami wybieramy po prostu te fotografie i historie, które najlepiej oddają nasze zainteresowania, poczucie humoru czy sposób spędzania wolnego czasu. Klasyczne rozważania Ervinga Goffmana o prezentowaniu siebie w kontaktach społecznych pomagają zrozumieć ten mechanizm, choć nie były one pierwotnie analizą portali internetowych.³

W przypadku naturystów warto też unikać automatycznego łączenia publikowania nagich zdjęć z erotyką czy poszukiwaniem flirtu. Dla wielu osób nagość jest zwyczajnym elementem naturystycznej codzienności, a fotografia z plaży nie musi mieć żadnego dodatkowego podtekstu. Oczywiście nie oznacza to, że wszyscy publikujący kierują się wyłącznie motywacjami naturystycznymi. Ludzie są różni, a internet daje możliwość realizowania wielu potrzeb jednocześnie.

Nie ma więc powodu, by podejrzliwie traktować samą chęć pokazania siebie. Tak samo jak nie ma powodu, by uznawać ją za dowód większego zaangażowania w społeczność.

Jedni lubią dzielić się swoimi zdjęciami i opowieściami, inni wolą zachować je dla siebie. Jednym publikowanie daje satysfakcję, drugim wystarcza oglądanie. I dopóki szanujemy granice pozostałych użytkowników, oba sposoby korzystania z portalu mają swoje miejsce.

Reakcje innych – komentarze, polubienia i poczucie zauważenia

Opublikowanie zdjęcia, napisanie komentarza czy podzielenie się własnym doświadczeniem rzadko kończy się w chwili kliknięcia przycisku „Dodaj”. W społeczności internetowej publikacja trafia przecież do innych ludzi. Autor może później zaglądać, sprawdzać, czy ktoś ją zobaczył, przeczytał albo postanowił zostawić po sobie jakiś ślad. Czasem wystarczy jedno krótkie zdanie, polubienie czy pytanie, żeby poczuć, że to, czym się podzieliliśmy, nie zniknęło gdzieś w internetowym tłumie.

Nie musi chodzić o wielkie zainteresowanie ani dziesiątki komentarzy. Niekiedy zwykłe „ładne miejsce”, „też tam byłem” albo „dzięki za podzielenie się zdjęciami” sprawia autorowi przyjemność. To sygnał, że ktoś poświęcił chwilę, zatrzymał się przy publikacji i postanowił zareagować. W końcu za zdjęciem z wyjazdu, opisem spotkania czy dłuższym wpisem często stoi jakiś wysiłek: trzeba coś przygotować, wybrać fotografie, napisać kilka zdań, a czasem również przełamać własne opory przed pokazaniem czegoś innym.

W psychologii społecznej pozytywne reakcje otoczenia można traktować jako rodzaj społecznej nagrody. Człowiek otrzymuje informację zwrotną, że jego działanie zostało zauważone i spotkało się z przyjaznym odbiorem. Taka reakcja może zachęcać do ponownego publikowania. Ktoś, kto początkowo zamieścił jedno zdjęcie z naturystycznej plaży, po miłych komentarzach może chętniej podzielić się kolejną relacją. Ktoś inny, kto napisał artykuł lub rozpoczął dyskusję, widząc zainteresowanie, może nabrać ochoty na następne.

Działa to również w drugą stronę. Brak reakcji bywa rozczarowujący, zwłaszcza gdy autor poświęcił publikacji sporo czasu albo odważył się pokazać coś, czym wcześniej nie dzielił się z innymi. Można wtedy pomyśleć: „Czy to nikogo nie zainteresowało?”, „Może niepotrzebnie to zamieściłem?”. Nie oznacza to jednak, że każda osoba, która nie otrzymała komentarzy, przestanie publikować. Jedni szybko przestają zwracać na to uwagę, inni potrzebują trochę więcej zachęty.

Warto przy tym pamiętać, że brak reakcji nie zawsze oznacza brak zainteresowania. Ktoś mógł obejrzeć zdjęcie, przeczytać tekst, a nawet uznać go za ciekawy, ale nie mieć ochoty na komentowanie. Nie każdy czuje potrzebę publicznego wyrażania swojej opinii. Zresztą, jak już zauważyliśmy, część użytkowników po prostu woli obserwować niż uczestniczyć w dyskusjach.

Nie powinniśmy też traktować liczby polubień jako obiektywnej oceny publikacji. Na jej widoczność wpływa wiele czynników: pora zamieszczenia, zainteresowania odbiorców, aktywność społeczności, a nawet to, czy użytkownicy akurat zaglądają na portal. Ciekawy wpis może przejść niemal niezauważony, podczas gdy prostsza fotografia zbierze wiele reakcji. Nie ma w tym żadnej tajemnicy ani koniecznie ukrytego znaczenia.

Reakcje innych mogą więc wpływać na to, co i jak pokazujemy. Mogą dodawać odwagi, zachęcać do dzielenia się kolejnymi materiałami, a czasem skłaniać do zmiany sposobu publikowania. Nie oznacza to jednak, że właśnie reakcje są głównym powodem aktywności każdego autora. Dla jednych najważniejsza będzie możliwość podzielenia się wspomnieniem, dla innych kontakt z ludźmi o podobnych zainteresowaniach, a dla jeszcze innych po prostu przyjemność uczestniczenia w życiu społeczności.

Warto o tym pamiętać, zanim zaczniemy oceniać aktywność użytkowników wyłącznie przez pryzmat widocznych reakcji. Za każdą publikacją i każdym komentarzem może stać nieco inna historia. A liczby, choć potrafią wiele powiedzieć o ruchu na portalu, nie zawsze pokazują, co naprawdę dzieje się po drugiej stronie ekranu. Do tych liczb zajrzymy w następnym punkcie.

Co mówią liczby z naturysci.org?

Po dotychczasowych rozważaniach warto zajrzeć do statystyk naszego portalu. Nie po to, żeby na ich podstawie wyciągać daleko idące wnioski o wszystkich społecznościach naturystycznych, ale żeby zobaczyć, jak wygląda aktywność na konkretnym przykładzie. Liczby nie odpowiedzą nam na pytanie, co każdy użytkownik myśli i dlaczego korzysta z portalu. Mogą jednak pokazać pewne proporcje.

Spójrzmy na ostatnie 30 dni. W tym okresie nasza strona odnotowała 360 aktywnych użytkowników. Spośród nich 40 osób publikowało zdjęcia, co stanowi około 11,1% tej grupy. Komentarze zamieszczało 50 osób, czyli około 13,9%. Z kolei 180 użytkowników powracało na portal, a więc połowa aktywnych zaglądała tu ponownie.

Już te dane pokazują, że publikowanie zdjęć nie jest powszechnym sposobem uczestnictwa. Robi to mniej więcej co dziewiąty aktywny użytkownik. Komentowanie również dotyczy stosunkowo niewielkiej części społeczności. Trzeba jednak zachować ostrożność przy łączeniu tych dwóch grup. Nie wiemy dokładnie, ile osób jednocześnie publikuje zdjęcia i komentuje. To mogą być w dużej mierze te same osoby, ale mogą też być dwie częściowo różne grupy.

Możemy więc szacować, że osób publikujących zdjęcia lub komentujących było w tym okresie od 50 do 90. To jednak wyłącznie przedział wynikający z możliwego nakładania się obu grup, a nie wynik bezpośredniego pomiaru. Nie należy też automatycznie uznawać pozostałych użytkowników za wyłącznie biernych obserwatorów. Mogli czytać artykuły, przeglądać profile, korzystać z innych funkcji albo po prostu zaglądać na portal bez podejmowania działań widocznych w tych statystykach.

Ciekawie wyglądają również dane dotyczące oglądalności treści. W ciągu 30 dni odnotowaliśmy około 2000 odsłon galerii oraz 4800 odsłon artykułów. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że teksty interesują użytkowników ponad dwa razy bardziej niż zdjęcia. Tyle że takie porównanie byłoby mylące.

Artykuły są dostępne publicznie, natomiast albumy fotograficzne mogą oglądać osoby zalogowane. Oznacza to, że obie kategorie treści funkcjonują w innych warunkach dostępu. Część czytelników artykułów może w ogóle nie mieć konta na portalu, a odsłony nie mówią nam, ile różnych osób zapoznało się z daną treścią. Nie możemy więc na tej podstawie stwierdzić, że zdjęcia cieszą się mniejszym zainteresowaniem.

Jest jeszcze jeden ważny szczegół: sezonowość. Dane pochodzą z jesieni, kiedy główny sezon naturystyczny jest już za nami. Wiosną i latem aktywność może wyglądać zupełnie inaczej. Gdybyśmy dla ilustracji założyli czterokrotny wzrost wszystkich tych wartości, otrzymalibyśmy 1440 aktywnych użytkowników, 160 publikujących zdjęcia i 200 komentujących. Byłby to jednak wyłącznie hipotetyczny scenariusz, a nie prognoza oparta na pomiarach. Nie mamy podstaw, by zakładać, że każda forma aktywności rośnie w sezonie w takim samym tempie.

Co zatem możemy powiedzieć na pewno? Na naturysci.org osoby publikujące zdjęcia stanowią stosunkowo niewielką część aktywnych użytkowników. Komentujących również jest wyraźnie mniej niż wszystkich osób korzystających z portalu. Nie wiemy natomiast dokładnie, ilu użytkowników ogranicza się do oglądania i czytania.

I chyba właśnie to jest najciekawsze. Statystyki pokazują nam tych, którzy wykonują określone działania, ale nie zawsze potrafią opisać całą społeczność. Za liczbami kryją się ludzie o różnych przyzwyczajeniach, potrzebach i sposobach uczestnictwa. Niektórzy zostawiają po sobie mnóstwo śladów, inni prawie żadnych. A przecież jedni i drudzy mogą regularnie wracać w to samo miejsce.

Uwaga metodologiczna: przedstawione dane dotyczą wyłącznie naturysci.org i wskazanego okresu 30 dni. Nie należy traktować ich jako reprezentatywnego obrazu wszystkich portali ani społeczności naturystycznych.

Czy aktywny użytkownik jest bardziej zaangażowany?

Kiedy patrzymy na społeczność internetową, najłatwiej zauważyć tych, którzy dużo publikują, komentują i regularnie zabierają głos. Ich profile są widoczne, zdjęcia pojawiają się w galeriach, a komentarze w dyskusjach. Można odnieść wrażenie, że to właśnie oni są najbardziej związani z portalem. Tylko czy rzeczywiście tak jest?

Wszystko zależy od tego, co rozumiemy przez zaangażowanie. Czy mierzymy je liczbą opublikowanych zdjęć? Komentarzy? Częstotliwością logowania? A może tym, ile artykułów ktoś przeczytał i jak często wraca, żeby sprawdzić, co nowego dzieje się w społeczności?

Każda z tych miar pokazuje coś innego. Liczba publikacji mówi nam o widocznej aktywności autora, ale niekoniecznie o jego przywiązaniu do portalu. Częste logowania mogą świadczyć o regularnym korzystaniu, lecz same w sobie nie powiedzą nam, czy ktoś czuje się częścią społeczności. Z kolei osoba, która nie publikuje od miesięcy, może nadal czytać artykuły, śledzić dyskusje i zaglądać do galerii. Być może właśnie w takiej formie uczestnictwo najbardziej jej odpowiada.

Wyobraźmy sobie dwóch użytkowników. Pierwszy regularnie dodaje zdjęcia, komentuje i rozpoczyna nowe dyskusje. Drugi od dawna niczego nie publikuje, rzadko zabiera głos, ale od kilku lat systematycznie odwiedza portal. Który jest bardziej zaangażowany? Nie mamy wystarczających informacji, żeby uczciwie rozstrzygnąć tę kwestię. Wiemy jedynie, że korzystają z tego samego miejsca na różne sposoby.

Warto też pamiętać, że sposób uczestnictwa nie jest czymś stałym. Ktoś może przez długi czas pozostawać obserwatorem, aż pewnego dnia zdecyduje się napisać pierwszy komentarz. Potem być może zacznie uczestniczyć w dyskusjach, a z czasem opublikuje własne zdjęcia. Ale możliwa jest również droga w przeciwnym kierunku. Użytkownik, który kiedyś chętnie dzielił się fotografiami i relacjami, może po pewnym czasie ograniczyć aktywność. Zmieniają się jego potrzeby, ilość wolnego czasu, sytuacja życiowa albo po prostu ochota na publiczne uczestnictwo. Nie musi to oznaczać, że stracił zainteresowanie społecznością.

Na portalach takich jak nasz szczególnie łatwo pomylić widoczność z zaangażowaniem. Publikujący pozostawia po sobie ślady, które można policzyć i zauważyć. Czytelnik, który regularnie wraca, ale nie komentuje, jest znacznie trudniejszy do uchwycenia. Statystyki pokażą nam część jego aktywności, ale nie powiedzą, jakie znaczenie ma dla niego to miejsce.

Nie oznacza to oczywiście, że publikowanie czy komentowanie jest mniej wartościowe. Dzięki takim osobom portal żyje, pojawiają się nowe treści i rozpoczynają rozmowy. Chodzi raczej o to, żeby nie uznawać jednego sposobu uczestnictwa za jedyny właściwy.

Podział na użytkowników aktywnych i biernych jest wygodny, ale w rzeczywistości bywa zbyt uproszczony. Człowiek może być bardzo aktywny w jednej funkcji, a zupełnie niewidoczny w innej. Może publikować zdjęcia, ale nie czytać artykułów. Może regularnie czytać, ale nigdy nie komentować. Może też zmieniać swoje przyzwyczajenia wraz z upływem czasu.

Dlatego nie zawsze ten, kogo najczęściej widzimy, jest najbardziej związany ze społecznością. I nie zawsze ten, o kim niewiele wiemy, jest w niej obecny tylko przypadkiem. Czasem zaangażowanie po prostu nie potrzebuje publicznego potwierdzenia.

Społeczność potrzebuje nie tylko tych, którzy publikują

Każda społeczność internetowa ma dwie strony. Jedną tworzą osoby, które przygotowują treści: publikują zdjęcia, piszą artykuły, rozpoczynają dyskusje i dzielą się swoimi doświadczeniami. Drugą stanowią ci, którzy z tych treści korzystają: oglądają, czytają, śledzą rozmowy i wracają, żeby sprawdzić, co nowego się pojawiło. Bez pierwszych portal szybko straciłby świeżość. Bez drugich publikowanie miałoby znacznie mniej sensu.

Warto o tym pamiętać, bo czasem patrzymy na społeczność głównie przez pryzmat tego, co widać na ekranie. Nowe zdjęcie, kolejny komentarz, następny wpis na forum. Łatwo wtedy uznać, że najważniejsi są ci, którzy coś dodają. Tymczasem każda publikacja potrzebuje odbiorcy. Zdjęcie zamieszczone w galerii jest przecież po to, żeby ktoś mógł je obejrzeć. Artykuł powstaje z myślą o czytelniku, a dyskusja potrzebuje osób, które zechcą ją śledzić, nawet jeśli same nie zabiorą głosu.

Nie oznacza to, że odbiorca ma jakiś obowiązek odwzajemniać zainteresowanie. Ktoś może chętnie oglądać fotografie innych osób, ale nie mieć ochoty publikować własnych. Może czytać artykuły, lecz nie komentować ich pod pseudonimem ani tym bardziej ujawniać swojej tożsamości. Może interesować się naturyzmem i społecznością, ale nie potrzebować nowych znajomości. To zupełnie normalne sposoby korzystania z portalu.

Czasem pojawia się przekonanie, że skoro ktoś ogląda cudze zdjęcia, powinien również pokazać własne. Albo że czytelnik, który nigdy nie komentuje, niewiele wnosi do społeczności. Nie widzę powodu, żeby stawiać takie wymagania. Publikowanie własnego wizerunku, szczególnie nagiego, jest osobistą decyzją. Nie powinno być traktowane jako opłata za możliwość oglądania treści innych użytkowników.

Oczywiście miło jest otrzymać komentarz, polubienie czy wiadomość od kogoś, kto zainteresował się naszą publikacją. Ale nie każdy odbiorca musi reagować w widoczny sposób. Niektórzy po prostu wolą zachować swoje wrażenia dla siebie. Inni zaglądają na portal po dłuższej przerwie, przeczytają kilka tekstów, obejrzą galerię i zamykają stronę. Nie zostawiają komentarza, ale to nie znaczy, że ich obecność była bez znaczenia.

Społeczność nie składa się wyłącznie z autorów i nie musi składać się z ludzi o jednakowych przyzwyczajeniach. Potrzebuje zarówno tych, którzy chcą się dzielić, jak i tych, którzy chcą poznawać cudze doświadczenia. Jedni nadają jej widoczny kształt, drudzy tworzą krąg odbiorców, dla których warto przygotowywać kolejne treści.

I chyba nie ma potrzeby, żeby kogokolwiek przekonywać do zmiany tej roli. Nie każdy chce być oglądany. Nie każdy chce się pokazywać. Nie każdy potrzebuje komentarzy, polubień czy publicznego potwierdzenia, że jest częścią społeczności.

Na naturysci.org, podobnie jak na innych portalach, spotykają się ludzie o różnych potrzebach i oczekiwaniach. Jedni zostawiają po sobie wiele śladów, inni niemal żadnych. Dopóki szanują siebie nawzajem i zasady wspólnego miejsca, jest w nim przestrzeń dla jednych i drugich.

Bo przecież nie trzeba stać na scenie, żeby być częścią widowni. A bez widowni nawet najlepsze przedstawienie nie miałoby dla kogo się odbywać.

W następnym felietonie: Czy zainteresowanie zobowiązuje do wzajemności?

Skoro jedni publikują, a inni oglądają, komentują i reagują, pojawia się jeszcze jedna kwestia: czego właściwie oczekujemy od siebie nawzajem? Czy polubienie czyjegoś zdjęcia jest zaproszeniem do rozmowy? Czy osoba, która publikuje fotografie, powinna być gotowa na wiadomości i nawiązywanie znajomości? A jeśli ktoś napisze komentarz lub wiadomość, czy należy mu się odpowiedź?

W kolejnym felietonie przyjrzymy się oczekiwaniom dotyczącym wzajemności. Zastanowimy się, dlaczego brak odpowiedzi bywa odbierany osobiście, gdzie kończy się zwykła uprzejmość, a zaczyna oczekiwanie zainteresowania z drugiej strony. Porozmawiamy też o granicach, których warto przestrzegać, nawet jeśli bardzo chcielibyśmy nawiązać z kimś kontakt.

Bo zainteresowanie drugą osobą jest czymś naturalnym. Pytanie tylko, czy zawsze musi być odwzajemnione.

Przypisy:

¹ Nonnecke, B., Preece, J. (2000), Lurker demographics: Counting the silent, Proceedings of the SIGCHI Conference on Human Factors in Computing Systems. Autorzy analizowali osoby niepublikujące w internetowych grupach dyskusyjnych. Wyników ich badań nie należy traktować jako statystyki dotyczącej portali naturystycznych, ale jako przykład tego, że cicha obecność jest od dawna rozpoznawanym zjawiskiem w społecznościach internetowych.

² Sun, N., Rau, P.-L. P., Ma, L. (2014), Understanding lurkers in online communities: A literature review, Computers in Human Behavior, 38, s. 110–117, DOI: 10.1016/j.chb.2014.05.022. Autorzy omawiają różnorodne czynniki związane z niepublikowaniem treści i obserwowaniem społeczności internetowych.

³ Goffman, E. (1959), The Presentation of Self in Everyday Life, Doubleday, New York. Autor analizuje sposoby prezentowania siebie w kontaktach społecznych. Koncepcję można odnieść do autoprezentacji internetowej, pamiętając jednak, że książka powstała przed rozwojem współczesnych mediów społecznościowych.

💓 1
  • Więcej
Ankieta
Jak najczęściej uczestniczysz w życiu naturysci.org?
Komentarze (6)
    • I słusznie zauważono że podobna sytuacja występuje w innych portalach społecznościowych. Są profile, które posiadają tylko nick i nic więcej, oglądają , czytają i nie komentują, bardzo często podglądają swoich znajomych z pracy, szkoły itd. I teraz pytanie? Czy te profile rzeczywiście wnoszą coś do społeczności? Czy żyją tą społecznością? Czy może są tylko gapiami? Oczywiście z punktu widzenia portalu stanowią wartość, natomiast czy stanowią wartość z punktu widzenia społeczności? W przypadku portalu naturystycznego wartością pożądaną najbardziej przez społeczność są publikowane zdjęcia i filmy, lecz wypowiedzi i komentarze a także poruszanie tematów lub zadawanie pytań również rozwija tą społeczność. Można nie mieć zdjęć a przyczyniać się do rozwoju społeczności. Jeśli wszyscy przyjmą pozycję gapia, to jak to się skończy? Chyba wiadomo.

      • A ja czy żona lubie widzieć z kim pisze , profil który ma swoje kilka zdjec jest bardziej wiarygodny od tego który nie ma kilku zdjęć. Profile ktore są puste lub nawet które mają jako zdjecie avatar kogoś mało widocznego na fotce nie są przez nas akceptowane z którymi bysmy mogli np. pisać . A to dlatego bo juz kilka razy sie nam zadarzylo ze po dłuższej korespodencij z takim profilem nagle nastawała cisza i zero odp . Podejrzewamy za każdym razem ze po drugiej stronie nie jest kobieta ani para lecz siedzi jakiś chory zbok udajacy kogoś kim nie jest. Od tamtej pory odzywamy sie tylko do profili których widzimy .

        • A jeśli w parze naturystycznej jest Pani mniej odważna i otwarta do innych w swojej nagości. Lubiąca być nago, lecz bardziej w swoich dla niej bezpiecznych i komfortowych miejscach, czująca, rozumiejąca i wspierająca męża w szeroko rozumianym życiu naturystycznym. To nie publikuje na portalu za wielu swoich zdjęć mimo szczerej chęci męża i nie udziela często na portalu. Jednak nie znaczy to, że mąż musi być postrzegany przez społeczność jako osoba niemiłe widziana. Z którą nie powinno i nie warto zawierać znajomości i utrzymywać relacji. Pary są różne i w tym też tkwi piękno wzajemnego zrozumienia i wsparcia partnerów. Miłego dnia od Moniki i Andrzeja 🌞😊👍

          • Czytać co napisałem. A mianowicie o profilach ktore nie mają w ogole zdjec ( puste ) a sa jako para czy kobieta czy mezczyzna. Lub profile ktore maja zdjecia np. Plaży , Lasu itp...Dla nas taki profil to moze za ekranem siedzieć zupełnie kto inny podajacy sie za pare , kobiete . Przerobilismy juz to , sparzyliśmy sie i takich profili w ogole nie uznajemy , nie przyjmujemy do przyjaciół nie odp na wiadomosci.

            • Zgadzamy się z Waszą opinią w całości. Też mieliśmy wirtualne kontakty niby z naturystami. A po kilku wymianach korespondencji okazywało się coś zupełnie innego 🤔

            • Odniosę się jeszcze do dalszej części artykułu, a w zasadzie do puenty:

              "Bo przecież nie trzeba stać na scenie, żeby być częścią widowni. A bez widowni nawet najlepsze przedstawienie nie miałoby dla kogo się odbywać."

              Skoro już weszliśmy w takie porównanie, to oczywistym jest że publikujących, komentujących, głosujących czy aktywnych w inny sposób (widoczny sposób) jest mniej niż widzów. Tak jak na każdym przedstawieniu występujących jest mniej niż widowni. Przywołując występy sceniczne i widownie: po występie scenicznym widownia jednak reaguje w widoczny sposób. Jeśli odniesiemy to do portalu społecznościowego publikacja zdjęcia, artykułu czy inna widoczna reakcja jest takim występem scenicznym, a reakcja pozostałych uczestników społeczności reakcją widowni. Prawdą jest że bez widowni, także tej cichej przedstawienie nie ma prawa zaistnieć, ale widownia bez przedstawienia także nie będzie funkcjonować. Cicha widownia napewno nie sprzyja przedstawieniu, a w zasadzie można zaryzykować stwierdzenie że ciągnie przedstawienie w dół aż do zdjęcia ze sceny. Oczywiście statystyki będą się zgadzać (bo przecież jest publiczność), bilety się sprzedadzą, ale do czasu, ponieważ każde przedstawienie ma swój kres, i potrzebne jest nowe, z nowymi aktorami lub nowymi rolami. A jaką motywację będą mieć aktorzy jeśli widownia po przedstawieniu milczy? i tak koło się zamyka.

              Zaloguj się lub Załóż konto aby zobaczyć lub skomentować tę treść.
              Popularne wpisy
              Reklama