·   ·  73 wpisów
  •  ·  58 znajomych
  • 79 obserwujących

Kiedy kamera jest niewidoczna, znika też zgoda?

Okulary z kamerą a prywatność naturystów Wyobraź sobie, że leżysz spokojnie na plaży naturystycznej. Obok przechodzi ktoś w okularach przeciwsłonecznych. Nie trzyma telefonu, nie ma aparatu, nie kieruje w Twoją stronę żadnego widocznego urządzenia. Po prostu patrzy. Tylko skąd wiesz, że właśnie Cię nie nagrywa? Inteligentne okulary wyposażone w kamery coraz mniej przypominają urządzenia do fotografowania, a coraz bardziej zwykłe okulary. I właśnie dlatego stawiają przed nami pytanie, z którym naturyzm będzie musiał się wcześniej czy później zmierzyć: **czy można mówić o zgodzie, jeśli osoba nagrywana nie ma nawet możliwości dowiedzenia się, że jest nagrywana?** W świecie, w którym aparat można mieć na nosie, zasada „nie fotografujemy bez zgody” może wymagać napisania od nowa. Bo być może problemem nie jest już to, **czy ktoś robi zdjęcie**. Problemem jest to, **czy w ogóle jesteśmy w stanie zauważyć, że ktoś je robi**. Zapraszamy do dyskusji. Czy okulary z kamerą powinny mieć zakaz wstępu na plaże i do innych miejsc naturystycznych?

Zaczynamy od prostego pytania: czym właściwie jest zgoda?

Zanim zaczniemy zastanawiać się, czy inteligentne okulary powinny być wpuszczane na plażę naturystyczną, warto cofnąć się o jeden krok i zadać pozornie banalne pytanie: czym właściwie jest zgoda?

Bo w kontekście fotografowania często traktujemy ją bardzo umownie. Ktoś wyciąga telefon, kieruje go w naszą stronę i robi zdjęcie. Jeżeli zauważymy, że aparat jest skierowany na nas, możemy zaprotestować. Możemy powiedzieć „nie”. Możemy zapytać, po co zdjęcie jest robione. Możemy poprosić o jego usunięcie.

Mamy przynajmniej możliwość zareagowania na sytuację, o której wiemy, że ma miejsce.

W świecie naturystycznym ta zasada jest szczególnie ważna. Przychodząc na plażę, kemping czy inne miejsce przeznaczone dla naturystów, nie zakładamy przecież, że ktoś będzie nas fotografował tylko dlatego, że znaleźliśmy się w zasięgu jego aparatu. Wręcz przeciwnie — oczekujemy od innych poszanowania określonych zasad i naszej prywatności.

Dlatego zgoda nie powinna oznaczać jedynie:

„Nie powiedziałem, że nie.”

Prawdziwa zgoda wymaga czegoś więcej — przede wszystkim świadomości tego, na co właściwie się zgadzamy.

Wyobraźmy sobie klasyczną sytuację.

Telefon:

„Chcę zrobić zdjęcie. Mogę?”

Wiemy, czego dotyczy pytanie. Wiemy, że aparat jest skierowany w naszą stronę. Możemy odpowiedzieć „tak” albo „nie”.

A teraz zmieńmy tylko jeden element.

Okulary z kamerą:

„…?”

Osoba stojąca obok może nie mieć pojęcia, że w okularach znajduje się kamera. Nie widzi telefonu. Nie widzi aparatu. Nie musi nawet podejrzewać, że właśnie stała się częścią nagrania.

I tutaj pojawia się zasadnicza różnica.

Jak mamy wyrazić zgodę albo jej odmówić, jeżeli nie wiemy, że w ogóle jesteśmy o nią „pytani”?

To nie jest już tylko kwestia tego, czy ktoś przestrzega regulaminu. To problem znacznie bardziej podstawowy — czy osoba nagrywana ma realną możliwość podjęcia świadomej decyzji?

Można oczywiście powiedzieć: „Przecież nikt nie wyraził sprzeciwu”.

Tylko że brak sprzeciwu nie zawsze oznacza zgodę.

Jeżeli nie zauważyliśmy aparatu, nie wiedzieliśmy o nagrywaniu i nie mieliśmy możliwości powiedzenia „nie”, trudno uznać, że świadomie zaakceptowaliśmy sytuację.

I właśnie tutaj zaczyna się problem, który inteligentne okulary mogą postawić przed naturyzmem.

Przez lata zasada była stosunkowo prosta:

kamera była widoczna → można było zauważyć nagrywanie → można było zaprotestować.

Teraz kamera może znajdować się w czymś, co wygląda jak zwykłe okulary.

A jeśli urządzenie rejestrujące obraz przestaje być rozpoznawalne jako kamera, pojawia się pytanie, którego wcześniej nie musieliśmy sobie zadawać:

Czy zgoda nadal jest zgodą, jeżeli osoba, której dotyczy, nawet nie wie, że powinna jej udzielić?

I być może właśnie od tego pytania powinniśmy rozpocząć całą dyskusję o okularach z kamerą w miejscach naturystycznych.

Od telefonu do okularów – technologia zrobiła mały, ale ważny krok

Technologia fotografowania zmieniała się właściwie cały czas. Najpierw był aparat, który trzeba było wyciągnąć, ustawić i trzymać w rękach. Później pojawiły się telefony z aparatami, które sprawiły, że fotografowanie stało się czymś zupełnie codziennym. Następnie przyszły małe kamery, kamery sportowe, urządzenia noszone na ciele i coraz bardziej miniaturowe aparaty.

Można by tę ewolucję zapisać bardzo prosto:

aparat → telefon → mała kamera → kamera sportowa → smartfon → okulary z kamerą.

Oczywiście każde z tych urządzeń ma inne zastosowanie i nie każde służy wyłącznie do fotografowania. Jedno jednak przez długi czas pozostawało wspólne:

kamerę dało się zauważyć.

Jeżeli ktoś chciał zrobić nam zdjęcie aparatem, musiał go wyjąć.

Jeżeli korzystał ze smartfona, musiał trzymać go w ręce i najczęściej skierować w określoną stronę.

Jeżeli używał małej kamery sportowej, musiał ją gdzieś zamontować.

Nawet jeżeli nie zawsze mogliśmy mieć pewność, że właśnie jesteśmy fotografowani, zazwyczaj mogliśmy przynajmniej zauważyć urządzenie, które potencjalnie mogło nas nagrywać.

A potem pojawiły się okulary wyposażone w kamerę.

I tutaj technologia zrobiła mały, ale bardzo ważny krok.

Bo okulary nie trzeba wyciągać z kieszeni.

Nie trzeba ich trzymać w dłoni.

Nie trzeba ich specjalnie ustawiać przed twarzą.

Można je po prostu założyć rano i nosić przez cały dzień.

Można w nich spacerować, rozmawiać, podróżować, zwiedzać, uprawiać sport czy spotykać się ze znajomymi. Dla użytkownika jest to bardzo wygodne rozwiązanie. Kamera jest zawsze pod ręką — a właściwie zawsze na nosie.

I właśnie dlatego nie warto przedstawiać tej technologii jako jakiegoś futurystycznego potwora.

Inteligentne okulary mogą być naprawdę przydatne. Mogą pozwalać na wykonywanie zdjęć bez wyciągania telefonu, nagrywanie własnych doświadczeń, korzystanie z różnych funkcji bez sięgania po dodatkowe urządzenie czy po prostu dokumentowanie ciekawych chwil.

Dla użytkownika wszystko może wyglądać bardzo niewinnie:

„Mam okulary. Chcę zrobić zdjęcie. Naciskam przycisk.”

Problem zaczyna się jednak z drugiej strony.

Bo osoba znajdująca się obok niekoniecznie widzi to samo.

Dla niej może to być po prostu człowiek w okularach przeciwsłonecznych.

I właśnie tutaj zmienia się charakter całego problemu.

W przypadku telefonu czy aparatu możemy przynajmniej próbować odpowiedzieć na pytanie:

„Czy ten człowiek właśnie robi zdjęcie?”

W przypadku okularów z kamerą pytanie może brzmieć:

„Czy ten człowiek w ogóle ma możliwość robienia mi zdjęcia?”

A odpowiedź może być dla nas niewidoczna.

To szczególnie istotne w miejscach, w których ludzie mają uzasadnione oczekiwanie prywatności. Plaża naturystyczna nie jest przecież zwykłym miejscem publicznym, gdzie przypadkowa fotografia przechodnia może być po prostu częścią szerszego obrazu ulicy.

Tutaj ludzie świadomie odsłaniają swoje ciała, ponieważ ufają, że pozostali uczestnicy przestrzegają określonych zasad.

I dlatego problemem nie jest samo urządzenie.

Problemem jest jego użycie w miejscu, w którym inni ludzie mają prawo oczekiwać, że nie będą potajemnie rejestrowani.

To ważne rozróżnienie.

Nie pytamy więc:

„Czy inteligentne okulary są złe?”

Pytamy:

„Czy urządzenie, którego kamera jest praktycznie niewidoczna dla otoczenia, pasuje do miejsc, w których podstawową zasadą jest fotografowanie wyłącznie za zgodą?”

Bo być może technologia właśnie zmieniła nie samą kamerę, ale coś znacznie ważniejszego:

naszą możliwość zauważenia, że kamera w ogóle się pojawiła.

A jeżeli nie widzimy kamery, to jak mamy wiedzieć, kiedy powiedzieć „nie”?

BanRay mówi: „Your face is not inventory”

Do tego momentu mówiliśmy o problemie ogólnie. Skąd jednak w ogóle wziął się pomysł, żeby przyjrzeć się bliżej okularom wyposażonym w kamery?

Jednym z punktów wyjścia jest BanRay.eu — inicjatywa, która zwraca uwagę na problem kamer umieszczanych w urządzeniach noszonych na co dzień, a w szczególności w inteligentnych okularach.

BanRay.eu

Ich przekaz jest bardzo prosty i jednocześnie mocno prowokacyjny:

„Your face is not inventory.”

Czyli:

„Twoja twarz nie jest towarem.”

To krótkie zdanie dobrze oddaje obawę, która stoi za całą dyskusją. Bo jeżeli ktoś nagrywa nas bez naszej wiedzy, problemem nie musi być wyłącznie samo zdjęcie czy film.

Problemem może być również to, co później stanie się z naszym wizerunkiem i innymi informacjami zarejestrowanymi przez urządzenie.

Nasza twarz.

Sylwetka.

Głos.

Sposób poruszania się.

Miejsce, w którym się znajdujemy.

Osoby, z którymi rozmawiamy.

A nawet to, co znajduje się w tle.

Wszystkie te elementy mogą być częścią nagrania, którego powstania nigdy nie zauważyliśmy.

I tutaj pojawia się pytanie znacznie szersze niż samo fotografowanie:

Czy nasze dane mogą stać się czymś, co ktoś zbiera, przechowuje lub przetwarza bez naszej wiedzy i zgody?

W przypadku zwykłego aparatu sprawa wydaje się stosunkowo prosta. Ktoś robi zdjęcie, zapisuje je na urządzeniu i może później zdecydować, co z nim zrobić.

W przypadku inteligentnych okularów dochodzi jednak kolejna warstwa technologii. Urządzenie może współpracować ze smartfonem, aplikacją czy innymi usługami. A wraz z rozwojem sztucznej inteligencji możliwości analizy obrazu stają się coraz większe.

I właśnie tego rodzaju konsekwencje są jednym z powodów, dla których BanRay postuluje znacznie dalej idące ograniczenia, a nawet zakazy stosowania okularów wyposażonych w kamery w określonych miejscach.

Trzeba jednak zachować tutaj pewną ostrożność.

BanRay jest inicjatywą aktywistyczną, a nie bezstronnym organem regulacyjnym czy instytucją naukową. Jej celem jest zwrócenie uwagi na zagrożenia związane z tą technologią i przekonanie ludzi oraz właścicieli różnych miejsc do jej ograniczania.

Dlatego nie musimy przyjmować wszystkich argumentów BanRay jako niepodważalnych.

Możemy natomiast zrobić coś znacznie ciekawszego:

potraktować je jako punkt wyjścia do własnej dyskusji.

Bo nawet jeżeli odrzucimy najbardziej alarmistyczne scenariusze, pozostaje pytanie, na które trudno odpowiedzieć jednym zdaniem:

Czy człowiek powinien mieć możliwość rejestrowania wizerunku innych osób za pomocą urządzenia, którego funkcji nagrywania te osoby nie są w stanie zauważyć?

A jeśli odpowiemy na to pytanie „nie”, pojawia się kolejne:

Czy w takim razie miejsca, w których prywatność ma szczególne znaczenie, powinny same ustanawiać ograniczenia dotyczące takich urządzeń?

I właśnie tutaj dyskusja BanRay zaczyna być szczególnie interesująca dla naturystów.

Bo o ile na ulicy możemy długo dyskutować o granicach prywatności, o tyle na plaży naturystycznej stawka jest zdecydowanie wyższa.

Tutaj nie chodzi już tylko o to, czy ktoś zobaczy naszą twarz na przypadkowym zdjęciu.

Chodzi o możliwość zarejestrowania nagiej osoby bez jej wiedzy.

I to prowadzi nas do miejsca, w którym naturystyczne zasady dotyczące fotografowania spotykają się z technologią, która została zaprojektowana właśnie po to, żeby być jak najmniej uciążliwa dla użytkownika.

Tylko czy wygoda jednej osoby może oznaczać utratę poczucia bezpieczeństwa przez drugą?

Bare Oaks zrobiło coś bardzo interesującego

Problem z fotografowaniem w miejscach naturystycznych nie pojawił się wraz z inteligentnymi okularami.

Tak naprawdę naturyści mierzą się z nim od dawna. Zmieniały się tylko narzędzia.

Bardzo ciekawy przykład znajdziemy w Bare Oaks Family Naturist Park w Kanadzie — miejscu, które od lat zwraca dużą uwagę na prywatność swoich gości.

Kiedyś sprawa była stosunkowo prosta. Jeżeli ktoś chciał zrobić zdjęcie, musiał wziąć aparat do ręki. Z czasem jednak aparat fotograficzny praktycznie zniknął z codziennego życia, a jego miejsce zajął smartfon.

I właśnie smartfon stworzył nowy problem.

Bo telefon, który jeszcze chwilę wcześniej służył do rozmowy, sprawdzania wiadomości czy przeglądania internetu, w każdej chwili może stać się aparatem.

Ktoś siedzi z telefonem w ręce.

Czy właśnie odpisuje na wiadomość?

Czy przegląda Facebooka?

Czy sprawdza pogodę?

Czy może właśnie robi zdjęcie?

Z zewnątrz nie zawsze da się to rozpoznać.

Bare Oaks przyjęło więc zasadę, że fotografowanie jest dozwolone tylko wtedy, gdy osoby znajdujące się w zasięgu aparatu wyraziły na to zgodę.

Ale pojawił się kolejny problem: jak rozpoznać, czy smartfon właśnie fotografuje?

Rozwiązanie było zaskakująco proste.

W 2019 roku wprowadzono jaskrawe osłony na obiektywy kamer telefonów.

Pomysł jest genialny właśnie dlatego, że nie próbuje walczyć z samą technologią.

Nie mówi:

„Zakazujemy smartfonów.”

Mówi raczej:

„Skoro telefon może być aparatem, sprawmy, żeby było widać, że kamera jest używana.”

To niewielka zmiana, ale z punktu widzenia prywatności bardzo istotna.

Bo użytkownik nadal może korzystać z telefonu.

Może zadzwonić.

Może napisać wiadomość.

Może sprawdzić pocztę.

Może korzystać z internetu.

Ale jeżeli chce fotografować, jego kamera staje się widoczna dla otoczenia.

I nagle mamy bardzo ciekawą historię rozwoju problemu.

2019

„Nie wiemy, czy telefon właśnie robi zdjęcie → oznaczmy kamerę.”

Rozwiązanie działa, ponieważ urządzenie nadal można łatwo rozpoznać.

Ale dzisiaj możemy postawić następne pytanie:

2026

„A co, jeśli kamera wygląda jak okulary?”

I tutaj kończy się prostota rozwiązania z 2019 roku.

Nie możemy przecież przykleić jaskrawej osłony na cały człowiek.

Nie możemy też zakładać, że każda para okularów przeciwsłonecznych jest urządzeniem nagrywającym.

Co więcej, sama osoba stojąca obok może nawet nie wiedzieć, że powinna zwrócić uwagę na okulary.

I właśnie dlatego przykład Bare Oaks jest tak ważny.

Pokazuje, że problem nie został przez nas wymyślony na potrzeby tego artykułu.

Środowisko naturystyczne już wcześniej musiało dostosowywać zasady prywatności do zmieniającej się technologii.

Najpierw problemem stały się aparaty.

Później smartfony.

Teraz pojawiają się urządzenia, w których kamera może być praktycznie niezauważalna.

A przecież możemy sobie wyobrazić, co będzie dalej.

Kamera w okularach.

Kamera w słuchawkach.

Kamera w zegarku.

Kamera w kolejnym urządzeniu, które z wyglądu nie będzie miało nic wspólnego z aparatem fotograficznym.

I być może właśnie dlatego warto już teraz zadać sobie pytanie:

Czy nasze zasady dotyczące fotografowania powinny być pisane z myślą o konkretnych urządzeniach, czy raczej o jednym prostym założeniu: osoba, która może zostać nagrana, powinna mieć możliwość wiedzieć o nagrywaniu i wyrazić albo odmówić zgody?

Bare Oaks próbowało rozwiązać problem niewidocznej kamery poprzez jej oznaczenie.

Ale inteligentne okulary stawiają przed nami znacznie trudniejsze zadanie.

Co zrobić, kiedy oznaczenie kamery przestaje być oczywiste, bo sama kamera przestaje wyglądać jak kamera?

Najważniejsze pytanie: czy dioda naprawdę rozwiązuje problem?

W tym momencie ktoś może powiedzieć:

„Ale przecież inteligentne okulary mają diodę informującą o nagrywaniu.”

I rzeczywiście — to ważny argument.

Producenci zdają sobie przecież sprawę z problemu prywatności. Jeżeli okulary wyposażone są w kamerę, użytkownik powinien mieć możliwość poinformowania otoczenia, że właśnie wykonuje zdjęcie albo nagrywa film. Dioda sygnalizacyjna ma być takim właśnie rozwiązaniem.

Brzmi rozsądnie.

Tylko czy rzeczywiście wystarczy?

Wyobraźmy sobie ponownie plażę naturystyczną.

Siedzimy kilka metrów od osoby w okularach. Rozmawiamy ze znajomymi, czytamy książkę albo po prostu odpoczywamy. Osoba w okularach spogląda w naszą stronę.

Czy zauważymy niewielką diodę?

Być może.

Ale równie dobrze możemy jej nie zauważyć.

I tu zaczyna się seria całkiem prostych pytań.

Czy osoba znajdująca się kilka metrów dalej będzie w stanie ją zobaczyć?

Czy będzie wiedziała, że właśnie zapaliła się dlatego, że kamera nagrywa?

Czy będzie wiedziała, gdzie dokładnie znajduje się dioda?

Czy będzie wiedziała, jak długo powinna się świecić?

Czy będzie w stanie odróżnić sygnał nagrywania od innych sygnałów urządzenia?

I wreszcie najważniejsze:

Czy będzie mogła mieć pewność, że kamera rzeczywiście nie nagrywa, kiedy dioda się nie świeci?

To ostatnie pytanie jest szczególnie istotne.

Bo osoba stojąca obok nie ma przecież dostępu do oprogramowania okularów. Nie widzi tego, co dzieje się wewnątrz urządzenia. Nie wie, czy kamera jest aktywna, czy właśnie wykonano zdjęcie, czy urządzenie zapisuje materiał, czy może korzysta z innej funkcji związanej z obrazem.

Musi po prostu zaufać sygnałowi.

A zaufanie jest bardzo ważne w naturyzmie.

Tyle że trudno budować poczucie bezpieczeństwa wyłącznie na założeniu:

„Jeżeli dioda się nie świeci, to na pewno nikt mnie nie nagrywa.”

Pojawia się również kolejny problem.

Co, jeśli użytkownik zasłoni urządzenie?

Co, jeśli kamera zostanie zaklejona, zasłonięta albo zmodyfikowana?

Co, jeśli ktoś korzysta z okularów innego producenta?

Co, jeśli pojawią się na rynku tanie urządzenia, które nie będą miały żadnego wyraźnego sygnału?

A przecież rozwój technologii nie zatrzyma się na jednej konkretnej marce.

Nawet jeżeli jeden producent zastosuje bardzo dobre zabezpieczenia, nie oznacza to, że wszystkie urządzenia dostępne na rynku będą działały w ten sam sposób.

I tutaj dochodzimy do ważnego rozróżnienia.

Dioda może informować.

Może powiedzieć:

„Uwaga, kamera jest aktywna.”

Ale informowanie otoczenia o nagrywaniu to jeszcze nie to samo, co uzyskanie zgody na nagrywanie.

Jeżeli ktoś zobaczy świecącą diodę i powie:

„Nie zgadzam się na fotografowanie.”

— mamy sytuację jasną. Osoba wie, co się dzieje i może podjąć decyzję.

Ale jeżeli dioda jest tak mała, że jej nie zauważyła?

Jeżeli nie wiedziała, że takie urządzenie może nagrywać?

Jeżeli nie wiedziała, co oznacza sygnał?

Czy możemy wtedy powiedzieć, że rzeczywiście miała możliwość świadomego wyrażenia sprzeciwu?

Dioda może informować. Ale informowanie nie jest tym samym co uzyskanie zgody.

I być może właśnie tutaj znajduje się największa różnica pomiędzy telefonem a inteligentnymi okularami.

Telefon można zobaczyć.

Aparat można zobaczyć.

Kamerę można zobaczyć.

Okulary z kamerą mogą wyglądać jak… zwykłe okulary.

A jeżeli chcemy, żeby zasada „fotografujemy tylko za zgodą” rzeczywiście działała, samo istnienie niewielkiej lampki może okazać się niewystarczające.

Bo zgoda nie powinna być ukryta w instrukcji obsługi urządzenia.

Powinna być czymś, co może zauważyć i zrozumieć również osoba, która znajduje się po drugiej stronie kamery.

Naturystyczna plaża to nie ulica

I tutaj dochodzimy do sedna całej sprawy.

Czy powinniśmy stosować dokładnie takie same zasady prywatności wszędzie?

Wyobraźmy sobie, że ktoś robi zdjęcie na ulicy. W tle może przypadkiem znaleźć się przechodzień. Może przejechać rowerzysta, przejść rodzina, ktoś może pojawić się na chwilę w kadrze.

Nie oznacza to automatycznie, że każda taka fotografia jest naruszeniem czyjejś prywatności.

Teraz przenieśmy tę samą sytuację na plażę naturystyczną.

Nagle wszystko wygląda trochę inaczej.

Osoba, która rozebrała się na plaży, świadomie znalazła się w miejscu, w którym obowiązuje określona kultura i określone zasady. Nie oznacza to oczywiście, że oczekuje całkowitej anonimowości. Wie, że inni ludzie ją widzą. Wie, że może zostać rozpoznana przez znajomego. Wie, że inni mogą z nią rozmawiać, spacerować obok niej czy usiąść na sąsiednim ręczniku.

Ale jest bardzo prawdopodobne, że oczekuje czegoś znacznie prostszego:

Że inni będą respektować zasady tego miejsca.

I to jest jedna z podstaw naturystycznej społeczności.

Kiedy przychodzimy na plażę naturystyczną, nie podpisujemy przecież formalnej umowy z każdym człowiekiem, którego tam spotkamy. Nie pytamy każdego z osobna:

„Czy obiecujesz, że nie zrobisz mi zdjęcia?”

Po prostu zakładamy, że obowiązują pewne zasady.

Nie fotografujemy innych bez ich zgody.

I właśnie dlatego trudno porównywać naturystyczną plażę ze zwykłą ulicą.

Na ulicy przypadkowe znalezienie się w kadrze może być czymś zupełnie naturalnym.

Na plaży naturystycznej nagość sama w sobie jest częścią świadomego wyboru miejsca, ale nie jest automatyczną zgodą na jej rejestrowanie.

To bardzo ważne rozróżnienie.

Ktoś może powiedzieć:

„Przecież skoro rozbierasz się publicznie, to musisz liczyć się z tym, że ktoś może Cię zobaczyć albo sfotografować.”

Ale to trochę tak, jakby powiedzieć:

„Skoro wszedłeś do restauracji, musisz się liczyć z tym, że ktoś może zabrać Ci talerz.”

Możliwość czegoś nie oznacza, że mamy na to zgodę.

Dlatego szczególne zasady dotyczące fotografowania możemy spotkać nie tylko na plażach naturystycznych.

Podobnego poziomu prywatności możemy oczekiwać na:

  • kempingu naturystycznym,
  • basenie,
  • saunie,
  • w przebieralni,
  • podczas prywatnego spotkania naturystycznego,
  • na imprezie lub zlocie naturystycznym.

W każdym z tych miejsc sytuacja jest trochę inna, ale wspólnym mianownikiem jest jedno:

ludzie mogą mieć uzasadnione oczekiwanie, że inni będą respektowali ich prywatność.

I właśnie dlatego zasada „nie fotografujemy bez zgody” jest czymś więcej niż zwykłym punktem regulaminu.

To element wzajemnego zaufania.

Kiedy rozbieramy się wśród innych ludzi, w pewnym sensie zawieramy z nimi niepisaną umowę:

„Ja szanuję Twoją prywatność, Ty szanujesz moją.”

Nie musimy znać się po imieniu.

Nie musimy być przyjaciółmi.

Nie musimy nawet ze sobą rozmawiać.

Wystarczy, że oboje wiemy, jakie zasady obowiązują w miejscu, które wybraliśmy.

I właśnie dlatego pojawienie się technologii, która pozwala rejestrować obraz w sposób trudny do zauważenia, może być dla tej niepisanej umowy szczególnie problematyczne.

Bo jeśli ktoś wyciąga aparat, możemy go zobaczyć.

Jeśli ktoś podnosi telefon i kieruje go w naszą stronę, możemy zareagować.

Ale jeśli ktoś po prostu przechodzi obok w okularach?

Czy nadal możemy ufać, że zasady są przestrzegane?

To pytanie jest znacznie ważniejsze niż samo pytanie o to, czy konkretne okulary mają kamerę.

Bo ostatecznie nie chodzi wyłącznie o technologię.

Chodzi o zaufanie, na którym opiera się wspólne przebywanie nago wśród innych ludzi.

A bez tego zaufania nawet najpiękniejsza plaża naturystyczna może przestać być miejscem, w którym naprawdę czujemy się swobodnie.

A co właściwie dzieje się z nagraniem?

Załóżmy na chwilę, że ktoś rzeczywiście zrobił zdjęcie.

Może nawet nie miał złych zamiarów.

Może chciał uwiecznić zachód słońca, atmosferę miejsca albo po prostu przetestować nowe okulary.

Tylko że w kadrze znalazły się również inne osoby.

I wtedy pojawia się pytanie, które często pomijamy:

Co właściwie dzieje się z tym zdjęciem później?

Bo samo naciśnięcie przycisku może być dopiero początkiem całej historii.

W przypadku tradycyjnego aparatu sprawa była stosunkowo prosta. Robiliśmy zdjęcie, zapis trafiał na kartę pamięci i tam pozostawał, dopóki ktoś go nie skopiował.

Współczesne urządzenia są znacznie bardziej skomplikowane.

Możemy wyobrazić sobie taki łańcuch:

kamera → okulary → telefon → aplikacja → chmura → analiza → przechowywanie → udostępnienie

Oczywiście nie każde urządzenie działa dokładnie w ten sposób. Nie każde zdjęcie musi trafiać do chmury i nie każde jest automatycznie analizowane. Ale możliwości współczesnych urządzeń sprawiają, że droga od momentu naciśnięcia przycisku do ostatecznego miejsca przechowywania materiału może być znacznie dłuższa, niż mogłoby się wydawać.

I dlatego warto zadać kilka bardzo prostych pytań.

Czy wiesz, gdzie trafia nagranie?

Czy wiesz, jak długo jest przechowywane?

Czy wiesz, kto może mieć do niego dostęp?

Czy materiał może być analizowany przez algorytmy lub systemy sztucznej inteligencji?

Czy możesz poprosić o jego usunięcie?

A teraz najważniejsze:

Czy osoba znajdująca się na nagraniu w ogóle wie, że taki materiał istnieje?

To ostatnie pytanie jest chyba najbardziej niepokojące.

Bo człowiek może nawet nie wiedzieć, że został sfotografowany.

Nie wie, kto zrobił zdjęcie.

Nie wie, kiedy je zrobiono.

Nie wie, gdzie zdjęcie zostało zapisane.

Nie wie, czy zostało komuś wysłane.

Nie wie, czy znajduje się na czyimś telefonie, komputerze albo w internetowej chmurze.

A tym bardziej nie wie, czy ktoś kiedyś wykorzysta je w zupełnie innym celu.

W naturyzmie nabiera to szczególnego znaczenia.

Jeżeli przypadkowe zdjęcie z ulicy przedstawia nas w ubraniu, konsekwencje jego rozpowszechnienia mogą być niewielkie.

Jeżeli jednak zdjęcie przedstawia nas nago, sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej.

Taki materiał może być dla wielu osób bardzo osobisty. Może dotyczyć ich życia prywatnego, relacji rodzinnych czy zawodowych. Może również zostać wykorzystany wbrew ich intencjom, wyrwany z pierwotnego kontekstu albo po prostu trafić w miejsce, w którym nigdy nie powinien się znaleźć.

I dlatego dyskusja o okularach z kamerą nie powinna ograniczać się do pytania:

„Czy ktoś może zrobić mi zdjęcie?”

Powinniśmy zadać znacznie więcej pytań:

Kto będzie miał to zdjęcie?
Co może z nim zrobić?
Jak długo będzie istnieć?
I czy ja w ogóle będę wiedzieć, że ono powstało?

W ten sposób przechodzimy od zwykłej fotografii do znacznie szerszego problemu — danych i prywatności.

Bo współczesna fotografia nie kończy się już w momencie zrobienia zdjęcia.

Zdjęcie może być początkiem całego łańcucha.

A osoba, która znajduje się na jego drugim końcu, może nawet nie wiedzieć, że właśnie stała się jego częścią.

Czy zakaz jest jedynym rozwiązaniem?

Po tym wszystkim można dojść do dość prostego wniosku:

Skoro nie zawsze wiadomo, kiedy okulary nagrywają, może po prostu należy ich zakazać?

To rozwiązanie ma pewną zaletę — jest jasne.

Nie trzeba zastanawiać się, czy dioda działa. Nie trzeba sprawdzać, jaki model okularów ktoś posiada. Nie trzeba ustalać, czy kamera jest właśnie aktywna. Nie trzeba prowadzić dyskusji z użytkownikiem o tym, czy „tylko patrzył”, czy może jednak nagrywał.

Nie ma okularów z kamerą = nie ma problemu z kamerą.

Ale czy rzeczywiście jest to najlepsze rozwiązanie?

Zanim odpowiemy, warto uczciwie spojrzeć na obie strony.

Dlaczego zakaz może mieć sens?

Pierwszy argument jest bardzo prosty:

nie zawsze jesteśmy w stanie skutecznie rozpoznać, kiedy urządzenie nagrywa.

Jeżeli kamera znajduje się w okularach, osoba stojąca obok może nie mieć żadnej pewności, czy właśnie wykonano zdjęcie albo rozpoczęto nagrywanie.

Drugi argument to szczególne znaczenie prywatności w naturyzmie.

Na plaży naturystycznej ludzie nie tylko przebywają w przestrzeni publicznej. Świadomie korzystają z miejsca, w którym nagość jest czymś normalnym i akceptowanym. Oczekują przy tym, że inni będą respektować zasady dotyczące fotografowania.

Trzeci problem to egzekwowanie świadomej zgody.

Regulamin może powiedzieć:

„Nagrywanie innych osób bez ich zgody jest zabronione.”

Tylko co zrobić, jeżeli nikt nie jest w stanie stwierdzić, czy nagrywanie właśnie się odbywa?

Możemy mieć najlepszy regulamin na świecie, ale jeżeli nie da się go praktycznie egzekwować, jego skuteczność będzie ograniczona.

Dochodzi do tego możliwość nagrywania ludzi bez ich wiedzy.

Nie chodzi nawet o to, że każdy użytkownik takich okularów ma złe zamiary. Właśnie przeciwnie — większość osób może korzystać z urządzenia zupełnie normalnie.

Problem polega na tym, że technologia może umożliwiać zachowanie, którego osoba znajdująca się po drugiej stronie kamery nawet nie jest świadoma.

I wreszcie mamy jeszcze jeden czynnik:

miniaturyzację.

Kamery stają się coraz mniejsze. Urządzenia, które kiedyś wymagały dużego aparatu, dziś można umieścić w przedmiotach codziennego użytku.

Trudno więc przewidzieć, gdzie znajdziemy je za kilka lat.

Ale czy zakaz nie byłby przesadą?

Tutaj pojawiają się równie ważne argumenty.

Po pierwsze:

nie każde okulary wyposażone w kamerę są używane do nagrywania.

Ktoś może korzystać z nich wyłącznie jako z urządzenia wspomagającego codzienne funkcjonowanie, korzystać z funkcji dźwiękowych, połączeń czy innych możliwości technologicznych.

Po drugie, istnieją urządzenia wyposażone w widoczną sygnalizację nagrywania.

Można więc argumentować, że zamiast zakazywać całej kategorii urządzeń, wystarczy wymagać, aby nagrywanie było wyraźnie sygnalizowane.

Po trzecie:

całkowity zakaz może być po prostu zbyt daleko idący.

Jeżeli zakazujemy okularów tylko dlatego, że mają kamerę, zaczynamy trochę karać urządzenie za możliwość jego niewłaściwego użycia.

A przecież dokładnie ten sam argument można zastosować do telefonu.

Telefon również ma kamerę.

A jednak nie zakazujemy telefonów na każdej plaży naturystycznej.

Zamiast tego regulujemy sposób ich używania.

I właśnie dlatego można rozważyć rozwiązanie pośrednie:

Nie zakazujmy posiadania okularów z kamerą. Zakazujmy nagrywania bez zgody.

Brzmi rozsądnie.

Tylko że natychmiast pojawia się kolejne pytanie:

Jak skutecznie sprawdzić, czy ktoś rzeczywiście nie nagrywa?

I wracamy do punktu wyjścia.

Możemy też powiedzieć:

„Wystarczy, że każdy użytkownik wyłączy kamerę.”

Ale czy osoba znajdująca się obok może to zweryfikować?

Czy ma uwierzyć na słowo?

Czy właściciel miejsca powinien sprawdzać urządzenia?

Czy ktoś ma prawo poprosić użytkownika o zdjęcie okularów?

A co z urządzeniami, które pojawią się za rok, dwa albo pięć lat?

Właśnie dlatego nie ma tutaj rozwiązania idealnego.

Zakaz jest prosty, ale może być zbyt daleko idący.

Regulowanie samego nagrywania jest bardziej liberalne, ale może być trudne do wyegzekwowania.

Wymóg widocznej sygnalizacji zwiększa przejrzystość, ale nadal opiera się na tym, że osoba nagrywana zauważy i zrozumie sygnał.

I być może dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi:

„Czy zakazać okularów z kamerą?”

Tylko:

„Jak zapewnić człowiekowi znajdującemu się przed kamerą realną możliwość powiedzenia: NIE?”

Bo jeżeli znajdziemy sposób, który rzeczywiście daje taką możliwość, być może całkowity zakaz nie będzie potrzebny.

A jeżeli takiego sposobu nie ma?

Wtedy zakaz przestaje wyglądać jak przesadna reakcja na nowy gadżet.

Może zacząć wyglądać jak próba ochrony podstawowej zasady, od której zaczęliśmy ten artykuł — prawa człowieka do świadomej zgody.

Ale odpowiedź zostawmy jeszcze na chwilę.

Bo zanim zdecydujemy, gdzie powinna przebiegać granica, warto zastanowić się nad jeszcze jednym:

czy zasady stworzone dla aparatów i smartfonów w ogóle wystarczą w świecie, w którym kamera może być częścią zwykłych okularów?

Czy regulamin naturystyczny powinien się zmienić?

Być może po całej tej dyskusji dochodzimy do najbardziej praktycznego pytania:

Co właściwie powinien zrobić właściciel plaży, kempingu czy organizator imprezy naturystycznej?

Można oczywiście pozostawić regulamin bez zmian.

Tylko że technologia już się zmieniła.

Jeżeli zasada brzmi:

„Fotografowanie innych osób bez ich zgody jest zabronione”,

to warto zastanowić się, czy w świecie inteligentnych okularów nadal jest ona wystarczająco jasna i możliwa do wyegzekwowania.

Możemy wyobrazić sobie kilka różnych modeli.

Model A — całkowity zakaz

Najprostsze rozwiązanie brzmi:

„Okulary wyposażone w kamerę są niedozwolone na terenie obiektu.”

Koniec dyskusji.

Takie rozwiązanie ma ogromną zaletę: jest proste i jednoznaczne.

Nie trzeba zastanawiać się, czy kamera jest aktywna. Nie trzeba oceniać, czy użytkownik właśnie fotografuje. Nie trzeba sprawdzać, czy urządzenie ma odpowiednią diodę.

Jeżeli okulary mają kamerę — zostają poza terenem.

Z punktu widzenia administratora jest to rozwiązanie bardzo wygodne.

Ale dla użytkownika może być już znacznie mniej wygodne.

Bo co, jeśli ktoś kupił inteligentne okulary przede wszystkim ze względu na inne funkcje i w ogóle nie zamierza fotografować?

Czy powinien być wykluczony z korzystania z urządzenia tylko dlatego, że producent wyposażył je również w kamerę?

To właśnie największa wada tego rozwiązania:

zakazujemy urządzenia, a nie konkretnego zachowania.

Model B — zakaz używania kamery

Można podejść do sprawy bardziej liberalnie:

„Okulary mogą być używane, ale funkcja fotograficzna i nagrywanie muszą być wyłączone.”

Brzmi rozsądniej.

Nie zakazujemy samych okularów. Zakazujemy tylko tego, czego rzeczywiście chcemy uniknąć.

Tylko pojawia się bardzo praktyczne pytanie:

Jak to sprawdzić?

Czy pracownik plaży powinien poprosić użytkownika o pokazanie ustawień?

Czy powinien sprawdzić aplikację?

Czy właściciel obiektu ma prawo kontrolować urządzenie?

Czy można wymagać od użytkownika, żeby udowodnił, że kamera jest wyłączona?

A nawet jeśli funkcja nagrywania jest wyłączona w danym momencie, skąd mamy wiedzieć, że za pięć minut nie zostanie ponownie włączona?

Model jest więc bardziej przyjazny dla użytkowników, ale znacznie trudniejszy do praktycznego egzekwowania.

Model C — kamera musi być widoczna

Kolejne rozwiązanie mogłoby brzmieć:

„Każde urządzenie rejestrujące obraz musi być wyraźnie oznaczone w sposób widoczny dla otoczenia.”

To właściwie rozwinięcie pomysłu, który znamy już z Bare Oaks.

Jeżeli telefon może być używany jako aparat, oznaczmy kamerę.

Jeżeli ktoś korzysta z urządzenia nagrywającego, niech inni ludzie będą w stanie łatwo to zauważyć.

Problem pojawia się jednak dokładnie tam, gdzie zaczęliśmy naszą dyskusję.

Co zrobić z okularami?

Czy niewielka dioda wystarczy?

Czy oznaczenie musi być widoczne z kilku metrów?

Czy musi być widoczne pod każdym kątem?

Czy każdy producent powinien stosować taki sam standard?

I kto miałby decydować, czy oznaczenie jest wystarczająco wyraźne?

Rozwiązanie, które świetnie sprawdzało się przy telefonach, może więc niekoniecznie sprawdzić się przy urządzeniach, które z założenia mają być dyskretne i noszone przez cały dzień.

Model D — zgoda wszystkich

Najbardziej zgodny z zasadą prywatności byłby model:

„Każde nagrywanie wymaga zgody osób znajdujących się w zasięgu kamery.”

To właściwie dokładnie ta zasada, którą wiele miejsc naturystycznych stosuje już dzisiaj.

Jeżeli chcesz zrobić zdjęcie — zapytaj.

Jeżeli chcesz nagrywać — zapytaj.

Jeżeli ktoś nie wyraża zgody — nie nagrywaj.

Z punktu widzenia osoby fotografowanej trudno znaleźć prostszą i bardziej uczciwą zasadę.

Tylko że w przypadku okularów pojawia się problem praktyczny.

Jak zapytać wszystkich?

Jeżeli kamera rejestruje szeroki kąt, kto dokładnie powinien wyrazić zgodę?

Osoba stojąca dwa metry dalej?

Ktoś przechodzący przypadkiem w tle?

A co z osobą, która pojawi się w kadrze dopiero po rozpoczęciu nagrywania?

I co najważniejsze:

jak zagwarantować, że użytkownik rzeczywiście zapyta wszystkich, skoro inni mogą nawet nie wiedzieć, że kamera jest aktywna?

Model D jest więc bardzo dobry jako zasada, ale znacznie trudniejszy jako procedura.

A może potrzebujemy po prostu nowych zasad?

Być może problem polega na tym, że przez lata tworzyliśmy regulaminy wokół urządzeń.

Aparat.

Telefon.

Kamera.

Teraz jednak urządzenia zaczynają się zmieniać tak szybko, że próba wpisania do regulaminu każdej kolejnej technologicznej nowinki może być skazana na porażkę.

Może więc zamiast pisać:

„Zakazujemy telefonów.”

albo:

„Zakazujemy okularów z kamerą.”

lepiej stworzyć zasadę bardziej uniwersalną:

„Na terenie obiektu zabronione jest rejestrowanie wizerunku innych osób bez ich świadomej zgody, niezależnie od rodzaju użytego urządzenia.”

Wtedy nie ma znaczenia, czy kamera znajduje się w telefonie, aparacie, okularach, zegarku czy urządzeniu, którego jeszcze nawet nie wymyśliliśmy.

Regulamin nie próbuje przewidzieć przyszłości.

Reguluje zachowanie.

I być może właśnie to jest najbardziej przyszłościowe rozwiązanie.

Tylko pozostaje jeden problem.

Nawet najlepszy regulamin nie sprawi automatycznie, że ktoś go będzie przestrzegał.

A w przypadku urządzenia, którego kamera może być praktycznie niewidoczna, wykrycie naruszenia może być niezwykle trudne.

Dlatego być może w przyszłości właściciele miejsc naturystycznych będą musieli odpowiedzieć sobie na jeszcze trudniejsze pytanie:

Czy ważniejsza jest możliwość korzystania z nowej technologii, czy możliwość zagwarantowania innym ludziom, że znajdują się w miejscu, w którym mogą czuć się bezpiecznie?

I wracamy do pytania, które przewija się przez cały ten artykuł:

Czy zasady stworzone dla aparatów i smartfonów wystarczą w świecie, w którym aparat można nosić na nosie przez cały dzień?

Wolność użytkownika kontra prawo do prywatności

Doszliśmy więc do miejsca, w którym trudno już uciec od najważniejszego pytania.

Bo z jednej strony można powiedzieć:

„Mam prawo korzystać ze swoich okularów.”

I trudno temu zaprzeczyć.

Jeżeli ktoś kupił inteligentne okulary, korzysta z ich funkcji zgodnie z prawem i nie robi niczego zabronionego, dlaczego miałby być z góry traktowany jak ktoś podejrzany?

Technologia sama w sobie nie jest przecież winna temu, jak wykorzystuje ją człowiek.

Kamera może służyć do nagrywania rodzinnych wakacji.

Może dokumentować wycieczkę.

Może być pomocna podczas uprawiania sportu.

Może pozwalać na wykonywanie zdjęć bez wyciągania telefonu.

Może mieć funkcje, których z fotografowaniem w ogóle nie związujemy.

Z punktu widzenia użytkownika można więc powiedzieć:

„To moje okulary. Mam prawo ich używać.”

Tylko że druga osoba może odpowiedzieć równie stanowczo:

„A ja mam prawo nie być nagrywana.”

I nagle znajdujemy się w samym środku klasycznego konfliktu dwóch wolności.

Wolność korzystania z technologii

kontra

prawo innych ludzi do prywatności.

Żadna z tych stron nie musi mieć złych intencji.

Użytkownik okularów może chcieć po prostu korzystać z nowoczesnego urządzenia.

Osoba znajdująca się przed kamerą może po prostu chcieć mieć pewność, że jej wizerunek nie jest rejestrowany bez zgody.

Problem polega na tym, że interesy tych dwóch osób mogą się wzajemnie wykluczać.

A w naturyzmie konflikt ten staje się jeszcze bardziej wyraźny.

Wyobraźmy sobie osobę, która przychodzi na plażę naturystyczną.

Rozbiera się.

Kładzie ręcznik.

Wchodzi do wody.

Rozmawia ze znajomymi.

Robi dokładnie to, po co przyszła.

Czy powinna jednocześnie zakładać, że ktoś może chodzić po plaży z urządzeniem pozwalającym na praktycznie niewidoczne rejestrowanie obrazu?

Czy powinna zaakceptować taką możliwość tylko dlatego, że urządzenie jest legalnie sprzedawane?

A może właśnie miejsce, które wybrała, powinno zapewnić jej coś więcej?

Nie absolutną anonimowość — bo tego w żadnym miejscu nie da się zagwarantować.

Ale poczucie, że obowiązują jasne zasady i że inni ludzie będą ich przestrzegać.

To może być szczególnie ważne dla osób, które dopiero zaczynają przygodę z naturyzmem.

Dla wielu z nich największą barierą wcale nie jest samo rozebranie się.

Jest nią obawa:

„A co, jeśli ktoś zrobi mi zdjęcie?”
„A co, jeśli ktoś zobaczy mnie ktoś znajomy?”
„A co, jeśli moje zdjęcie trafi do internetu?”

Jeżeli do tych obaw dodamy jeszcze możliwość, że kamera może być ukryta w czymś tak zwyczajnym jak okulary, możemy sprawić, że część osób zacznie czuć się mniej bezpiecznie.

A przecież jednym z powodów, dla których ludzie wybierają naturyzm, jest właśnie możliwość swobodnego przebywania wśród innych bez ciągłego zastanawiania się, jak wyglądają i jak są oceniani.

Dlatego można postawić sprawę jeszcze mocniej:

Czy osoba, która przychodzi na plażę naturystyczną, powinna być zmuszona do zaakceptowania technologii, która pozwala innym rejestrować jej wizerunek w sposób praktycznie niewidoczny?

Z drugiej strony możemy zapytać:

Czy właściciel plaży powinien mieć prawo zakazać urządzenia, którego użytkownik wcale nie zamierza wykorzystywać do nagrywania?

I znowu mamy dwie racje.

Możemy próbować znaleźć kompromis.

Możemy zaostrzyć regulamin.

Możemy wymagać widocznej sygnalizacji.

Możemy zakazać nagrywania.

Możemy zakazać konkretnych urządzeń.

Możemy zaufać użytkownikom.

Możemy też powiedzieć, że w miejscach szczególnie wrażliwych prywatność powinna mieć pierwszeństwo przed wygodą korzystania z technologii.

Każde z tych rozwiązań ma swoje zalety.

I każde ma swoje problemy.

Dlatego nie chcemy w tym artykule udawać, że istnieje jedna oczywista odpowiedź.

Bo być może najważniejszą rzeczą nie jest samo pytanie:

„Czy zakazać okularów z kamerą?”

Tylko pytanie znacznie szersze:

„Jak daleko może sięgać wolność korzystania z technologii, kiedy zaczyna ona ograniczać poczucie prywatności innych ludzi?”

A w przypadku naturyzmu można dodać jeszcze jedno:

„Czy miejsce, które ma zapewniać prywatność i poczucie bezpieczeństwa, powinno wymagać od swoich gości, aby po prostu zaufali, że niewidoczna kamera ich nie nagrywa?”

To już nie jest pytanie wyłącznie o okulary.

To pytanie o to, jakiego naturyzmu chcemy w przyszłości.

Takiego, w którym technologia może być wszędzie, a my po prostu uczymy się z nią żyć?

Czy takiego, w którym istnieją miejsca, gdzie możemy świadomie odłożyć na bok część technologicznej wygody i mieć pewność, że nasza prywatność jest traktowana jako wartość sama w sobie?

Nie ma tutaj jednej oczywistej odpowiedzi.

Ale właśnie dlatego warto o tym rozmawiać — zanim kamera stanie się tak mała, że przestaniemy zauważać, gdzie właściwie się znajduje.

A Ty co byś zrobił?

Wyobraź sobie, że jesteś na plaży naturystycznej.

Obok Ciebie pojawia się osoba w okularach przeciwsłonecznych. Wygląda zupełnie zwyczajnie. Nie trzyma telefonu. Nie ma aparatu. Nie robi niczego podejrzanego.

Po prostu spaceruje.

Tylko że w jej okularach znajduje się kamera.

Czy czujesz się bezpiecznie?

Czy zakładasz, że skoro nie widzisz nagrywania, to prawdopodobnie go nie ma?

Czy może przeciwnie — sama świadomość, że ktoś może mieć możliwość nagrywania Cię bez wyraźnego sygnału, wystarczyłaby, żebyś poczuł się mniej swobodnie?

A teraz odwróćmy sytuację.

Załóżmy, że to Ty masz takie okulary.

Nie zamierzasz nikogo nagrywać. Chcesz korzystać z ich funkcji, tak jak korzystasz z telefonu czy smartwatcha.

Czy zaakceptowałbyś zakaz ich używania na plaży naturystycznej?

I właśnie tutaj spotykają się dwie wartości:

Twoja wolność korzystania z technologii

i

czyjeś prawo do prywatności.

Nie chcemy za Was rozstrzygać tego sporu.

Chcemy poznać Wasze zdanie.

Czy okulary wyposażone w kamerę powinny być dozwolone w miejscach naturystycznych?

🔘 Tak. Samo posiadanie kamery nie oznacza przecież, że ktoś nagrywa.

🔘 Tak, ale pod warunkiem wyłączenia kamery.

🔘 Tak, ale tylko przy wyraźnej sygnalizacji nagrywania i przestrzeganiu zasad zgody.

🔘 Nie. W miejscach naturystycznych takie okulary powinny być całkowicie zakazane.

🔘 To zależy od konkretnego miejsca i jego regulaminu.

🔘 Nie mam jeszcze zdania. To nowy problem i dopiero się nad nim zastanawiam.

A teraz najważniejsze pytanie — już bez regulaminów, technologii i paragrafów:

Gdybyś leżał nago na plaży i wiedział, że osoba przechodząca obok może mieć kamerę w okularach, której nie jesteś w stanie zobaczyć — czy nadal czułbyś się tam tak samo swobodnie?

Napisz, co o tym myślisz. Jestem bardzo ciekawa, gdzie jako społeczność postawimy tę granicę.

CDN.... jutro. Teraz idę... spać :)

  • Więcej
Ankieta
Czy okulary wyposażone w kamerę powinny być dozwolone w miejscach naturystycznych?
Komentarze (6)
    • "Gdybyś leżał nago na plaży i wiedział, że osoba przechodząca obok może mieć kamerę w okularach, której nie jesteś w stanie zobaczyć — czy nadal czułbyś się tam tak samo swobodnie?"

      Oczywiście, że nie!

      Jeśli ktoś używa okularów do nagrywania, które z założenia są urządzeniem szpiegowskim, to znaczy że chce zarejestrować coś z ukrycia, według mnie nie ma innego powodu, nie widzę zastosowania takiego urządzenia w innym celu. Mówienie że tak jest wygodnie, że nie trzeba mieć nic w ręku , itp. to bujda na kółkach. Skoro takie okulary można kupić normalnie w sklepie więc zabronić ich używania w przestrzeni publicznej będzie raczej ciężko ( co innego ośrodki naturystyczne itp. tam można to rozwiązać regulaminem).

      Ale nie dajmy się zwariować.

      W miejscach naturystycznych każda ze stron powinna zachować rozsądek, i ta która używa urządzeń rejestrujących (smartfony, aparaty), i ta która może znaleźć się w zasięgu takiego urządzenia. Przecież nie każdy robiący zdjęcia ma złe intencje, a z drugiej strony każdy ma prawo czuć się swobodnie i może poczuć się niekomfortowo jeśli znajdzie się w zasięgu takiego urządzenia. Dlatego właśnie dobrze byłoby gdyby każda ze stron wyluzowała. Szanujmy się jako ludzie a większość problemów zniknie.

      pozdrowienia

      • Także jesteśmy ciekawi innych opinii

        • W pełni zgoda. Zdecydowanie należy zachować zdrowy rozsądek i mieć na uwadze, że nie kazdy kto robi zdjęcia na naszej plaży ma złe intencje, choć sam fakt wykonywania takich zdjęć może być różnie postrzegany. Sami sobie też wykonujemy zdjecia czekając zwykle do popoludnia gdy robi sie pusto, ale też może się zdarzyć że gdzieś w tle kogoś z dala uchwycimy. Nie mniej jednak, jeśli już ktoś wnosi na naszą plażę plecak z kamerą lub takie okulary, to jego zamiary są raczej oczywiste. Jak wielkie to rodzi zagrożenie dla naszej prywatnosci to już nie mnie oceniać.

          • Dziękuję za kolejny bardzo rozsądny głos w dyskusji 😊

            I właśnie ten przykład z robieniem sobie własnych zdjęć świetnie pokazuje, że w praktyce nie wszystko da się sprowadzić do prostego „zdjęcie = złamanie zasad”. Czasami ktoś chce po prostu zachować swoje wspomnienia, a druga osoba może zupełnie przypadkiem znaleźć się gdzieś daleko w tle. Trudno wtedy mówić o celowym fotografowaniu kogokolwiek.

            Z drugiej strony rozumiem też Waszą uwagę dotyczącą plecaka z kamerą czy okularów z kamerą. Tutaj pojawia się zupełnie inne odczucie, bo nie mamy już przypadkowego uchwycenia kogoś w tle, tylko urządzenie, które może pozwalać na rejestrowanie obrazu w sposób praktycznie niezauważalny dla otoczenia.

            I chyba właśnie ta różnica jest dla mnie w całej dyskusji najciekawsza:

            przypadkowo znaleźć się w czyimś kadrze — to jedno, a nie wiedzieć nawet, że jesteśmy w zasięgu kamery — to coś zupełnie innego.

            Co do intencji osoby korzystającej z takiego sprzętu — tutaj rzeczywiście trudno zaglądać komuś do głowy. 😊 Możemy tylko oceniać sytuację i próbować stworzyć takie zasady, żeby nie trzeba było zgadywać cudzych zamiarów, aby czuć się bezpiecznie.

            I chyba właśnie po to są regulaminy miejsc naturystycznych — nie dlatego, że zakładamy z góry złe intencje wszystkich, tylko dlatego, że chcemy ustalić jasne granice, których każdy może się trzymać.

            Dzięki za podzielenie się własnym doświadczeniem ❤️ Takie właśnie konkretne przykłady są tutaj bardzo wartościowe.

            I zachęcamy oczywiście kolejne osoby do wypowiedzi — czy Waszym zdaniem plecak z kamerą albo okulary z kamerą powinny być traktowane inaczej niż zwykły telefon czy aparat? Jestem bardzo ciekawa, gdzie inni postawiliby tę granicę. 😊

          • Wiecie co drodzy naturyści? Powoli wariujecie...

            Mam taki film z 1989r "wybory mis natura w Dźwirzynie". Ile tam jest aparatów i kamer... Nikt się nie kryje (wręcz przeciwnie startuje w konkursie). Nikt nie zabrania. Obejrzeć mogą wszyscy... Co się stało przez te niemal 40 lat? Technika poszła tak do przodu, że możecie być wszędzie i ciągle filmowani bez waszej wiedzy. Kiedyś fotoreporterzy byli zapraszani na plaże a teraz chcecie wszystkiego zabraniać. A jak chcecie to egzekwować? Straż naturystyczna będzie dokonywać przeszukania bagażu i osób a następnie sporządzać protokoły do zatwierdzenia przez prokuratora? W sieci jest mnóstwo filmów z plaż. I co? I nic...

            Dla mnie zasada jest prosta. Jeśli ktoś obawia się kamery to naturystyka nie jest dla niego. Gdzie ta wolność i wyluzowanie? Swoboda i odpoczynek? Idziecie (nie wszyscy - nie krzyczeć na mnie - ale większość) do takiego miejsca i zamiast cieszyć się tą swobodą i odpoczywać bacznie "skanujecie" otoczenie czy ktoś coś... A nawet jak nie ma urządzenia to może w ogóle patrzy... No popatrzeć też przecież nie wolno... Bo obleśnie i zapamięta...

            No i te dylematy co to będzie jak ktoś będzie miał takie zdjęcie/film... Jak to wykorzysta? Kto jeszcze zobaczy? Wiecie co będzie?

            NIC.

            Bo co może być? Jeśli jesteś osobą, która publicznie prywatnie albo z urzędu wypowiada się krytycznie o tej obrzydliwości bycia bez gaci a jednak to robisz no to cię mamy...

            W innych przypadkach co?

            Więc jeśli tak bardzo się tym przejmujecie to dajcie sobie spokój z pobytem w takich miejscach...

            Zaloguj się lub Załóż konto aby zobaczyć lub skomentować tę treść.
            Popularne wpisy
            Reklama