·   ·  84 wpisów
  •  ·  60 znajomych
  • 84 obserwujących

Dlaczego kobiety lubią być podziwiane, ale nie zawsze chcą być zdobywane?

Kobieta publikuje zdjęcie, otrzymuje komplementy, cieszy się zainteresowaniem i czasem odpowiada na miłe komentarze. Czy to oznacza, że szuka flirtu, nowych znajomości albo czyjejś uwagi? Niekoniecznie. Być może po prostu lubi wiedzieć, że się podoba. W świecie portali naturystycznych granica między podziwem a zaproszeniem do bliższego kontaktu bywa interpretowana na różne sposoby. To, co dla jednej osoby jest miłym gestem, dla drugiej może stać się początkiem nadziei na coś więcej. Czy jednak pokazanie swojego ciała oznacza gotowość na czyjeś zaloty? I czy przyjemność z otrzymywania komplementów musi wiązać się z chęcią nawiązania znajomości? Przyjrzymy się kobiecej potrzebie bycia zauważoną, różnym motywacjom publikowania zdjęć oraz oczekiwaniom, które czasem rozmijają się ze sobą. Bo można lubić, kiedy inni patrzą, niekoniecznie chcąc, żeby podchodzili bliżej.

Miło jest wiedzieć, że się podobamy

Wyobraźmy sobie kobietę, która publikuje swoje zdjęcie na portalu naturystycznym. Nie jest to jej pierwszy raz. Wybrała fotografię, która jej się podoba, może nawet poświęciła chwilę na znalezienie odpowiedniego kadru i światła. W końcu naciska przycisk „Opublikuj” i wraca do swoich codziennych zajęć.

Po pewnym czasie zagląda ponownie na portal. Pod zdjęciem pojawiły się komentarze: ktoś napisał, że pięknie wygląda, ktoś inny pochwalił fotografię, jeszcze ktoś zostawił miłą reakcję. Autorka czyta je z uśmiechem. Jest jej przyjemnie. Czasami odpowiada krótkim „dziękuję”, innym razem wdaje się w nieco dłuższą rozmowę. Może nawet wraca do komentarzy kolejnego dnia, żeby sprawdzić, czy pojawiło się coś nowego.

Czy to naprawdę takie niezwykłe? Przecież większość z nas lubi wiedzieć, że dobrze wygląda, że ktoś dostrzegł nasze starania albo po prostu zwrócił na nas uwagę. Nie musi to od razu oznaczać próżności czy nieustannego poszukiwania potwierdzenia własnej wartości. Miło jest usłyszeć coś dobrego na swój temat. Także wtedy, gdy komplement dotyczy wyglądu, sylwetki czy sposobu, w jaki pokazujemy siebie innym.

W społeczności naturystycznej zdjęcia są jedną z form obecności. Pokazujemy miejsca, w których wypoczywamy, wspomnienia z wyjazdów, spotkania ze znajomymi, ale również własne ciała. Dla jednych fotografia jest pamiątką, dla innych sposobem dzielenia się naturystycznym doświadczeniem, a jeszcze dla innych przyjemnością samą w sobie. Niezależnie od motywacji, pozytywny odbiór może być dodatkowym, całkiem miłym elementem tej aktywności.

I właśnie tutaj pojawia się pewna ciekawa kwestia. Kobieta publikuje zdjęcie, otrzymuje komplementy, reaguje na nie, czasem dodaje kolejną fotografię. Część obserwujących może uznać, że skoro tak chętnie pokazuje siebie i cieszy się zainteresowaniem, to zapewne jest otwarta na nowe znajomości. Ktoś napisze prywatną wiadomość, spróbuje nawiązać flirt albo zaproponuje bliższy kontakt.

Ale czy rzeczywiście o to chodziło autorce zdjęcia?

To pytanie wcale nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać. W internecie bardzo łatwo dopisać drugiej osobie intencje, których wcale nie miała. Publikację fotografii można odczytać jako zachętę do rozmowy, uprzejmą odpowiedź potraktować jako oznakę zainteresowania, a zwykłą radość z komplementów uznać za sygnał, że ktoś oczekuje kolejnych starań.

Tymczasem między przyjemnością z bycia zauważoną a chęcią nawiązania bliższej relacji może istnieć całkiem spora przestrzeń. I właśnie w tej przestrzeni kryje się temat, któremu warto przyjrzeć się nieco uważniej.

Bo może czasem naprawdę chodzi tylko o to, że miło jest wiedzieć, że się podobamy. Nie musi się za tym kryć żadna tajemnica, zaproszenie ani obietnica czegoś więcej.

Podziw to niekoniecznie próżność

Dlaczego właściwie komplementy sprawiają nam przyjemność? Dlaczego czasem wracamy do miłych komentarzy, przypominamy sobie usłyszane słowa albo z uśmiechem czytamy, że ktoś uznał nas za atrakcyjnych? Odpowiedź jest znacznie bardziej złożona niż zwykła próżność.

Człowiek jest istotą społeczną. Nawet jeśli dobrze czuje się sam ze sobą, nie pozostaje całkowicie obojętny na to, jak odbierają go inni. Potrzeba akceptacji, przynależności i uznania jest częścią naszych relacji społecznych. Chcemy wiedzieć, że jesteśmy lubiani, zauważani i mile widziani. Dotyczy to również wyglądu, który – niezależnie od tego, jak wiele mówimy o samoakceptacji – pozostaje jednym z elementów naszego społecznego wizerunku.

W psychologii interesującym wyjaśnieniem tego mechanizmu jest koncepcja socjometru Marka Leary'ego. W dużym uproszczeniu zakłada ona, że samoocena pełni między innymi funkcję swoistego wskaźnika naszej pozycji w relacjach z innymi. Reakcje otoczenia mogą wpływać na to, jak oceniamy własną wartość i czy czujemy się akceptowani. Kiedy spotykamy się z życzliwością, zainteresowaniem i pozytywnymi ocenami, możemy odbierać to jako sygnał, że jesteśmy dobrze przyjmowani przez innych.[1]

Nie oznacza to jednak, że każda osoba ciesząca się z komplementów ma problem z samooceną. Wręcz przeciwnie. Można lubić swoje ciało, akceptować wygląd, znać swoje atuty i nie potrzebować codziennego zapewniania o własnej atrakcyjności, a mimo to ucieszyć się, gdy ktoś inny również ją dostrzeże.

To trochę tak, jak z ulubionym ubraniem. Wiemy, że dobrze w nim wyglądamy, sami jesteśmy zadowoleni z wyboru, ale kiedy ktoś dodatkowo powie nam, że świetnie się prezentujemy, trudno uznać to za nieprzyjemne doświadczenie. Nie musimy przecież od razu zmieniać całego życia tylko dlatego, że usłyszeliśmy miły komplement.

Warto też pamiętać, że potrzeba uznania nie jest wyłącznie kobiecą cechą. Mężczyźni również lubią być zauważani, doceniani i postrzegani jako atrakcyjni. Cieszą ich pozytywne reakcje na zdjęcia, pochwały dotyczące sylwetki czy komentarze podkreślające ich wygląd. Różnić mogą się sposoby wyrażania tej potrzeby, okoliczności i znaczenie, jakie poszczególne osoby przypisują otrzymywanym reakcjom. Sam mechanizm nie jest jednak zarezerwowany dla jednej płci.

Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy z samego faktu, że ktoś lubi komplementy, próbujemy wyciągać daleko idące wnioski o jego charakterze, samoocenie czy intencjach. Kobieta, która cieszy się zainteresowaniem pod własnym zdjęciem, nie musi być próżna, niepewna siebie ani uzależniona od cudzych ocen. Może po prostu lubić tę przyjemną chwilę, w której inni dostrzegają coś, co ona sama już w sobie akceptuje.

Podziw nie musi zastępować samoakceptacji. Czasem jest po prostu miłym jej uzupełnieniem.

Pokazuję siebie, bo lubię siebie

Publikowanie własnych zdjęć w internecie jest jedną z form autoprezentacji, czyli świadomego lub mniej świadomego pokazywania innym tego, jak chcemy być postrzegani. Nie jest to nic niezwykłego ani charakterystycznego wyłącznie dla portali naturystycznych. Każdego dnia ludzie wybierają zdjęcia z wakacji, rodzinnych spotkań, spacerów czy codziennych aktywności. Zastanawiają się, które ujęcie najlepiej oddaje chwilę, na którym korzystniej wyglądają i które warto zachować lub pokazać innym.

W przypadku fotografii naturystycznych dochodzi jeszcze jeden element – własne ciało. Autorka zdjęcia może zdecydować, jak je zaprezentuje, jaki wybierze kadr, światło, tło czy miejsce. Może pokazać się na plaży, w ogrodzie, podczas wypoczynku albo w domowym zaciszu. Czasem zależy jej na uchwyceniu naturystycznej atmosfery, innym razem po prostu podoba jej się konkretna fotografia. Wybiera ją, ponieważ dobrze się na niej czuje i lubi efekt końcowy.

Warto dostrzec w tym zwyczajną przyjemność tworzenia własnego wizerunku. Nie każda fotografia musi być komunikatem skierowanym do odbiorców. Nie każde zdjęcie jest próbą zwrócenia na siebie uwagi, a już na pewno nie każde stanowi zaproszenie do nawiązania znajomości. Czasami ktoś robi zdjęcie, ogląda je później i myśli: „Podoba mi się. Chcę je pokazać”. I właściwie na tym kończy się cała historia.

Nie oznacza to oczywiście, że sposób prezentacji nie ma znaczenia. Przeciwnie, badania pokazują, że autoprezentacja w mediach społecznościowych może być bardziej lub mniej przemyślana. Shilei Chen, Wijnand van Tilburg i Patrick Leman analizowali między innymi związki między samouprzedmiotowieniem, motywacją uzyskania aprobaty i sposobem prezentowania siebie w internecie. W czterech badaniach zaobserwowali, że silniejsze samouprzedmiotowienie wiązało się z bardziej strategiczną autoprezentacją, a część tego związku można było wyjaśnić większą motywacją do uzyskania akceptacji.[2]

Warto jednak dobrze zrozumieć, czego te badania nie mówią. Nie dowodzą, że każda kobieta starannie wybierająca zdjęcie kieruje się potrzebą aprobaty ani że świadome prezentowanie własnego ciała jest czymś nieautentycznym. Nie pozwalają też ocenić motywacji konkretnej użytkowniczki portalu naturystycznego. Pokazują raczej, że za podobnym zachowaniem – publikowaniem zdjęć – mogą stać różne procesy psychologiczne. Jedna osoba może mocno przejmować się oceną odbiorców, inna po prostu lubić fotografię, a jeszcze inna łączyć obie te rzeczy.

W przypadku naturyzmu warto przywołać również badania Keona Westa, który analizował związki uczestnictwa w aktywnościach naturystycznych z obrazem własnego ciała, samooceną i satysfakcją z życia. W trzech badaniach, obejmujących między innymi dużą próbę przekrojową oraz dwa badania prospektywne, zaobserwowano pozytywne związki między aktywnością naturystyczną a tymi obszarami dobrostanu.[3] To interesujący wynik, ponieważ przypomina, że kontakt z własną nagością i nagością innych ludzi może mieć znaczenie dla sposobu postrzegania ciała.

Trzeba jednak zachować ważne rozróżnienie: uczestnictwo w naturystycznych aktywnościach nie jest tym samym co publikowanie nagich fotografii w internecie. Badania Westa nie odpowiadają na pytanie, dlaczego kobiety zamieszczają zdjęcia na portalach społecznościowych. Mogą natomiast stanowić szerszy kontekst do rozmowy o akceptacji ciała i swobodzie jego pokazywania.

Dla części kobiet portal naturystyczny może być właśnie taką przestrzenią – miejscem, w którym nie muszą ukrywać swojego ciała ani tłumaczyć się z tego, że chcą je pokazać. Mogą publikować fotografie, ponieważ lubią swoje ciało, dobrze czują się z własną nagością albo zwyczajnie cieszy je możliwość dzielenia się zdjęciami z innymi osobami o podobnych zainteresowaniach.

I nie ma powodu, by każdą taką aktywność od razu analizować w poszukiwaniu ukrytej potrzeby uznania. Czasami za zdjęciem stoi rozbudowana motywacja, czasami kilka różnych powodów, a czasami bardzo prosta myśl: „Podoba mi się, jak wyglądam na tej fotografii”.

Można świadomie pokazywać swoje ciało, lubić efekt własnych zdjęć i czuć się z tym dobrze. Nie trzeba przy tym ani szukać potwierdzenia własnej wartości, ani zabiegać o czyjeś zainteresowanie.

Komplement, flirt, znajomość – trzy różne rzeczy

W kontaktach internetowych łatwo pomylić kilka zachowań, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się podobne. Ktoś zwraca uwagę na atrakcyjne zdjęcie, ktoś inny pisze komplement, jeszcze ktoś próbuje nawiązać flirt. Czasami z takiej wymiany zdań rodzi się znajomość, ale wcale nie musi tak być. To nie są kolejne etapy jednej, obowiązkowej drogi prowadzącej do bliższej relacji.

Zauważenie czyjejś atrakcyjności jest czymś naturalnym. Możemy uznać, że ktoś ma piękną sylwetkę, ciekawą urodę albo świetnie prezentuje się na fotografii. Komplement jest już sposobem wyrażenia tej opinii. Pisząc „Pięknie wyglądasz” albo „Bardzo udane zdjęcie”, dajemy drugiej osobie znać, że coś nam się spodobało. Nie musi się za tym kryć żadna dalsza intencja.

Flirt to już nieco inna forma kontaktu. Pojawia się w nim element wzajemnego zainteresowania, lekkości, czasem żartu, aluzji czy subtelnego sprawdzania, czy druga strona również ma ochotę na taką wymianę. Ale nawet flirt nie musi oznaczać poszukiwania związku, romansu czy spotkania. Może być po prostu przyjemną formą rozmowy, która pozostaje w granicach przyjętych przez obie osoby.

Jeszcze czymś innym jest próba nawiązania znajomości. To może oznaczać chęć prowadzenia regularnych rozmów, poznania czyichś zainteresowań, wymiany doświadczeń naturystycznych, a czasem również spotkania poza portalem. I tutaj także nie ma jednego scenariusza. Jedni szukają przyjaźni, inni partnera do wspólnych wyjazdów, a jeszcze inni po prostu lubią poznawać nowych ludzi.

Problem zaczyna się wtedy, gdy te różne zachowania traktujemy jako wzajemnie powiązane sygnały.

Wyobraźmy sobie prostą sytuację. Ktoś pisze pod zdjęciem kobiety: „Pięknie wyglądasz”. Autorka odpowiada: „Dziękuję, bardzo mi miło”. Dla niej może to być cała rozmowa. Otrzymała komplement, podziękowała i wróciła do swoich zajęć. Nie ma w tym żadnej ukrytej deklaracji.

Komentujący może jednak odebrać tę odpowiedź inaczej. Skoro kobieta odpisała, była uprzejma, może nawet dodała uśmiechniętą emotikonę, uznaje, że pojawiła się szansa na dalszy kontakt. Pisze więc kolejną wiadomość, zadaje pytanie, próbuje rozwinąć rozmowę. Nie musi mieć złych intencji. Po prostu inaczej odczytał sytuację.

I tak oto dwie osoby uczestniczą w tej samej wymianie zdań, ale każda może widzieć w niej coś innego.

Oczywiście możliwy jest również odwrotny scenariusz. Kobieta może świadomie flirtować, żartować, cieszyć się lekką grą słowną, a jednocześnie nie mieć najmniejszej ochoty na bliższą znajomość. Może też chętnie rozmawiać z jednym użytkownikiem, a na wiadomości od innych nie odpowiadać. Nie musi to być niekonsekwencja. Po prostu zainteresowanie konkretną osobą nie oznacza zainteresowania wszystkimi.

Warto więc przestać traktować każdy miły gest jak zaproszenie do wykonania kolejnego kroku. Komplement nie jest obietnicą rozmowy, odpowiedź nie musi oznaczać flirtu, a flirt nie stanowi zobowiązania do rozwijania relacji.

Między „podobasz mi się”, „miło mi to słyszeć” a „chcę cię bliżej poznać” istnieją różnice, których nie warto zacierać. Właśnie ich dostrzeganie pozwala uniknąć wielu nieporozumień, zanim zwykła, sympatyczna wymiana zdań zacznie być źródłem rozczarowania którejś ze stron.

Nie każda kobieta szuka znajomości

Kobiety obecne na portalach naturystycznych nie tworzą jednej grupy o jednakowych oczekiwaniach. Łączy je zainteresowanie naturyzmem lub samą społecznością, ale powody, dla których zakładają profile, publikują zdjęcia, komentują i uczestniczą w życiu portalu, mogą być bardzo różne. Próba sprowadzenia ich wszystkich do jednego motywu byłaby sporym uproszczeniem.

Dla jednej kobiety najważniejsza może być fotografia. Lubi robić zdjęcia, wybierać ciekawe kadry, pokazywać swoje ciało i dzielić się efektami z innymi. Nie musi przy tym szukać nowych znajomości. Sama możliwość prezentowania siebie i oglądania reakcji społeczności może być dla niej wystarczająco atrakcyjną częścią aktywności.

Inna użytkowniczka traktuje portal przede wszystkim jako miejsce wymiany naturystycznych doświadczeń. Chętnie ogląda relacje z plaż, wyjazdów i spotkań, dzieli się własnymi wspomnieniami, pyta o ciekawe miejsca i czyta komentarze osób o podobnych zainteresowaniach. Nie fotografia jest dla niej najważniejsza, lecz możliwość uczestniczenia w społeczności, w której naturyzm nie wymaga długich wyjaśnień.

Są też kobiety, które rzeczywiście lubią poznawać nowych ludzi. Nawiązują znajomości, prowadzą rozmowy, utrzymują kontakty, czasem umawiają się na wspólne wyjazdy lub spotkania. Dla nich portal może być sposobem na poszerzenie kręgu znajomych i znalezienie osób, z którymi dzielą podobny styl wypoczynku czy zainteresowania.

Nie zapominajmy również o kobietach pozostających w udanych związkach. Mają partnerów, wspólne życie, przyjaciół i własny krąg towarzyski. Nie szukają kolejnej relacji, ponieważ zwyczajnie nie odczuwają takiej potrzeby. Mogą jednak aktywnie uczestniczyć w życiu portalu, publikować zdjęcia, komentować wpisy i cieszyć się zainteresowaniem innych użytkowników. Ich obecność nie musi oznaczać poszukiwania kogokolwiek.

Oczywiście te motywacje nie są sztywnymi kategoriami. Jedna kobieta może jednocześnie lubić fotografię, dzielić się naturystycznymi doświadczeniami, cieszyć się komplementami i poznawać nowe osoby. Inna może początkowo szukać przede wszystkim informacji o naturystycznych miejscach, a z czasem nawiązać wartościowe znajomości. Jeszcze inna może przez lata korzystać z portalu w podobny sposób i nie mieć ochoty niczego zmieniać.

Podobne zróżnicowanie można dostrzec z perspektywy administracyjnej naturysci.org. Obserwując aktywność użytkowniczek, widać, że nie wszystkie uczestniczą w życiu społeczności w ten sam sposób. Jedne częściej publikują fotografie, inne angażują się w dyskusje, komentują relacje lub dzielą się doświadczeniami, a jeszcze inne pozostają obecne, choć ich aktywność jest mniej widoczna. Nie sposób jednak na tej podstawie jednoznacznie określić ich prywatnych motywacji. Publiczna aktywność pokazuje tylko część tego, co dzieje się za profilem.

I chyba właśnie o tym warto pamiętać: kobieta nie musi mieć jednego, łatwego do odgadnięcia powodu, dla którego korzysta z portalu. Nie musi też realizować oczekiwań osób, które oglądają jej zdjęcia lub komentują wpisy.

Jedna publikuje, bo lubi fotografię. Druga, bo chce dzielić się naturyzmem. Trzecia, bo lubi ludzi. A jeszcze inna po prostu dobrze czuje się w społeczności, do której należy. Żadna z tych motywacji nie jest lepsza ani gorsza.

Dużo zainteresowania nie oznacza dostępności

Popularne kobiece profile potrafią przyciągać naprawdę dużo uwagi. Pod zdjęciami pojawiają się komentarze, reakcje, gratulacje, komplementy, a obok nich prywatne wiadomości. Dla autorki może to być miłe potwierdzenie, że jej obecność jest zauważana. Może cieszyć się zainteresowaniem, odpisywać na wybrane komentarze i chętnie uczestniczyć w życiu społeczności.

Nie oznacza to jednak, że każda kolejna wiadomość będzie dla niej równie przyjemna. Kilka miłych słów potrafi poprawić humor, ale kilkanaście podobnych wiadomości dziennie może już stać się obowiązkiem, na który zwyczajnie brakuje czasu i ochoty. Zainteresowanie, które początkowo cieszy, w nadmiarze może męczyć. Zwłaszcza gdy zaczyna się pojawiać oczekiwanie, że autorka zdjęcia powinna każdemu poświęcić chwilę uwagi.

A przecież nie musi.

Warto przypomnieć sobie o czymś pozornie oczywistym: prywatna wiadomość wysłana do drugiej osoby nie tworzy automatycznie obowiązku odpowiedzi. Ktoś może napisać komplement, zadać pytanie albo zaproponować rozmowę. Może zrobić to z sympatii, ciekawości lub szczerej chęci poznania drugiej osoby. Nie ma w tym niczego niewłaściwego. Wielu mężczyzn próbuje w ten sposób nawiązać kontakt bez żadnych złych intencji.

Jednak decyzja o podjęciu rozmowy należy do adresatki. Może odpowiedzieć, jeśli ma ochotę. Może odłożyć wiadomość na później, a nawet całkowicie ją zignorować. Nie musi też tłumaczyć się z tego, dlaczego odpisała jednej osobie, a drugiej nie. Wybieranie rozmówców jest zwyczajną częścią korzystania z portalu społecznościowego.

Jeszcze ważniejsza jest granica między pokazywaniem własnego ciała a dostępnością dla innych. Publikowanie nagich fotografii nie oznacza zgody na seksualizowanie każdej rozmowy, otrzymywanie erotycznych propozycji czy przenoszenie kontaktu do prywatnych wiadomości. Kobieta może swobodnie prezentować swoją nagość, a jednocześnie nie mieć ochoty na flirt. Może cieszyć się komplementem, ale nie życzyć sobie pytań o intymne szczegóły. Może pokazywać swoje ciało, nie zapraszając nikogo do przekraczania osobistych granic.

To rozróżnienie jest szczególnie istotne w społeczności, w której fotografia nagiego ciała stanowi jedną z naturalnych form aktywności. Łatwo bowiem pomylić otwartość w prezentowaniu nagości z otwartością na każdy rodzaj kontaktu. Tymczasem są to dwie zupełnie różne sprawy.

Nie oznacza to, że zainteresowanie ze strony mężczyzn jest czymś niewłaściwym. Komplement, uprzejma wiadomość czy próba nawiązania znajomości mogą być całkowicie naturalne. Ważne jest jednak, by pamiętać, że druga osoba ma prawo nie podzielać naszego zainteresowania. Brak odpowiedzi nie musi być afrontem, a odmowa dalszej rozmowy nie jest oceną czyjejś wartości.

Warto też spojrzeć na tę sytuację z obu stron. Mężczyzna może być szczerze zainteresowany kobietą, której zdjęcia ogląda, i mieć nadzieję na poznanie jej bliżej. To zrozumiałe. Ale sama nadzieja nie tworzy zobowiązania po drugiej stronie.

Można otrzymywać dziesiątki komplementów, cieszyć się zainteresowaniem i nadal samodzielnie decydować, komu otworzy się drzwi do prywatnej rozmowy. Bo widoczność w internecie nie oznacza dostępności, a pokazanie ciała nie oznacza oddania innym prawa do własnej uwagi.

Kiedy nasze oczekiwania się rozmijają

W internecie bardzo łatwo znaleźć się w sytuacji, w której dwie osoby uczestniczą w tej samej rozmowie, ale każda z nich oczekuje czegoś zupełnie innego. Nie musi dochodzić do kłótni, nieporozumienia ani żadnego wyraźnego konfliktu. Czasami wystarczy kilka zdań, którym obie strony przypisują odmienne znaczenie.

Wyobraźmy sobie mężczyznę, który ogląda zdjęcie atrakcyjnej kobiety. Fotografia mu się podoba, więc zostawia komentarz: „Ślicznie wyglądasz”. Być może liczy na odpowiedź, może chciałby rozpocząć rozmowę, a może po prostu ma nadzieję, że zostanie zauważony. Nie musi to być żadna wyrachowana strategia. Zwyczajnie spodobała mu się kobieta i chciał dać jej o tym znać.

Autorka zdjęcia czyta komentarz, uśmiecha się i idzie dalej. Odbiera go jako miły gest, ale nie widzi w nim początku żadnej znajomości. Nie zastanawia się, czy powinna podtrzymać rozmowę, ponieważ dla niej sprawa jest prosta: ktoś powiedział coś miłego, więc dobrze. Być może nawet nie zauważa, że komentujący oczekiwał czegoś więcej.

Z perspektywy mężczyzny sytuacja może wyglądać inaczej. Jeśli odpowiedzi nie ma, może pomyśleć, że został zignorowany. Jeśli kobieta odpisze „Dziękuję 😊”, może uznać, że nawiązał się kontakt i warto napisać coś jeszcze. Gdy rozmowa będzie kontynuowana, być może zacznie odczytywać ją jako flirt.

Tymczasem kobieta może wciąż uważać, że prowadzi zwyczajną, uprzejmą rozmowę.

Nie oznacza to automatycznie, że któraś ze stron zachowuje się niewłaściwie. Mężczyzna może mieć nadzieję na znajomość, kobieta może nie mieć takiej potrzeby. Jedno nie jest niczym złym, podobnie jak drugie. Kłopot pojawia się wtedy, gdy zaczynamy traktować własne oczekiwania jako coś, co druga osoba powinna rozpoznać i podzielać.

Warto zauważyć, że podobne sytuacje mogą działać również w drugą stronę. Kobieta może świadomie próbować nawiązać bliższy kontakt, podczas gdy mężczyzna traktuje jej aktywność jako zwykłą koleżeńską rozmowę. Różnica polega nie na płci, lecz na indywidualnym sposobie odczytywania sygnałów i oczekiwaniach, jakie każdy z nas wnosi do internetowych kontaktów.

Na portalach naturystycznych dodatkowym utrudnieniem może być sama obecność nagich fotografii. Dla jednej osoby są one naturalną częścią społeczności, dla innej mogą być przede wszystkim wyrazem atrakcyjności autora lub autorki. Kiedy do tego dochodzą komplementy, emotikony i prywatne wiadomości, łatwo zbudować sobie obraz sytuacji, który niekoniecznie odpowiada intencjom drugiej strony.

Nie mamy przecież bezpośredniego dostępu do cudzych myśli. Nie wiemy, czy ktoś odpowiada z sympatii, uprzejmości, zainteresowania tematem, czy może dlatego, że rzeczywiście chciałby nas bliżej poznać. Możemy próbować odczytywać sygnały, ale nie powinniśmy traktować własnej interpretacji jak pewnika.

Być może właśnie dlatego w internetowych społecznościach tak ważne jest, aby nie dopisywać innym intencji na podstawie pojedynczego komentarza czy krótkiej rozmowy. Nie każda uprzejmość jest flirtem, nie każdy komplement jest próbą zdobycia czyjejś uwagi, a nie każda sympatyczna wymiana zdań prowadzi do znajomości.

Czasami nie ma żadnego odrzucenia ani ukrytej gry. Są po prostu dwie osoby, które inaczej wyobrażają sobie znaczenie tej samej rozmowy.

Kobiece profile i nierównomierny rozkład zainteresowania

Obserwując życie portalu naturystycznego, trudno nie zauważyć pewnej dysproporcji. Niektóre kobiece profile przyciągają znacznie więcej uwagi niż przeciętne profile męskie. Pod ich zdjęciami pojawia się wiele komentarzy, reakcji i komplementów. Podobne fotografie opublikowane przez mężczyzn mogą przejść niemal bez echa, choć wcale nie muszą być mniej interesujące czy starannie przygotowane.

Nie jest to zjawisko, które można sprowadzić do jednej prostej przyczyny. Znaczenie może mieć atrakcyjność konkretnej osoby, sposób prowadzenia profilu, jakość publikowanych zdjęć, aktywność w społeczności, a także oczekiwania i przyzwyczajenia samych odbiorców. Niektóre kobiece fotografie wzbudzają po prostu większe zainteresowanie, co z czasem może dodatkowo zwiększać widoczność danego profilu.

Z perspektywy administracyjnej naturysci.org można obserwować, jak bardzo różnią się pod tym względem poszczególne konta. Jedne publikacje szybko zbierają komentarze i reakcje, inne pozostają niemal niezauważone. Nie dotyczy to zresztą wyłącznie kobiet. Są mężczyźni, których profile również cieszą się dużą popularnością, ale w codziennym funkcjonowaniu społeczności zainteresowanie nie rozkłada się równomiernie.

Warto przy tym pamiętać, że są to obserwacje dotyczące naszej społeczności, a nie wyniki reprezentatywnych badań nad wszystkimi portalami naturystycznymi. Nie możemy na ich podstawie stwierdzić, że identyczne proporcje występują w każdym miejscu skupiającym osoby zainteresowane naturyzmem. Możemy jednak zauważyć pewną prawidłowość w codziennym życiu naszego portalu.

Duża liczba reakcji może być dla autorki profilu przyjemna. Miło jest widzieć, że zdjęcia spotykają się z zainteresowaniem, że ktoś pamięta o kolejnych publikacjach, że pod fotografią pojawiają się sympatyczne komentarze. Dla niektórych kobiet może to być dodatkowa motywacja do aktywności i dzielenia się kolejnymi zdjęciami.

Ale popularność ma również drugą stronę. Więcej komentarzy oznacza więcej osób, które chcą zwrócić na siebie uwagę. Więcej wiadomości może oznaczać konieczność dokonywania kolejnych wyborów: komu odpowiedzieć, z kim porozmawiać, a które kontakty pozostawić bez dalszego ciągu. To, co dla obserwatora wygląda jak przyjemność z bycia podziwianą, dla samej użytkowniczki może czasem oznaczać całkiem sporo dodatkowej uwagi i energii.

Jest też jeszcze jedna rzecz, o której łatwo zapomnieć. Liczba komentarzy nie mówi nam, ile wartościowych relacji udało się nawiązać. Profil może mieć setki reakcji, a jego właścicielka może nie utrzymywać bliższych kontaktów z większością osób, które zostawiły pod zdjęciami komplement. Z drugiej strony ktoś, kto publikuje rzadko i otrzymuje niewiele komentarzy, może mieć na portalu kilku naprawdę dobrych znajomych.

Popularność i bliskość to przecież dwie różne sprawy. Pierwsza jest widoczna na ekranie, druga często pozostaje poza zasięgiem publicznych statystyk.

Dlatego nie warto oceniać aktywności kobiet wyłącznie przez pryzmat liczby reakcji, jakie otrzymują. Duże zainteresowanie nie musi oznaczać, że ktoś szuka coraz większej uwagi, podobnie jak niewielka liczba komentarzy nie świadczy o braku zainteresowania życiem społeczności.

Można mieć bardzo popularny profil i niewiele prywatnych znajomości. Można też mieć skromną obecność na portalu i czerpać z niej naprawdę dużo satysfakcji. A liczby widoczne pod zdjęciem nie zawsze opowiadają najważniejszą część tej historii.

Można lubić być podziwianą i nie chcieć być zdobywaną

Wróćmy do kobiety, która na początku naszego felietonu opublikowała swoje zdjęcie. Otrzymała kilka komplementów, przeczytała miłe komentarze, może nawet uśmiechnęła się do ekranu. Być może następnego dnia dodała kolejną fotografię. Czy przez ten czas zmieniło się coś w jej oczekiwaniach? Niekoniecznie. Nadal może po prostu lubić pokazywać siebie i cieszyć się tym, że inni dostrzegają jej atrakcyjność.

W całej tej historii warto oddzielić od siebie dwie potrzeby, które często niesłusznie traktujemy jako jedną. Pierwsza to potrzeba uznania – świadomość, że jesteśmy zauważani, podobamy się innym i spotykamy się z pozytywnym odbiorem. Druga to potrzeba bliskości, czyli chęć nawiązania relacji, poznania kogoś, flirtowania lub wejścia w bardziej osobisty kontakt. Mogą występować razem, ale nie muszą.

Kobieta może być zadowolona ze swojego wyglądu, lubić fotografowanie i publikowanie zdjęć, a jednocześnie nie poszukiwać żadnej nowej znajomości. Może cieszyć się komplementami, ale nie mieć ochoty na prywatne rozmowy. Może również flirtować, nie planując związku ani spotkania. Każda z tych sytuacji jest możliwa i żadna nie wymaga dodatkowego usprawiedliwienia.

Warto też pamiętać, że aktywność w portalu społecznościowym nie jest umową, której warunki ustalają odbiorcy publikowanych treści. To, że ktoś pokazuje swoje nagie ciało, nie oznacza, że udostępnia innym swoją prywatność, czas czy emocje. To, że odpowiada na komplement, nie jest obietnicą dalszego kontaktu. A fakt, że otrzymuje dużo zainteresowania, nie oznacza, że musi je odwzajemniać.

Każdy ma prawo samodzielnie decydować, jak chce uczestniczyć w społeczności. Jedni chętnie poznają nowych ludzi, inni wolą ograniczyć kontakty do komentarzy pod zdjęciami, a jeszcze inni traktują portal przede wszystkim jako miejsce dzielenia się naturystycznymi doświadczeniami. Nie ma jednego właściwego sposobu korzystania z takiej przestrzeni.

Nie chodzi również o to, by odbierać mężczyznom prawo do okazywania zainteresowania. Komplementy, sympatyczne wiadomości i próby nawiązania znajomości są naturalną częścią życia społeczności. Ważne jednak, aby pamiętać, że zainteresowanie jednej osoby nie tworzy automatycznie zobowiązania po drugiej stronie. Możemy kogoś podziwiać, ale nie możemy oczekiwać, że sam fakt naszego zainteresowania zostanie odwzajemniony.

Być może najważniejsza lekcja z tego felietonu jest więc bardzo prosta: nie wszystko, co wygląda jak zachęta, jest zaproszeniem do bliższej relacji. Czasami zdjęcie jest tylko zdjęciem, komplement pozostaje komplementem, a uśmiechnięte „dziękuję” oznacza dokładnie tyle, ile mówi.

Można lubić, kiedy inni patrzą, niekoniecznie chcąc, żeby podchodzili bliżej.

I nie ma w tym żadnej sprzeczności. Jest po prostu miejsce na własne potrzeby, własne decyzje i własne granice. Bo prawo do pokazywania siebie nie oznacza obowiązku udostępniania innym swojej uwagi.

W następnym felietonie…

Skoro mówimy o atrakcyjności, podziwie i potrzebie bycia zauważonym, warto zadać sobie jeszcze jedno pytanie: czy zmienia się to wraz z wiekiem?

W kolejnym felietonie cyklu „Poza nagim ciałem” przyjrzymy się seksualności po czterdziestce i pięćdziesiątce. Porozmawiamy o tym, dlaczego potrzeba atrakcyjności, bliskości, zainteresowania i podziwu nie znika wraz z upływem lat. Zastanowimy się również, jak zmienia się nasze podejście do własnego ciała, relacji i seksualności oraz dlaczego dojrzałość wcale nie musi oznaczać rezygnacji z przyjemności, flirtu czy chęci podobania się innym.

Bo przecież metryka może się zmieniać, ale potrzeba bliskości, czułości i poczucia, że wciąż jesteśmy atrakcyjni, nie musi odchodzić razem z kolejnymi urodzinami.

Ankieta:

„Czy lubimy być podziwiani? Czy komplementy są dla nas po prostu miłym dodatkiem, czy czasem początkiem czegoś więcej? Jesteśmy ciekawi Waszego podejścia. Zapraszamy do udziału w ankiecie – bez dobrych i złych odpowiedzi”.

Przypisy:

[1] Mark R. Leary i in., „Calibrating the Sociometer: The Relationship Between Interpersonal Appraisals and State Self-Esteem”, Journal of Personality and Social Psychology, 1998, 74(5), s. 1290–1299, DOI: 10.1037/0022-3514.74.5.1290. Autorzy przedstawiają wyniki badań wskazujących na związek między ocenami interpersonalnymi a zmianami chwilowej samooceny. Koncepcja socjometru pomaga wyjaśnić, dlaczego reakcje innych mogą mieć dla nas znaczenie, ale nie oznacza, że każda osoba ciesząca się z uznania jest od niego zależna.

[2] Shilei Chen, Wijnand A. P. van Tilburg, Patrick J. Leman, „Women’s Self-Objectification and Strategic Self-Presentation on Social Media”, Psychology of Women Quarterly, 2023, 47(2), s. 266–282, DOI: 10.1177/03616843221143751. Badanie obejmowało cztery części, w których analizowano między innymi autoprezentację kobiet na Tinderze i Facebooku oraz zachowania związane z przygotowywaniem i edytowaniem zdjęć. Autorzy podkreślają związek samouprzedmiotowienia z bardziej strategiczną autoprezentacją, ale nie należy utożsamiać tego z każdą formą świadomego wyboru fotografii. 

[3] Keon West, „Naked and Unashamed: Investigations and Applications of the Effects of Naturist Activities on Body Image, Self-Esteem, and Life Satisfaction”, Journal of Happiness Studies, 2018, 19, s. 677–697, DOI: 10.1007/s10902-017-9846-1. Badania dotyczyły aktywności naturystycznych, a nie publikowania nagich zdjęć w internecie.

  • Więcej
Ankieta
Jak odbierasz zainteresowanie innych osób swoimi zdjęciami?
Komentarze (3)
    • Piękne są te felietony, wszystkie☺️

      • Nasza Celinka ma ten dar i umiejętność poprowadzenia czytelnika przez temat z gracją tancerki flamenco. Płynnie i namiętnie. Cóż rzec ... umiejętność składania słów w zdania, a zdań w opowieść, którą czyta się potem z przyjemnością i zainteresowaniem to dar. Nie każdy to ma. Dlatego czytajmy i analizujmy. Myślę, że największą nagrodą dla Celinki będzie chociaż kilka słów komentarza potwierdzającego, że poświęciliśmy chwilę by przeczytać i pomyśleć co przeczytaliśmy.

      • Kolejny świetny tekst. Mnie zawsze w tym temacie, szczególnie w ujęciu krajowym, interesowało zagadnienia jak dużo odwagi potrzeba u kobiety, by się na to zdecydować. Jednak publikacja nagiego zdjęcia w sieci to jest zdecydowanie więcej niż zrzucenie ręcznika na saunie czy stroju kąpielowego na plaży nudystów. Gdy do Polski przedostały się pierwsze przebłyski ruchu topfreedom to, na tyle ile udało mi się ogarnąć temat, nie było ani wśród celebrytek, ani wśród "zwykłych" kobiet odważnych na tyle, by przełamać tabu kobiecego biustu/sutków. I poniekąd to rozumiem. Choć też jest drugi ciekawy aspekt, mężczyznom zdecydowanie łatwiej jest publikować nagie zdjęcia w miejscach typu portale dla naturystów, ale też znacznie częściej ich nagość jest traktowana jako rodzaj ekshibicjonizmu. Myślę, że jak się przebrnie przez pierwszą warstwę szoku pod tytułem "naga kobieta!" to jednak potem następuje pewna deeskalacja i dostrzega się częściej w tym piękno ciała, naturalność, etc.. podczas gdy u facetów częściej szuka się motywacji typu "mhm, chciał pokazać kutasa innym, pewnie zboczeniec".

        Zaloguj się lub Załóż konto aby zobaczyć lub skomentować tę treść.
        Popularne wpisy
        Reklama