·   ·  68 wpisów
  •  ·  50 znajomych
  • 71 obserwujących

Społeczność, która patrzy, ale nie mówi

Dlaczego użytkownicy chętniej oglądają zdjęcia niż wchodzą w dyskusje? Dlaczego oceny i szybkie reakcje zastępują rozmowę? Patrząc na aktywność naszej strony, łatwo zauważyć pewien powtarzający się schemat: galerie przyciągają uwagę, ale komentarze milkną. Czy to oznacza brak zainteresowania? A może tylko zmianę sposobu uczestnictwa w społeczności? W tym felietonie zastanawiam się, czy brak słów naprawdę oznacza brak obecności — czy może po prostu nauczyliśmy się być razem w inny sposób niż kiedyś.

Obserwacja, która zainicjowała temat

Ostatnio coraz częściej łapię się na jednej, dość ciekawej obserwacji związanej z funkcjonowaniem naszej strony. Przeglądając statystyki i codzienną aktywność użytkowników, widzę wyraźny schemat: galerie zdjęć przyciągają dużą uwagę, oceny są chętnie wystawiane, ale gdy przychodzi do dyskusji – zapada cisza.

Nie jest to jednorazowe zjawisko, raczej powtarzający się rytm. Jakbyśmy wszyscy chętnie „byli obecni”, ale już niekoniecznie chcieli się wypowiadać.

I wtedy pojawia się pytanie, które nie daje mi spokoju:

czy jesteśmy jeszcze społecznością, czy już tylko miejscem, które się ogląda?

Naturalna „cicha większość” internetu

Z czasem zaczęłam patrzeć na to zjawisko szerzej i mam wrażenie, że nie dotyczy ono wyłącznie naszej strony, ani nawet samego naturyzmu. To raczej sposób, w jaki funkcjonuje współczesny internet.

Od lat mówi się o tzw. „cichej większości” – użytkownikach, którzy korzystają z treści, ale nie zostawiają po sobie żadnego śladu. Czytają, oglądają, przeglądają, czasem klikną „lubię to” albo wystawią ocenę, ale rzadko wchodzą w rozmowę.

W praktyce oznacza to, że aktywnych komentujących jest tylko niewielka część wszystkich odwiedzających. Reszta pozostaje niewidoczna, choć to właśnie ona często stanowi większość odbiorców.

I nie ma w tym nic dziwnego ani nowego. Internet od dawna działa w taki sposób – tylko nasze wyobrażenie o „społeczności online” bywa inne, bardziej rozmowne, bardziej żywe, niż pokazuje rzeczywistość.

Może więc pytanie nie brzmi: dlaczego ludzie nie piszą?

Tylko raczej: dlaczego wciąż spodziewamy się, że będą?

Dlaczego zdjęcia wygrywają z tekstem

Gdy przyglądam się aktywności użytkowników, trudno nie zauważyć jeszcze jednej rzeczy: obrazy zawsze przyciągają większą uwagę niż słowo pisane. Galerie są przeglądane szybko, intuicyjnie, niemal odruchowo, podczas gdy dyskusje wymagają już zatrzymania się na chwilę i wejścia w inny tryb myślenia.

Zdjęcie działa natychmiast. Nie wymaga interpretacji, nie stawia warunków, nie prosi o wysiłek. Wystarczy jedno spojrzenie, żeby coś poczuć, ocenić albo po prostu przejść dalej. Tekst natomiast wymaga czasu – nawet krótkiego – oraz pewnej gotowości do skupienia.

I właśnie w tym tkwi różnica. Obraz daje szybkie wrażenie, tekst wymaga uczestnictwa.

Może więc nie chodzi o to, że użytkownicy nie chcą rozmawiać.

Może po prostu internet nauczył nas wybierać to, co najszybsze i najmniej wymagające?

Naturyzm jako temat „wrażliwy” społecznie

W przypadku naturyzmu dochodzi jeszcze jeden, dość istotny element, który może tłumaczyć tę ciszę w komentarzach. To temat, który dla wielu osób nadal jest w pewien sposób delikatny, prywatny albo po prostu „nieoczywisty” społecznie.

Nawet jeśli ktoś czuje się swobodnie z oglądaniem zdjęć i jest zainteresowany samą ideą naturyzmu, nie zawsze oznacza to gotowość do publicznego zabrania głosu. Wypowiedź w komentarzu to już coś więcej niż tylko oglądanie – to ujawnienie swojej postawy, tonu, czasem także siebie.

Dlatego pewnie wielu użytkowników wybiera bezpieczniejszą formę obecności: pozostają obserwatorami. Są obecni, ale niewidoczni.

I może właśnie tutaj tkwi pewien paradoks – temat, który dotyczy swobody i naturalności, w przestrzeni internetowej często staje się powodem większej ostrożności niż inne.

Może więc to nie brak zainteresowania, ale raczej ostrożność sprawia, że dyskusje są tak ciche?

A może nie każdy temat, który oglądamy, jest tym samym tematem, o którym chcemy mówić?

Oglądanie jako forma uczestnictwa

Z biegiem czasu zaczęłam się zastanawiać, czy milczenie użytkowników rzeczywiście oznacza brak zaangażowania. Bo jeśli spojrzeć na to szerzej, samo oglądanie zdjęć, przeglądanie galerii czy wystawianie ocen również jest jakąś formą obecności.

To inny rodzaj uczestnictwa – mniej widoczny, mniej „głośny”, ale jednak realny. Każde kliknięcie, każde zatrzymanie się na zdjęciu, każda ocena to sygnał, że ktoś był, zobaczył i zareagował, nawet jeśli nie ubrał tego w słowa.

Być może więc myślimy o „społeczności” zbyt wąsko, utożsamiając ją głównie z dyskusją. A przecież internet od dawna pokazuje, że uczestnictwo może mieć wiele poziomów – od aktywnego pisania, przez reagowanie, aż po samo bycie odbiorcą.

I wtedy pojawia się pytanie:

czy społeczność przestaje istnieć, jeśli nie mówi głośno, czy po prostu zmienia sposób, w jaki się komunikuje?

Dlaczego nie komentujemy?

Jeśli spróbować spojrzeć na to jeszcze głębiej, brak komentarzy nie zawsze wynika z braku opinii. Często chodzi raczej o to, że komentarz wymaga pewnego rodzaju decyzji — wyjścia z roli obserwatora i wejścia w rolę osoby, która się ujawnia.

A to już bywa trudniejsze, niż mogłoby się wydawać.

Wielu z nas może mieć poczucie, że „nie ma nic nowego do dodania”, że ich komentarz nie wniesie nic istotnego albo po prostu nie jest potrzebny. Inni mogą odczuwać pewien dyskomfort związany z publicznym wyrażaniem swojego zdania w temacie, który – mimo wszystko – dotyczy sfery intymności i ciała.

Jest też w tym zwykła wygoda. Obserwowanie nie wymaga żadnego ryzyka. Komentarz już tak – nawet jeśli minimalnego.

I w tym sensie milczenie nie musi oznaczać obojętności. Może być raczej formą bezpiecznej obecności, w której ktoś decyduje się zostać po stronie widza, a nie uczestnika rozmowy.

I wtedy pojawia się kolejne pytanie:

czy w świecie pełnym treści naprawdę potrzebujemy jeszcze więcej wypowiedzi, czy raczej akceptujemy fakt, że część ludzi wybiera ciszę?

Czy to problem, czy po prostu zmiana formy społeczności?

W tym miejscu trudno już oprzeć się pytaniu, czy to, co obserwuję, jest w ogóle problemem. Bo z jednej strony można odczuwać pewien brak – mniej rozmów, mniej wymiany myśli, mniej „żywej” dyskusji. Z drugiej jednak strony być może nie jest to zanik, lecz zmiana formy tego, jak dziś funkcjonują społeczności w internecie.

Kiedyś fora internetowe były miejscem długich rozmów, sporów i wymiany opinii. Dziś coraz częściej mamy do czynienia z przestrzeniami opartymi na obrazach, szybkich reakcjach i krótkich sygnałach obecności. Nie znaczy to, że ludzie przestali być zainteresowani – raczej zmienił się sposób, w jaki to zainteresowanie wyrażają.

Być może więc nie tracimy społeczności, tylko tracimy jej dawny kształt.

I w tym miejscu pojawia się pytanie, które wydaje się najważniejsze:

czy społeczność musi być głośna, żeby nadal była społecznością?

Co to oznacza dla naszej strony i jak na to patrzeć praktycznie

Jeśli zaakceptujemy, że większość użytkowników pozostaje w roli obserwatorów, to zmienia się sposób, w jaki możemy patrzeć na całą aktywność na stronie. Znika potrzeba porównywania „liczby komentarzy” z „liczbą wejść”, bo okazuje się, że to dwie różne warstwy zaangażowania.

W praktyce oznacza to, że społeczność nie jest mniej aktywna — ona jest po prostu mniej widoczna w swojej aktywności. Większość użytkowników nadal uczestniczy, ale robi to w sposób cichy: oglądając, przeglądając, oceniając.

To z kolei daje dość ważny wniosek: nie każda forma interakcji musi być głośna, żeby była wartościowa. Czasem sama obecność użytkowników jest już sygnałem, że treści działają i są potrzebne.

Z perspektywy strony może to oznaczać jedno: warto przestać mierzyć „życie społeczności” wyłącznie liczbą dyskusji, a bardziej patrzeć na całość zachowań — także tych niewidocznych na pierwszy rzut oka.

I może właśnie w tym tkwi pewna zmiana podejścia:

zamiast pytać, dlaczego ludzie nie piszą, można zacząć zauważać, że już w inny sposób biorą udział w tym, co tworzymy.

Spokojna puenta

Wracając na koniec do początku tej obserwacji, łatwo byłoby powiedzieć, że brakuje nam rozmów, że społeczność jest zbyt cicha albo że coś się „traci” po drodze. Ale im dłużej się temu przyglądam, tym bardziej mam wrażenie, że to nie tyle brak, co zmiana sposobu obecności.

Być może po prostu nauczyliśmy się funkcjonować inaczej — mniej słowami, a bardziej spojrzeniem. Mniej rozmową, a bardziej reakcją. I choć może to sprawiać wrażenie ciszy, to jednak w tej ciszy nadal ktoś jest po drugiej stronie ekranu.

Może więc nie brakuje nam dyskusji tak bardzo, jak nam się wydaje.

Może po prostu nauczyliśmy się uczestniczyć w nich ciszej, niż kiedyś.

Pozdrawiam. Miłego dnia.

  • Więcej
Komentarze (4)
    • Celina pozwól że podzielę się swoimi obserwacjami i przemyśleniami dlaczego ludzie przestają angażować się w komentarze jak i inne aktywności związane z czytaniem jak i pisaniem oraz jaka jest różnica pomiędzy tymi czynnościami vs oglądanie obrazu/ filmu.

      Moim skromnym i nie liczącym się zdaniem ? tego typu zachowania nie można podpiąć tylko pod jedną przyczynę bo to złożone zachowanie natomiast jedno z zachowań prowadzi do takich wyników jakie odpisujesz czyli brak ruchu w formie pisanej.

      Na wstępie zaznaczam że nie chce nikogo obrazić to tylko analiza moich obserwacji która mówi raczej jednogłośnie że ludzie nie chcą się męczyć i to nie fizycznie a psychicznie a to zasługa niestety obecnych środków masowego przekazu jakim jest telewizja i Internet.

      Cofając się do czasów w moim przypadku do moich dziadków to w telewizji były 3 kanały telewizyjne w wyznaczonych godzinach i koniec, żadnego internetu, żadnego innego wizyjnego medium a teraz wszędzie wszystko wyświetla obrazy a coraz mniej treści pisanej. Dlaczego? Bo oglądanie obrazów daje do mózgu natychmiastową nagrodę a czytanie materiału bez obrazu męczy w taki sposób że trwa dłużej, opisaną treść trzeba umieć sobie jeszcze zwizualizować w głowie a to niestety wysiłek na który nie wszyscy są gotowi.

      Media przekazując obraz pokazują go wszystkim takim jak dokładnie chcą a po przeczytaniu artykułu każdy odbiorca na podstawie swoich paradygmatów wizualizuje zupełnie inny obraz.

      Zastanawiam się ile osób przeglądających wątłej jakości filmy na FB, insta, tik toku poświęca czasu na przeczytanie książki, jakiejkolwiek książki a dlaczego? czym się różni 1 h dziennie poświęcona na przewijanie filmików od przeczytania kilkunastu stron książki ano tym że czytanie po prostu i fizycznie" BOLI". Przecież godzina to godzina.

      Nie ćwicząc czytania tracimy zasób słów a słowa są potrzebne do pisania a jak brak słów do pisania to jak mają się pojawiac komentarze.

      Dlatego uważam że chcąc nie chcąc historia zatacza koło i wracamy do ery jaskiniowców ryjących grafiki na ścianach jaskiń, może to śmieszne ale tak jak to widzę.

      Widzę to też w zakładach pracy patrząc na instrukcje stanowisko we jak są tworzone, widać to w instrukcjach jak kupujesz jakieś najprostsze urządzenie, wszędzie są obrazki a treści prawie nic.

      Kolejnym punktem jest to że nie wszyscy nawet ci którzy zniosą ten ból czytania i pisania? chcą się ujawniać ponieważ ich uczestnictwo w jakieś grupie o nieco innej kulturze może zostać opacznie odebrane dlatego też Wola się nie ujawniać czy to wizerunkowo czy w komentarzach a z czego to wynika ano z braku otwartej komunikacji.

      Tak jak w jednym z artykułów ktoś napisał że pani pochwaliła się koleżankom że opala się toples a jej mąż nago i koleżanki zdębiały. A co dziwnego w nagosci ? nasze niedoskonałe ciała ? więc zapytam gdzie jest jedyny i słuszny wzornik kobiecego i męskiego ciała?

      Można by jeszcze więcej pisać ale mogło by się to przeciągnąć i być dłuższe niż sam artykuł więc kończe i pozdrawiam ❤️

      • Dziękuję Ci za ten komentarz — naprawdę. Widać, że włożyłeś w niego dużo refleksji i uważności, a takie głosy są dla tej społeczności bardzo cenne ❤️

        Poruszyłeś kilka ważnych wątków i myślę, że wiele osób może się w nich odnaleźć. Rzeczywiście — świat bardzo przyspieszył, a forma przekazu się zmieniła. Obraz stał się „łatwiejszy”, szybszy, bardziej natychmiastowy. Czytanie i pisanie wymagają czegoś więcej: chwili zatrzymania, skupienia, a czasem też odwagi, żeby ubrać swoje myśli w słowa i… pokazać je innym.

        Bardzo trafne jest też to, co napisałeś o „niechęci do wysiłku psychicznego” — choć ja powiedziałabym może trochę łagodniej: o zmianie nawyków. Ludzie przyzwyczaili się do innego tempa i formy odbioru. To nie zawsze oznacza brak chęci, czasem po prostu brak przestrzeni albo nawyku.

        I niezwykle ważny punkt, który poruszyłeś na końcu — kwestia obawy przed oceną. To coś, co widzę bardzo często. Wiele osób czyta, obserwuje, ale nie komentuje, bo nie chce się „ujawniać” albo obawia się reakcji otoczenia. I to dotyczy nie tylko naturyzmu, ale tutaj jest szczególnie widoczne.

        Dlatego takie komentarze jak Twój są podwójnie ważne — bo przełamują tę ciszę i pokazują, że można mówić otwarcie, spokojnie i z szacunkiem.

        A co do Twojej refleksji o „powrocie do obrazów” — jest w tym coś symbolicznego i trochę przewrotnego… ale może też nie wszystko jest takie czarno-białe. Może chodzi o znalezienie równowagi — między obrazem a słowem, między szybkim odbiorem a głębszą refleksją.

        Jeszcze raz dzięki za Twój głos. Takie dyskusje budują coś więcej niż tylko „ruch w komentarzach” — budują prawdziwą społeczność :)

      • Celina przez to że już trochę czasu chodzę po tej ziemi wiem na pewno że za zrozumienie przekazywanej informacji drugiej osobie odpowiedzialny jest ten który informację przekazuje a nie ten który ja odbiera dlatego tez ja na pewne tematy jestem jak viking w połączeniu z meblami z IKEA czyli siekierą ciosany. Więc jeśli uważam że wysiłek umysłowy komuś sprawia ból to nie chcę używać zmiękczeń i owijania w bawełnę bo tak jest bardziej poprawnie. Ale to również nie znaczy że nie szanuję Twojej sugestii odnośnie tego że Ty użyła byś innego określenia, i to jest właśnie fajne w komentarzach i ogólnie wyrażania siebie poprzez pisanie. Na obrazkach nawet najładniejszych, najseksowniejszych i jakkolwiek naj naj to nadal obrazek który wszyscy widzą jednakowo i nikt nic nie powie czy nie napisze. W informacjach które przekazuje poprzez komentarz staram się to robić w taki sposób żeby informacja była czytelną ale nie obraźliwa ponieważ obrażenie nic dobrego nie wnosi w rozmowę.

        Myślę też że obecnie ludzie zdecydowanie wolą wizualna cześć przekazywania informacji ponieważ łatwiej też ja stworzyć i udostępniać szerokiej publiczności niż kiedyś. Mówię np i telefonach, kamerkach, i jak że innych możliwościach wykazywania się twórczo pod względem tego co dobrze łapie na internetach. Przypuszczam że pamiętasz czasy kiedy biegło się po wczasach czy imprezie do fotografa żeby wywołać film z aparatu a cała droga to była jedna wielka emocja czy film się nie naświetli. Dziś klik może dwa i w kilka sekund i Twoim "dziele" może wiedzieć cały świat i to również jest fajne ale brak tu pewnych emocji które mamy zakodowane, my myślę ludzie z lat 80 do 90 może do 00.

        Im bliżej obecnych czasów tym mniej pisania a więcej oglądania. Tak dla porównania zobacz ilu mamy twórców cyfrowych produkujących różnego rodzaje filmy a ilu mamy pisarzy. Teraz może ai trochę zmieni ten trend bo również łatwiej jest zrobić dobry prompt i wygenerować jakaś historyjkę niż samemu ją skrobać ale pytanie czy ktoś to przeczyta i skomentuje.

        Zgodzę się na pewno z Tobą w tym stwierdzeniu że skoro jesteśmy w takiej społeczności czy innej powinniśmy brać czynny udział w rozmowach, komentowaniu ale szczerze i bez hamówy (bo tego nie toleruję) ponieważ każdy komentarz, każde słowo czy emotka to jest paliwo dla tego który poświęcił swoje czas na zrobienie zdjęcia, może czegoś poprawienia, udostępnienia go tutaj, opisania co autor miał na myśli przekazując to zdjęcie szerszej publiczności. Wiele ładnych zdjęć kobiet i mężczyzn jest tu pokazanych ale niestety brak interakcji między społecznością.

        Mała prośba dla wszystkich czytających mój komentarz, kliknijcie w albumy osób które udostępniają zdjęcia i napiszcie co myślicie o zdjęciu, o osobie na zdjęciu, o drugim planie a może pierwszym zależy co autor zdjęcia chciał pokazać. To pozwoli uruchomić relacje mniej lub bardziej koleżeńskie ale jednak relacje. A z czasem myślę pojawi się więcej zdjęć i więcej komentarzy a nasza Adminka dostanie jeszcze więcej wiatru pod spódnicę :) i będzie weselnej. Dlatego komentujecie, piszcie a ból z czasem minie.

        • Widzę, że masz bardzo konkretny sposób patrzenia na komunikację — i w sumie to jest w tym sporo prawdy :) Jeśli ktoś coś przekazuje, to rzeczywiście bierze odpowiedzialność za to, jak to wybrzmi.

          I powiem Ci szczerze — ja naprawdę doceniam tę Twoją „bezpośredniość jak z siekiery” :) Bo ona ma jedną dużą zaletę: jest autentyczna. A autentyczność w dzisiejszych czasach to coś, czego często brakuje.

          Z drugiej strony… ja chyba jestem z tej drugiej strony barykady :) Lubię zostawić trochę przestrzeni, złagodzić czasem przekaz, żeby więcej osób miało odwagę się odezwać. Bo nie każdy ma taką „grubszą skórę” i dla niektórych pierwszy komentarz to już jest mały krok poza strefę komfortu.

          I myślę, że właśnie w tym jest siła — że możemy się różnić w sposobie mówienia, a nadal się rozumieć i szanować. Dokładnie tak, jak to pokazałeś w swoim komentarzu.

          Bardzo podoba mi się też to, co napisałeś o komentowaniu zdjęć i budowaniu relacji. Podpisuję się pod tym obiema rękami. Bo bez tego ta społeczność faktycznie staje się tylko „miejscem do oglądania”, a nie do bycia razem.

          Ja od siebie dorzucę tylko jedną rzecz — zachęcam do szczerości, ale takiej, która buduje, a nie zamyka. Bez „hamówy” w sensie autentyczności — tak. Bez szacunku — już niekoniecznie :)

          A „wiatr pod spódnicę” przyjmuję z uśmiechem :) I obiecuję — będę robić wszystko, żeby było tu coraz więcej życia, rozmów i tej dobrej energii, o której piszesz.

          Dzięki za Twój głos. Takie komentarze naprawdę coś tutaj uruchamiają 

        Zaloguj się lub Załóż konto aby zobaczyć lub skomentować tę treść.
        Popularne wpisy
        Reklama