·   ·  84 wpisów
  •  ·  60 znajomych
  • 84 obserwujących

Seksting, naturyzm i granice wierności

Dla naturysty nagość nie musi oznaczać erotyki. Możemy bez skrępowania pokazywać się na plaży, publikować zdjęcia w naturystycznej galerii i rozmawiać o swoim ciele bez seksualnych podtekstów. Ale co się dzieje, gdy nagie zdjęcie trafia nie do galerii, lecz do prywatnej wiadomości wysłanej konkretnej osobie? A jeśli nadawca jest w związku? Czy to nadal tylko niewinna wymiana fotografii, czy może już przekroczenie granicy wierności? W naszym nowym felietonie przyglądamy się sekstingowi, prywatnym kontaktom, zaufaniu i temu, jak różnie możemy rozumieć zdradę. Zastanowimy się, czy do niewierności potrzebny jest fizyczny kontakt, czy sama nagość może być argumentem usprawiedliwiającym wszystko i dlaczego czasami ważniejsze od samego zdjęcia okazuje się to, co dzieje się wokół niego. Nie zamierzamy nikogo osądzać ani narzucać jednej definicji wierności. Chcemy za to zadać kilka niewygodnych pytań. Bo przecież granice w związku nie zawsze przebiegają tam, gdzie kończy się ubranie…

Nagość, która nie zawsze jest niewinna

Wyobraźmy sobie całkiem zwyczajną sytuację. Dwie osoby poznają się w internecie. Zaczynają od rozmów o naturyzmie, wakacjach, plażach i codziennym życiu. Z czasem znajomość staje się bliższa, wiadomości coraz bardziej osobiste, a w pewnym momencie pojawiają się również prywatne fotografie przedstawiające nagie ciała. Nic nadzwyczajnego? Być może. W końcu jesteśmy w środowisku, w którym nagość nie musi nikogo dziwić.

Dla wielu naturystów nagie ciało nie jest czymś, co automatycznie wywołuje erotyczne skojarzenia. Można wspólnie plażować, publikować fotografie w galerii, rozmawiać o nagości i nie doszukiwać się w tym żadnego seksualnego podtekstu. To jedna z rzeczy, które wyróżniają naturystyczne podejście do ciała. Nie oznacza to jednak, że każda sytuacja, w której pokazujemy się bez ubrania, ma dokładnie takie samo znaczenie.

Jest przecież pewna różnica między zdjęciem opublikowanym w galerii portalu, dostępnym dla społeczności, a fotografią wysłaną w prywatnej wiadomości do jednej, konkretnej osoby. Nie chodzi wyłącznie o to, co przedstawia zdjęcie. Znaczenie może mieć również to, komu je wysyłamy, dlaczego to robimy, jak wygląda nasza relacja i czego oczekujemy w zamian. Czasami za fotografią stoi zwykła chęć podzielenia się swoim naturystycznym doświadczeniem. Innym razem może to być element flirtu, wzajemnego zainteresowania, a nawet intymnej gry prowadzonej na odległość.

I właśnie tutaj zaczyna się temat, który niejednemu może sprawić trochę kłopotu. Co bowiem, jeśli jedna z tych osób jest w stałym związku? Czy wymiana nagich zdjęć z kimś obcym jest nadal niewinną aktywnością, czy może stanowić przekroczenie granicy wierności? A jeśli oprócz fotografii pojawiają się dwuznaczne wiadomości, komplementy i coraz bardziej osobiste rozmowy? Czy do zdrady naprawdę potrzebne jest spotkanie, pocałunek albo fizyczny kontakt?

Nie zamierzamy z góry rozstrzygać, gdzie przebiega ta granica. W różnych związkach obowiązują przecież różne zasady, a to, co dla jednej pary jest całkowicie akceptowalne, dla innej może być bolesnym naruszeniem zaufania. Nie warto też zakładać, że sama nagość jest dowodem erotycznych zamiarów albo że naturystyczna otwartość automatycznie usprawiedliwia każdy rodzaj prywatnego kontaktu.

Spróbujmy więc przyjrzeć się temu zjawisku nieco bliżej. Bez potępiania, bez wybielania i bez udawania, że istnieje jedna odpowiedź dobra dla wszystkich. Bo być może najważniejsze pytanie nie brzmi: czy nagie zdjęcie może być zdradą? Lecz: co właściwie dzieje się między dwojgiem ludzi, kiedy takie zdjęcie zostaje wysłane?

Naturyzm nauczył nas oswajać nagość. Czy nauczył nas również rozpoznawać granice?

Jedną z rzeczy, które naturyzm próbuje nam pokazać, jest to, że nagie ciało nie musi być niczym niezwykłym. Na plaży naturystycznej nie rozbieramy się przecież po to, żeby kogokolwiek uwodzić. Wspólny wypoczynek, rozmowa, spacer czy kąpiel nago mogą być po prostu przyjemną częścią spędzania czasu. Podobnie jest ze zdjęciami. Fotografia przedstawiająca nagą osobę nie musi być zaproszeniem do flirtu, seksualną prowokacją ani próbą zwrócenia na siebie erotycznej uwagi.

I dobrze, że potrafimy tak na to patrzeć. W końcu jednym z ważnych elementów naturystycznego podejścia jest oswajanie nagości i oddzielanie jej od automatycznych skojarzeń seksualnych. Nie powinniśmy zakładać, że ktoś, kto pokazuje swoje nagie ciało, robi to z określonym zamiarem wobec oglądającego. Czasami zdjęcie jest po prostu zdjęciem, a nagość – nagością. Bez drugiego dna, którego niektórzy bardzo chcieliby się w nim doszukać.

Jednak w tym miejscu warto się na chwilę zatrzymać. Bo oswojenie nagości nie oznacza przecież, że wszystkie sytuacje związane z jej pokazywaniem stają się jednakowe. Czym innym jest wspólne przebywanie nago na plaży, czym innym publikowanie fotografii w galerii społecznościowej, a jeszcze czym innym wysyłanie zdjęć konkretnej osobie w prywatnej rozmowie. Żadna z tych sytuacji nie musi być z góry niewłaściwa, ale każda może mieć nieco inny charakter.

Właśnie tutaj pojawia się rozróżnienie, o którym warto pamiętać: akceptacja nagości nie jest tym samym co zgoda na intymność. Możemy nie mieć problemu z pokazywaniem się nago wśród innych ludzi, a jednocześnie nie życzyć sobie prywatnych, erotycznych komentarzy, propozycji czy wiadomości. Możemy również swobodnie rozmawiać z kimś poznanym na portalu, ale nie oznacza to automatycznie, że zapraszamy tę osobę do bardziej osobistej relacji.

Dotyczy to zresztą obu stron. Sam fakt, że ktoś publikuje nagie fotografie, nie daje innym użytkownikom prawa do traktowania go tak, jakby wyraził zgodę na każdy rodzaj zainteresowania. Podobnie osoba wysyłająca komuś zdjęcie nie zawsze ma na myśli flirt czy seksualną grę. O znaczeniu takiego gestu decyduje nie tylko obraz, lecz także kontekst, intencja i charakter relacji.

Nie chciałabym przy tym sugerować, że naturyści mają szczególny problem z rozpoznawaniem granic albo że otwartość na nagość sprzyja przekraczaniu zasad obowiązujących w związkach. Nie mamy podstaw do takich wniosków. Takie dylematy mogą pojawić się w każdej społeczności, niezależnie od tego, czy jej członkowie spotykają się na plaży naturystycznej, czy poznają się w zupełnie innym miejscu.

Warto jednak pamiętać, że wolność w pokazywaniu własnego ciała i szacunek dla granic innych osób powinny iść w parze. Naturyzm może uczyć nas swobody, akceptacji i braku uprzedzeń wobec nagości. Nie zwalnia nas jednak z odpowiedzialności za to, jak budujemy relacje z innymi ludźmi. A kiedy w grę wchodzi związek, dochodzi jeszcze jeden ważny element: granice ustalone z partnerem lub partnerką.

I właśnie dlatego nie wystarczy powiedzieć: „Przecież to tylko nagie zdjęcie, jesteśmy naturystami”. Czasami rzeczywiście będzie to tylko zdjęcie. Innym razem może być początkiem czegoś znacznie bardziej osobistego. Żeby odróżnić te sytuacje, musimy najpierw przyjrzeć się temu, czym właściwie jest seksting.

Czym właściwie jest seksting? Nie chodzi tylko o wysyłanie nagich zdjęć

Słowo „seksting” coraz częściej pojawia się w rozmowach o relacjach internetowych, ale nie każdy musi dokładnie wiedzieć, co się za nim kryje. Najprościej mówiąc, jest to forma komunikacji o charakterze seksualnym za pośrednictwem urządzeń elektronicznych. Nazwa powstała z połączenia angielskich słów sex i texting, czyli seksu i wysyłania wiadomości tekstowych. Z czasem jej znaczenie znacznie się rozszerzyło.

Seksting kojarzymy przede wszystkim z przesyłaniem nagich lub erotycznych fotografii, ale może obejmować również krótkie filmy, wiadomości o seksualnym zabarwieniu, opisy fantazji, dwuznaczne rozmowy czy inne treści mające pobudzić zainteresowanie drugiej osoby. W szerszym rozumieniu może więc dotyczyć nie tylko obrazu, lecz także słów i sposobu prowadzenia rozmowy. Nie każda publikacja naukowa stosuje jednak tak szeroką definicję. Niektórzy badacze koncentrują się wyłącznie na samodzielnie wykonanych i przesyłanych zdjęciach o charakterze seksualnym.

Zwracają na to uwagę Joris Van Ouytsel i współautorzy w przeglądzie badań opublikowanym w 2020 roku w czasopiśmie Current Opinion in Psychology. Autorzy podkreślają, że seksting może przyjmować różne formy i mieć odmienne znaczenie zależnie od kontekstu, w jakim wymieniane są treści. Może być elementem flirtu, sposobem wyrażania zainteresowania seksualnego albo częścią komunikacji między osobami pozostającymi w związku. Nie należy więc traktować każdego takiego zachowania jako zjawiska o identycznym charakterze.

Warto też rozróżnić seksting jednostronny od wzajemnego. W pierwszym przypadku jedna osoba wysyła drugiej treści o charakterze seksualnym, niekoniecznie otrzymując podobną odpowiedź. W drugim obie strony świadomie uczestniczą w takiej wymianie: przesyłają sobie zdjęcia, odpowiadają na wiadomości, flirtują i rozwijają rozmowę w intymnym kierunku. Ta wzajemność ma znaczenie, ponieważ pozwala odróżnić wspólną aktywność od sytuacji, w której ktoś otrzymuje niechciane materiały.

I tu dochodzimy do ważnej kwestii: seksting nie oznacza automatycznie, że obie strony wyraziły na niego zgodę. Wysłanie komuś nagiego zdjęcia bez zapytania, czy ma ochotę je otrzymać, to coś innego niż uzgodniona wymiana fotografii. Podobnie czym innym jest dobrowolne przesłanie własnego zdjęcia, a czym innym przekazanie go dalej bez wiedzy i zgody osoby przedstawionej na fotografii. Zgoda na jedną formę kontaktu nie jest zgodą na wszystkie kolejne.

Nie można też zapominać, że seksting sam w sobie nie musi być zachowaniem negatywnym. Dla dorosłych osób, które dobrowolnie i świadomie uczestniczą w takiej wymianie, może być jedną z form komunikacji intymnej. Badacze zwracają jednak uwagę na ryzyko presji, wymuszania, niechcianych wiadomości czy rozpowszechniania prywatnych materiałów bez zgody ich autora.[1]

Dlaczego zatem poświęcamy temu zjawisku tyle uwagi w felietonie o naturyzmie i wierności? Ponieważ nie chcemy wrzucać wszystkich sytuacji do jednego worka. Ktoś może wysłać znajomemu zwykłą fotografię z plaży naturystycznej i nie będzie to seksting. Ktoś inny może przesłać podobne zdjęcie z wyraźną intencją erotyczną, a następnie rozpocząć z adresatem intymną rozmowę. Obraz może wyglądać niemal identycznie, ale charakter kontaktu będzie już zupełnie inny.

I właśnie tę różnicę musimy mieć na uwadze, zanim zaczniemy oceniać, czy określone zachowanie można uznać za przekroczenie granic w związku. Samo zdjęcie nie zawsze wystarczy, by odpowiedzieć na to pytanie.

Jedno zdjęcie, dwa zupełnie różne znaczenia

Wyobraźmy sobie dwie fotografie. Na obu ta sama osoba, w podobnej pozie, bez ubrania. Na pierwszy rzut oka trudno byłoby dostrzec między nimi jakąkolwiek różnicę. A jednak jedna może być zwykłą pamiątką z naturystycznego wypoczynku, druga zaś elementem bardzo osobistej relacji. Jak to możliwe? Bo o znaczeniu zdjęcia nie zawsze decyduje to, co na nim widzimy.

Pierwsza sytuacja jest dość prosta: ktoś wraca z plaży naturystycznej, wybiera jedno ze zdjęć i wysyła je znajomemu, z którym rozmawia o wakacjach. Nie ma w tym flirtu ani ukrytej intencji. Fotografia jest po prostu częścią opowieści o miło spędzonym dniu.

Ale wyobraźmy sobie teraz osobę poznaną na portalu. Rozmowy stają się coraz bardziej osobiste, pojawiają się komplementy, a w końcu jedno z nich wysyła drugiemu fotografię swojej nagiej sylwetki. Czy to nadal zwykłe dzielenie się naturystycznym doświadczeniem? Możliwe. Ale równie dobrze zdjęcie może być sposobem na okazanie zainteresowania lub sprawdzenie, jak zareaguje druga strona.

Jeszcze inny charakter ma fotografia wykonana specjalnie dla konkretnej osoby. Nie pochodzi z wakacyjnego albumu ani z galerii portalu. Została przygotowana z myślą o jednym odbiorcy i wysłana w odpowiedzi na jego prośbę albo jako osobisty gest. Jeśli towarzyszą temu erotyczne komentarze, wzajemne przesyłanie podobnych zdjęć i świadome podsycanie napięcia, trudno już mówić wyłącznie o oswajaniu nagości.

Może być też tak, że początkowo niewinna wymiana fotografii z czasem przeradza się w regularny kontakt. Jedna osoba czeka na kolejne zdjęcia, druga na komplementy i zainteresowanie. Pojawia się pewien rodzaj bliskości, choć rozmówcy nigdy nie spotkali się poza internetem. W takiej sytuacji znaczenie ma już nie tylko pojedyncza fotografia, ale cała relacja, która wokół niej powstaje.

Czy to oznacza, że zdjęcia naturystyczne są niewinne, a te wykonane specjalnie dla kogoś należy uznać za erotyczne? Nie. Taki podział byłby zbyt prosty. Fotografia z plaży może zostać wykorzystana jako element flirtu, a starannie wykonane zdjęcie nagiej sylwetki może być wysłane bez żadnego seksualnego podtekstu. Nie istnieje niezawodna metoda odczytywania intencji wyłącznie na podstawie obrazu.

Ciekawych informacji dostarcza tu badanie Aimee Adam z 2019 roku. Autorka sprawdzała między innymi, jak uczestnicy oceniają różne zachowania w internecie z punktu widzenia niewierności. W jednej z części badania wysyłanie nagich selfie otrzymało średnią ocenę 4,74, a seksting 4,70 w pięciostopniowej skali, w której wyższy wynik oznaczał silniejsze postrzeganie danego zachowania jako zdrady. Oba zachowania znalazły się w grupie niewierności seksualnej.[2]

To interesujący wynik, ale nie oznacza, że każdy człowiek uzna każde wysłanie nagiego zdjęcia za zdradę. Badanie pokazuje raczej, że wiele osób traktuje takie zachowania jako poważne naruszenie granic związku, nawet jeśli odbywają się wyłącznie przez internet.

Dlatego, zanim ocenimy konkretną sytuację, warto zadać kilka pytań: dlaczego zdjęcie zostało wysłane? Do kogo? Czy było częścią zwykłej rozmowy, czy może intymnej wymiany? Czy obie strony wiedziały, jaki charakter ma ten kontakt?

Bo czasami naprawdę wystarczy jedno zdjęcie, żeby rozpocząć zupełnie inną historię. A to, czy będzie ona niewinną znajomością, flirtem czy przekroczeniem granic związku, nie zawsze da się rozpoznać na podstawie samej fotografii.

Czy zdrada wymaga fizycznego kontaktu?

Kiedy mówimy o zdradzie, wielu osobom w pierwszej chwili przychodzą do głowy dość konkretne sytuacje: pocałunek, dotyk, wspólna noc albo seksualne spotkanie z kimś innym. Ale czy rzeczywiście dopiero wtedy można mówić o niewierności? Czy dwoje ludzi może przekroczyć granicę związku, nie spotykając się ani razu w świecie rzeczywistym?

Warto rozróżnić kilka pojęć. Niewierność seksualna kojarzy się przede wszystkim z aktywnością seksualną podejmowaną z osobą spoza związku. Niewierność emocjonalna dotyczy natomiast budowania z kimś innym szczególnej więzi, dzielenia się intymnymi sprawami, uczuć i bliskości, które partnerzy mogą uznawać za zarezerwowane dla swojej relacji. Jest jeszcze niewierność internetowa, obejmująca zachowania podejmowane za pośrednictwem sieci – od erotycznych rozmów i sekstingu po cyberseks czy rozwijanie zażyłej relacji poza związkiem.

Te kategorie mogą się ze sobą przenikać. Ktoś może prowadzić z drugą osobą długie, bardzo osobiste rozmowy, nie wysyłając żadnych nagich zdjęć. Ktoś inny może wymieniać erotyczne fotografie, nie angażując się emocjonalnie. Jeszcze inna osoba uzna za zdradę już sam flirt, jeśli odbywa się on w tajemnicy przed partnerem. Nie wszyscy stawiamy granice w tym samym miejscu.

Ciekawe światło na ten problem rzuca badanie Andreasa Vosslera i Naomi Moller z 2020 roku. Autorzy rozmawiali z osobami, których partnerzy angażowali się w internetowe romanse. Uczestnicy najczęściej zaliczali do niewierności zachowania o charakterze seksualnym, między innymi cyberseks, wymianę erotycznych zdjęć czy dzielenie się seksualnymi fantazjami w internecie. Jednocześnie analiza wypowiedzi pokazała, że granice niewierności internetowej bywają niejasne i płynne.[3]

Podobny temat podjęły Monica Whitty i Laura-Lee Quigley w badaniu opublikowanym w 2008 roku. Analizowały one, jak ludzie postrzegają niewierność seksualną i emocjonalną w świecie rzeczywistym oraz w internecie. W sytuacji, w której uczestnicy musieli wybrać, co byłoby dla nich bardziej bolesne, mężczyźni częściej wskazywali niewierność seksualną, a kobiety emocjonalną. Nie oznacza to oczywiście, że wszyscy mężczyźni i wszystkie kobiety myślą w ten sposób. Badanie przeprowadzono na grupie 112 studentów, więc nie można traktować jego wyników jako uniwersalnej reguły.[4]

Co z tego wynika dla naszego tematu? Przede wszystkim to, że brak fizycznego kontaktu nie musi oznaczać braku zdrady. Dla jednej osoby regularne wysyłanie erotycznych zdjęć obcej osobie będzie poważnym naruszeniem zaufania. Dla innej większym problemem okaże się emocjonalne zaangażowanie w relację, która rozwija się poza związkiem. Są też pary, które dopuszczają takie formy kontaktu, ponieważ wcześniej wspólnie ustaliły, że nie naruszają one ich zasad.

Nie chodzi więc o to, żeby każdą internetową znajomość nazywać romansem ani każdy flirt uznawać za zdradę. Warto jednak przestać zakładać, że skoro nie było spotkania, pocałunku czy dotyku, to nic istotnego się nie wydarzyło. Relacje nie zaczynają się przecież dopiero wtedy, gdy dwoje ludzi staje naprzeciw siebie.

Czasami granica zostaje przekroczona znacznie wcześniej – w rozmowie, w intymnej wiadomości albo w wymianie zdjęć, której charakter obie strony doskonale rozumieją. Czy tak właśnie było w konkretnej sytuacji? To już wymaga przyjrzenia się nie tylko samemu zachowaniu, ale również zasadom i oczekiwaniom obowiązującym w danym związku.

Prywatna wiadomość kontra publiczna galeria

Wyobraźmy sobie, że ktoś publikuje swoje nagie zdjęcie w galerii portalu naturystycznego. Fotografia jest dostępna dla użytkowników, można ją obejrzeć, skomentować, czasem zostawić reakcję. Autor wie, że zobaczy ją więcej osób i właśnie z taką myślą ją udostępnia. Teraz wyobraźmy sobie, że dokładnie to samo zdjęcie wysyła prywatnie jednej, konkretnej osobie. Czy zmienia się coś poza sposobem dostarczenia fotografii?

Na pierwszy rzut oka niewiele. Przecież przedstawia tę samą osobę, w tej samej pozie i bez ubrania. Jednak zmienia się odbiorca, a wraz z nim może zmienić się znaczenie całego gestu.

Publiczna galeria ma zwykle charakter społecznościowy. Zdjęcie trafia do szerszego grona użytkowników, którzy mogą mieć różne zainteresowania i różne powody, dla których je oglądają. Autor może po prostu chcieć podzielić się swoim naturystycznym doświadczeniem, pokazać miejsce wypoczynku albo uczestniczyć w życiu portalu. Nie oznacza to, że każda fotografia opublikowana publicznie jest całkowicie pozbawiona erotycznego podtekstu, ale sam fakt jej udostępnienia nie przesądza o intencjach autora.

Prywatna wiadomość tworzy nieco inną sytuację. Nadawca wybiera konkretnego adresata. Nie wysyła zdjęcia całej społeczności, lecz jednej osobie, z którą prowadzi rozmowę. Może to być zwykły gest koleżeński, odpowiedź na pytanie albo część wymiany wakacyjnych fotografii. Ale może też stanowić bardziej osobisty sygnał: „To zdjęcie wysyłam właśnie tobie”. Zwłaszcza jeśli towarzyszą mu komplementy, dwuznaczne uwagi czy rozmowy, których nie prowadzilibyśmy w taki sam sposób na publicznym forum.

Nie jest to wyłącznie nasze subiektywne przypuszczenie. W badaniu Natalyi Bazarovej z 2012 roku uczestnicy postrzegali informacje udostępniane w prywatnych wiadomościach jako bardziej intymne i osobiste niż podobne treści publikowane publicznie. Autorka pokazała również, że kontekst przekazania informacji wpływa na ocenę relacji między nadawcą a odbiorcą.[5] Oczywiście badanie nie dotyczyło konkretnie nagich fotografii ani naturystów, ale pomaga zrozumieć, dlaczego prywatny kanał komunikacji może nadawać tej samej treści inne znaczenie.

Warto więc zwrócić uwagę na kilka rzeczy: czy zdjęcie zostało wysłane jednorazowo, czy jest częścią regularnej wymiany? Czy rozmowa dotyczy zwykłych spraw, czy stopniowo nabiera erotycznego charakteru? Czy obie osoby wiedzą, czego od siebie oczekują? A może jedna z nich zaczyna traktować tę znajomość jako coś wyjątkowego?

Nie chciałabym jednak, żebyśmy wyciągnęli z tego zbyt daleko idący wniosek. Prywatna wiadomość nie jest automatycznie czymś podejrzanym, podobnie jak publiczna galeria nie daje gwarancji całkowitej neutralności. Można wysłać komuś zdjęcie bez żadnych ukrytych zamiarów, a można również prowadzić flirt w komentarzach widocznych dla całej społeczności.

Dla osoby będącej w związku prywatny charakter takiego kontaktu może jednak mieć znaczenie. Partner może inaczej odbierać fotografię udostępnioną wszystkim użytkownikom portalu, a inaczej tę samą fotografię przesłaną wybranej osobie, szczególnie jeśli towarzyszy jej osobista, intymna rozmowa.

Ostatecznie nie chodzi więc o prosty podział na galerię, która jest niewinna, i prywatne wiadomości, które są podejrzane. Chodzi o kontekst i relację między ludźmi. Bo czasami ważniejsze od tego, co pokazuje zdjęcie, jest to, dlaczego trafiło właśnie do tej jednej osoby.

Kiedy zaczyna się zdrada? Granice ustalane w związku

Czy wysłanie nagiego zdjęcia innej osobie jest zdradą? Odpowiedź może zależeć od tego, kogo zapytamy. Dla jednej pary będzie to zachowanie zupełnie akceptowalne, dla innej poważne naruszenie zaufania. Są związki, w których partnerzy nie mają nic przeciwko flirtowaniu w internecie, a nawet wymianie erotycznych wiadomości. Są też takie, w których już samo prowadzenie dwuznacznej rozmowy z kimś obcym zostałoby odebrane jako przekroczenie granicy.

Nie oznacza to, że jedni mają rację, a drudzy przesadzają. Każdy związek tworzy własne zasady, wynikające z doświadczeń, potrzeb, poczucia bezpieczeństwa i wzajemnych oczekiwań. Problem pojawia się wtedy, gdy partnerzy mają zupełnie różne wyobrażenia o wierności, ale nigdy ze sobą o tym nie rozmawiali. Jedna osoba uważa, że skoro nie doszło do fizycznego spotkania, nic złego się nie wydarzyło. Druga może czuć się zdradzona już samym faktem, że partner prowadził z kimś intymną korespondencję.

Dlatego tak ważne są wcześniejsze ustalenia. Nie wystarczy zakładać, że druga osoba myśli podobnie jak my. Warto wiedzieć, jak partner odbiera flirt, prywatne rozmowy o seksualnym charakterze, wysyłanie zdjęć czy utrzymywanie kontaktów, które zaczynają przypominać coś więcej niż zwykłą znajomość. Nie chodzi o tworzenie regulaminu związku z listą zakazów i nakazów. Chodzi raczej o szczerość i wzajemny szacunek. Granice nie muszą być identyczne, ale powinny być sobie znane.

Ciekawe światło na tę kwestię rzuca badanie Michelle Drouin, Mandy Coupe i Jeffa R. Temple'a z 2017 roku. Naukowcy analizowali doświadczenia młodych dorosłych związane z sekstingiem w relacjach stałych i niezobowiązujących. W badanej grupie 352 studentów około połowa osób, które miały doświadczenia z sekstingiem, wskazywała na pozytywne lub neutralne konsekwencje, a około jedna dziesiąta na negatywne. Co istotne, osoby wymieniające takie treści z partnerami w stałych relacjach częściej opisywały pozytywne, a rzadziej negatywne doświadczenia niż uczestnicy sekstingu w relacjach niezobowiązujących.[6]

Nie jest to dowód na to, że seksting zawsze służy związkom albo że w stałej relacji nie może nikogo zranić. Badanie dotyczyło młodych studentów i ich subiektywnych ocen, a nie wszystkich par. Pokazuje jednak, że znaczenie takiej aktywności zależy między innymi od rodzaju relacji i jej kontekstu.

W środowisku naturystycznym warto szczególnie wyraźnie oddzielić dwie sprawy. Jeśli partnerzy wspólnie chodzą na plażę naturystyczną, publikują swoje zdjęcia w galerii albo nie mają problemu z pokazywaniem nagości, nie oznacza to automatycznie, że zgodzili się również na prywatne kontakty erotyczne z innymi osobami. Zgoda na wspólną aktywność naturystyczną nie jest zgodą na każdą formę intymności poza związkiem. Nie można też zakładać, że skoro ktoś akceptuje publiczne zdjęcia partnera, to będzie równie dobrze odbierał ich wysyłanie wybranym osobom w prywatnych wiadomościach.

Ostatecznie granica zdrady nie musi przebiegać w tym samym miejscu w każdym związku. Jedni uznają pewne zachowania za dopuszczalne, inni nie. Najważniejsze, żeby nie wykorzystywać tej różnicy jako wygodnego usprawiedliwienia: „Przecież nie mówiłaś, że nie wolno” albo „Nie spotkaliśmy się, więc nie ma o czym rozmawiać”.

Bo wierność to nie tylko przestrzeganie zakazów. To również uwzględnianie uczuć drugiej osoby i uczciwość wobec niej. A jeśli nie wiemy, gdzie przebiegają jej granice, chyba lepiej zapytać, zanim je przekroczymy.

Czy tajemnica mówi więcej niż samo zdjęcie?

Czasami w ocenie pewnej sytuacji ważniejsze od samej fotografii okazuje się to, co dzieje się wokół niej. Wyobraźmy sobie osobę, która wymienia z kimś nagie zdjęcia. Nie wiemy jeszcze, jaki charakter ma ta znajomość, czy jest to niewinny kontakt, flirt, czy może coś bardziej intymnego. Ale dowiadujemy się, że wszystkie wiadomości są regularnie kasowane, rozmowy przenoszone do kolejnych komunikatorów, a na pytania partnera padają wymijające odpowiedzi. Czy to zmienia sposób, w jaki patrzymy na całą sytuację?

Oczywiście, że może zmieniać. Nie dlatego, że samo ukrywanie rozmów automatycznie dowodzi zdrady. Powodów może być wiele. Ktoś może obawiać się nieuzasadnionej zazdrości, nie chce tłumaczyć każdej internetowej znajomości albo po prostu ceni swoją prywatność. Każdy ma prawo do własnej przestrzeni, również wtedy, gdy pozostaje w związku. Partnerstwo nie oznacza przecież obowiązku pokazywania sobie każdej wiadomości, udostępniania haseł czy zdawania relacji z każdej rozmowy.

Jest jednak różnica między prywatnością a świadomym ukrywaniem czegoś, co może mieć znaczenie dla drugiej osoby. Jeśli ktoś kasuje wiadomości po to, żeby partner nie dowiedział się o erotycznym charakterze rozmowy, przedstawia znajomość jako zwykłą koleżeńską, choć wie, że jest inaczej, albo celowo przenosi kontakt do mniej widocznego komunikatora, warto zadać sobie pytanie: dlaczego tak bardzo zależy mu na tym, żeby druga strona niczego się nie domyśliła?

Być może nie chodzi już tylko o samo zdjęcie. Być może osoba ukrywająca kontakt zdaje sobie sprawę, że jego charakter nie mieści się w granicach ustalonych w związku. Nie musi to jeszcze oznaczać, że doszło do zdrady, ale może świadczyć o tym, że pojawił się problem ze szczerością. A przecież zaufanie trudno budować na przemilczeniach i półprawdach.

Warto też pamiętać o jeszcze jednej granicy, która nie dotyczy już wierności, lecz prywatności i zgody. Jeśli ktoś wysyła nam nagie zdjęcie, nie oznacza to, że możemy zrobić z nim wszystko, na co przyjdzie nam ochota. Zgoda na otrzymanie fotografii nie jest zgodą na jej kopiowanie, pokazywanie znajomym, przesyłanie dalej ani publikowanie w internecie. To, że zdjęcie znajduje się w naszym telefonie, nie czyni nas jego właścicielem w sensie prawa do dowolnego rozpowszechniania.

Badania Elizabeth Clancy i współautorów z 2023 roku pokazują, jak istotne jest rozróżnienie między dobrowolnym a niedobrowolnym udostępnianiem intymnych materiałów. W badaniu obejmującym 2126 młodych dorosłych autorzy analizowali między innymi motywacje towarzyszące przekazywaniu takich treści innym osobom. Sam fakt otrzymania fotografii nie oznaczał, że jej dalsze udostępnienie odbywało się za zgodą osoby przedstawionej na zdjęciu.[7]

To ważne, bo intymność wymaga zaufania, a zaufanie wiąże się również z odpowiedzialnością za materiały, które ktoś nam powierza. Nie ma znaczenia, czy zdjęcie zostało wysłane partnerowi, znajomemu z portalu, czy osobie poznanej niedawno. Zgoda na jeden rodzaj kontaktu nie daje prawa do naruszania cudzej prywatności.

Może więc czasami warto spojrzeć na sprawę nieco szerzej. Nie pytać wyłącznie, dlaczego ktoś wysłał nagie zdjęcie, ale również dlaczego musiał to ukrywać, dlaczego skłamał i czy potrafił uszanować zaufanie osoby, która mu je powierzyła. Bo fotografia może zniknąć z telefonu jednym ruchem palca. Znacznie trudniej usunąć konsekwencje utraty zaufania.

Czy kobiety i mężczyźni oceniają takie zachowania inaczej?

Wyobraźmy sobie dwie osoby, które dowiadują się, że ich partnerzy prowadzą z kimś innym intymne rozmowy w internecie. W jednym przypadku chodzi o flirt i dwuznaczne wiadomości, w drugim o regularną wymianę nagich fotografii. Czy kobieta i mężczyzna zareagują na te sytuacje inaczej? Być może. Ale odpowiedź wcale nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać.

W potocznych rozmowach często słyszymy, że mężczyźni bardziej przejmują się zdradą fizyczną, a kobiety emocjonalną. To popularne uproszczenie ma pewne odniesienie w wynikach części badań psychologicznych, ale nie powinno być traktowane jak uniwersalna prawidłowość. Ludzie różnią się przecież temperamentem, doświadczeniami, poczuciem bezpieczeństwa i tym, czego oczekują od związku. Dla jednej osoby najważniejszy będzie fizyczny kontakt, dla innej intymna więź rozwijana poza relacją, a dla jeszcze innej – samo kłamstwo.

Warto przypomnieć badanie Moniki Whitty i Laury-Lee Quigley z 2008 roku, o którym wspominaliśmy już wcześniej. Autorki analizowały, jak uczestnicy oceniają niewierność seksualną i emocjonalną zarówno w świecie rzeczywistym, jak i w internecie. W sytuacji, w której trzeba było wskazać, co byłoby bardziej bolesne, mężczyźni częściej wybierali niewierność seksualną, natomiast kobiety – emocjonalną. Badanie objęło 112 studentów z jednej uczelni w Irlandii Północnej, a więc stosunkowo niewielką i specyficzną grupę. Nie daje podstaw do stwierdzenia, że wszyscy mężczyźni i wszystkie kobiety reagują w ten sposób.[4]

Co ciekawe, autorki nie wykazały, by uczestnicy automatycznie łączyli seks w internecie z zakochaniem albo internetowe zakochanie z seksem. To ważne rozróżnienie. Pokazuje, że nawet w ocenie internetowych kontaktów nie musimy utożsamiać seksualnego charakteru rozmowy z emocjonalnym zaangażowaniem.

W praktyce flirt w wiadomościach może być dla jednej osoby niewinną zabawą, dla drugiej początkiem intymnej relacji. Wymiana nagich fotografii może mieć charakter seksualny, ale nie musi wiązać się z uczuciami. Z kolei długie, osobiste rozmowy mogą budować bliskość nawet wtedy, gdy nie pojawia się w nich ani jedno erotyczne zdjęcie.

Nie da się więc z góry powiedzieć, że kobiety będą bardziej wyrozumiałe wobec fotografii, a mężczyźni wobec flirtu – albo odwrotnie. Możemy spotkać mężczyznę, dla którego emocjonalna więź partnerki z inną osobą będzie znacznie boleśniejsza niż wymiana zdjęć. Możemy też spotkać kobietę, która uzna wysłanie erotycznej fotografii za jednoznaczne przekroczenie granicy, niezależnie od tego, czy towarzyszyły temu uczucia.

Znaczenie mają również wcześniejsze doświadczenia. Ktoś, kto w przeszłości został oszukany, może być bardziej wyczulony na ukrywane kontakty. Osoba wychowana w środowisku, w którym nagość traktowano jako coś naturalnego, może inaczej oceniać samo pokazywanie ciała niż ktoś, dla kogo ma ono przede wszystkim intymny charakter. Nie oznacza to jednak, że pierwsza osoba automatycznie zaakceptuje seksting, a druga zawsze uzna go za zdradę.

W naszym naturystycznym środowisku nie powinniśmy na tej podstawie tworzyć żadnych podziałów ani przypisywać kobietom i mężczyznom określonych poglądów. Nie dysponujemy badaniami, które pozwalałyby stwierdzić, że naturystki i naturyści oceniają takie zachowania w szczególny sposób.

Być może najrozsądniej będzie więc odejść od pytania: „Jak na to patrzą kobiety, a jak mężczyźni?”. Znacznie więcej dowiemy się, pytając: „Jakie granice ustaliliśmy w naszym związku i co każde z nas uważa za ich przekroczenie?”. Bo ostatecznie płeć może wpływać na nasze doświadczenia i oczekiwania, ale nie zastąpi rozmowy z człowiekiem, z którym dzielimy życie.

Naturystyczna otwartość czy wygodna wymówka?

Jest takie zdanie, które w niektórych sytuacjach może skutecznie zakończyć każdą niewygodną rozmowę: „Przecież jesteśmy naturystami!”. Brzmi całkiem rozsądnie, prawda? Skoro nagość jest dla nas czymś naturalnym, nie powinniśmy doszukiwać się w niej podtekstów, robić problemu ze zdjęć ani traktować każdego kontaktu z nagą osobą jako czegoś wyjątkowego.

I rzeczywiście, trudno się z tym nie zgodzić. Naturyzm pomaga oswajać ciało, przełamywać niepotrzebny wstyd i patrzeć na nagość bez automatycznego przypisywania jej seksualnego znaczenia. Nie ma powodu, żeby z samego faktu pokazania nagiego ciała robić sensację. Tylko czy ten argument można stosować w każdej sytuacji?

Wyobraźmy sobie, że ktoś prowadzi z inną osobą coraz bardziej intymną korespondencję. Wysyłają sobie fotografie, pojawiają się komplementy, dwuznaczne uwagi i flirt. Kiedy partner lub partnerka zaczyna mieć wątpliwości, słyszy: „O co ci chodzi? Przecież jesteśmy naturystami. Dla nas nagość jest normalna”.

Być może rzeczywiście nie ma w tym nic złego. Może obie strony traktują taką wymianę jako niewinną zabawę, a ich partnerzy doskonale o niej wiedzą i ją akceptują. Ale możliwe jest również coś innego: argument o naturystycznej otwartości staje się wygodnym sposobem na uniknięcie rozmowy o intencjach, charakterze znajomości i granicach obowiązujących w związku.

Nie chodzi o to, żeby kogokolwiek podejrzewać czy przypisywać takie zachowania użytkownikom naszego portalu. Nie mamy podstaw, by twierdzić, że jest to zjawisko powszechne w środowisku naturystycznym. Warto jednak zadać sobie pytanie, czy czasami nie próbujemy wykorzystać idei, z którą się utożsamiamy, do usprawiedliwienia czegoś, co wymagałoby zwyczajnej, uczciwej rozmowy.

Akceptacja nagości nie oznacza automatycznej zgody na flirt, seksting ani budowanie intymnej relacji z osobą trzecią. Można bez skrępowania pokazywać się nago na plaży, publikować fotografie w galerii i rozmawiać o cielesności, a jednocześnie nie akceptować erotycznej korespondencji partnera z kimś poznanym w internecie. Te rzeczy wcale się nie wykluczają.

Wolność osobista jest ważna. Każdy dorosły człowiek ma prawo do własnych znajomości, prywatności i decyzji dotyczących swojego ciała. Ale związek również opiera się na pewnych zobowiązaniach. Jeśli zdecydowaliśmy się budować go z drugą osobą, powinniśmy brać pod uwagę nie tylko własną swobodę, lecz także jej poczucie bezpieczeństwa i granice. Nie oznacza to kontroli nad partnerem ani konieczności uzgadniania każdego gestu. Chodzi o wzajemny szacunek i uczciwość.

Warto też pamiętać, że naturystyczna otwartość nie musi być przeciwieństwem lojalności. Można być osobą bardzo swobodną w kwestii nagości, nie odczuwać wstydu przed pokazywaniem ciała, a jednocześnie jasno określać, jakiego rodzaju kontakty z innymi ludźmi są dla nas i naszego partnera w porządku. Nie trzeba wybierać między akceptacją własnego ciała a wiernością.

Może więc zamiast zasłaniać się hasłem „przecież jesteśmy naturystami”, warto czasami zadać sobie kilka prostych pytań: czy druga osoba zna charakter tej znajomości? Czy nie ukrywamy czegoś, co sami uznalibyśmy za istotne? Czy potrafilibyśmy spokojnie opowiedzieć partnerowi o tej wymianie wiadomości?

Naturyzm może zdejmować z nas ubranie, ale nie powinien zdejmować z nas odpowiedzialności. Bo granice w relacjach nie znikają wtedy, gdy znika odzież. A szacunek do drugiego człowieka powinien być równie naturalny jak swoboda, której tak bardzo cenimy w naturyzmie.

Nie zdjęcie jest najważniejsze, lecz to, co za nim stoi

Wróćmy na chwilę do pytania, od którego zaczęliśmy: czy nagie zdjęcie może być zdradą? Po przejściu przez wszystkie te rozważania odpowiedź nadal nie jest jednoznaczna. I chyba właśnie tak powinno być, bo trudno oczekiwać, że tak złożoną sprawę uda się zamknąć w jednym zdaniu.

Nagość sama w sobie nie musi oznaczać erotyki. Dla naturysty nagie ciało może być po prostu naturalną częścią codzienności, wypoczynku czy wspólnego spędzania czasu. Wysłanie komuś fotografii nie musi więc automatycznie oznaczać flirtu, a tym bardziej zdrady. Nie każde zdjęcie ma drugie dno i nie każda prywatna wiadomość jest początkiem romansu.

Z drugiej strony nie możemy udawać, że wszystko, co dzieje się w internecie, jest pozbawione znaczenia tylko dlatego, że odbywa się na ekranie telefonu. Seksting, erotyczne rozmowy czy regularna wymiana intymnych fotografii mogą tworzyć szczególną więź między ludźmi, nawet jeśli nigdy nie spotkali się osobiście. Brak fizycznego kontaktu nie oznacza przecież, że nie pojawiają się emocje, oczekiwania czy przekraczanie granic.

Ważne jest również to, jakie zasady obowiązują w konkretnym związku. Jedna para może akceptować flirtowanie z innymi osobami, inna nie będzie miała nic przeciwko publikowaniu nagich zdjęć, ale nie zgodzi się na ich prywatne wysyłanie. Jeszcze inna uzna, że najważniejsza jest szczerość i wzajemna wiedza o charakterze takich kontaktów. Nie ma jednej definicji wierności, którą można narzucić wszystkim.

Nie oznacza to jednak, że możemy dowolnie interpretować zasady związku na własną korzyść. Naturystyczna otwartość nie zwalnia nas z odpowiedzialności za własne zachowanie. Akceptacja nagości nie jest automatyczną zgodą na intymność z innymi osobami, podobnie jak prawo do prywatności nie powinno być wygodnym usprawiedliwieniem świadomego oszukiwania partnera.

Być może właśnie tutaj znajduje się najważniejsza część całej tej historii. Nie w samym zdjęciu, jego pozie czy stopniu nagości, ale w intencji osoby, która je wysyła, charakterze relacji z odbiorcą i tym, czy druga strona zna prawdę o tym kontakcie. Czasami fotografia jest tylko fotografią. Innym razem staje się elementem czegoś znacznie bardziej osobistego. A jeszcze innym – początkiem problemu, którego wcale nie chcieliśmy zauważyć.

Nie chciałabym kończyć tego felietonu kolejną listą zakazów ani przekonywać kogokolwiek, że wiem lepiej, jak powinien wyglądać jego związek. Każdy z nas ma prawo do własnych granic, a każda para musi znaleźć sposób na życie w zgodzie ze sobą. Warto jednak pamiętać, że zaufanie nie polega wyłącznie na tym, czego sobie wzajemnie zabraniamy. Równie ważne jest to, czy potrafimy być wobec siebie szczerzy, także wtedy, gdy rozmowa może okazać się niewygodna.

Może więc zamiast pytać, czy nagie zdjęcie samo w sobie jest zdradą, warto zadać sobie inne pytanie: czy zachowałbym się tak samo, gdyby mój partner siedział obok i widział całą tę rozmowę?

Nie jest to test, który rozstrzygnie każdą sytuację. Ale czasami taka chwila szczerego zastanowienia mówi nam więcej niż najdłuższa dyskusja o tym, gdzie kończy się naturyzm, a zaczyna niewierność.

Bo ubranie możemy zdjąć bez większego problemu. Zaufanie, kiedy raz je stracimy, znacznie trudniej odzyskać.

Przypisy:

[1] J. Van Ouytsel, N. M. Punyanunt-Carter, M. Walrave, K. Ponnet, „Sexting within Young Adults’ Dating and Romantic Relationships”, Current Opinion in Psychology, 2020, t. 36, s. 55–59, DOI: 10.1016/j.copsyc.2020.04.007

[2] A. Adam, „Perceptions of Infidelity: A Comparison of Sexual, Emotional, Cyber-, and Parasocial Behaviors”, Interpersona: An International Journal on Personal Relationships, 2019, t. 13, nr 2, s. 237–252, DOI: 10.5964/ijpr.v13i2.376. Badanie miało charakter eksploracyjny i dotyczyło ocen uczestników, a nie uniwersalnej definicji zdrady.

[3] A. Vossler, N. P. Moller, „Internet Affairs: Partners’ Perceptions and Experiences of Internet Infidelity”, Journal of Sex & Marital Therapy, 2020, t. 46, nr 1, s. 67–77, DOI: 10.1080/0092623X.2019.1654577.

[4] M. T. Whitty, L.-L. Quigley, „Emotional and Sexual Infidelity Offline and in Cyberspace”, Journal of Marital and Family Therapy, 2008, t. 34, nr 4, s. 461–468, DOI: 10.1111/j.1752-0606.2008.00088.x.

[5] N. N. Bazarova, „Public Intimacy: Disclosure Interpretation and Social Judgments on Facebook”, Journal of Communication, 2012, t. 62, nr 5, s. 815–832, DOI: 10.1111/j.1460-2466.2012.01664.x. Badanie dotyczyło postrzegania prywatnych i publicznych ujawnień informacji w mediach społecznościowych, a nie wymiany nagich zdjęć.

[6] M. Drouin, M. Coupe, J. R. Temple, „Is Sexting Good for Your Relationship? It Depends …”, Computers in Human Behavior, 2017, t. 75, s. 749–756, DOI: 10.1016/j.chb.2017.06.018. Badanie objęło 352 studentów; jego wyników nie należy bezpośrednio uogólniać na wszystkie grupy wiekowe i rodzaje związków.

[7] E. M. Clancy i in., „The Role of Consent and Motivations in Sext Dissemination”, Journal of Interpersonal Violence, publikacja online 2023, DOI: 10.1177/08862605231163886. Badanie dotyczyło udostępniania intymnych materiałów za zgodą i bez zgody osoby przedstawionej na zdjęciu.

  • Więcej
Ankieta
Czy nagie zdjęcie wysłane innej osobie może być zdradą?
Komentarze (4)
    • Jak zawsze temat profesjonalnie potraktowany i jak jednocześnie aktualny w dzisiejszym świecie. 👍🌞

      • Pięknie opisany ten trudny i zawiły temat😍💪👍

        • Mega trutny ale i ważny temat. Szczególnie mocno uderzyła mnie konkluzja autora będąca podsumowaniem obserwowanych na stronach naturystycznych typowych zachowań członków tych że portali. Czy zachowalibyśmy się tak samo, gdyby nasz partner siedział obok i widział z kim i o czym rozmawiamy? Czy mamy świadomość podejmowanego ryzyka utraty zaufania naszych partnerów, o ile oczywiscie podejmujemy kontakty bez ich wiedzy i udziału. Niestety prawdą jest, że naturyzm może uczyć nas swobody, akceptacji i braku uprzedzeń wobec nagości ale nie zwalnia nas to jednak z odpowiedzialności za to, jak i po co budujemy relacje. Gdy niewinna wydawałoby sie rozmowa przeradza sie w codzienne obcowanie ... gdy pojawia się pewien rodzaj bliskości i budowania z kimś chwilę temu obcym emocjonalnej więzi. Czy to już romans i zdrada. To chyba każdy musi sobie opowiedzieć sam ale jesli uwzglednić uczucia drugiej osoby/partnera, to odpowiedź wydaje sie oczywista. Uważajmy zatem, bo granicę przekroczyć jest bardzo łatwo ...

          • Moim zdaniem kluczowy jest charakter zdjęcia i kontekst wysłania. Warto też pamiętać, że czasem motywem wysłania zdjęcia w konwersacji prywatnej jest brak zaufania do portali i ogólnodostępnych galerii. Znam sporo osób "ze środowiska" które nie publikują swoich zdjęć (albo publikują minimalnie, by nie być "pustym profilem") bo nie chcą by te zdjęcia potem "latały" po sieci. Sam do nich należę: staram się nie pokazywać nago w sieci, żeby moje zdjęcia nie były wykorzystywane bez mojej wiedzy i zgody. Ale jak komuś zaufam to nie widzę problemu w tym żeby wymienić zdjęcia a skoro to rozmowa naturystyczna to mogą być to zdjęcia nagie. Podobnie z rozmową wideo. To "urealnia" kontakt online z jednej strony, a z drugiej nie ma różnicy czy ta osoba zobaczyłaby mnie na plaży, saunie czy widzi mnie przez Internet.

            Zaloguj się lub Załóż konto aby zobaczyć lub skomentować tę treść.
            Popularne wpisy
            Reklama