- · 60 znajomych
-
83 obserwujących
Samotny mężczyzna za drzwiami Dlaczego niektóre miejsca stosują inne zasady?
Skąd właściwie wziął się ten felieton?
Czasami człowiek napisze jeden, wydawałoby się całkiem konkretny wpis, a życie pod nim zaczyna pisać zupełnie inny. 😊
Tak właśnie stało się przy mojej ostatniej informacji o naszych planach związanych z uruchomieniem dwóch nowych stron. Chciałam przede wszystkim opowiedzieć Wam, po co je tworzymy, czym będą różniły się od naturysci.org i dlaczego zdecydowaliśmy się dać im trochę więcej swobody w tematyce, która na naszej głównej stronie zawsze będzie miała swoje granice.
Tymczasem w komentarzach bardzo szybko pojawił się zupełnie inny wątek. Zaczęła się rozmowa o tym, kto będzie mógł korzystać z nowej strony, a konkretnie o decyzji, że będzie ona przeznaczona dla par oraz singielek. I wtedy padło słowo, które w tego typu dyskusjach pojawia się chyba wyjątkowo szybko: „dyskryminacja”.
Potem zrobiło się jeszcze ciekawiej, bo temat przestał dotyczyć wyłącznie naszej nowej strony. Zaczęliśmy rozmawiać o samotnych mężczyznach w naturyzmie w ogóle. O plażach, ośrodkach, zamkniętych obiektach, spotkaniach naturystycznych i o tym, że również tam nie zawsze każdy może po prostu przyjechać, wejść i korzystać z miejsca dokładnie na takich samych zasadach.
I właśnie w tym momencie pomyślałam sobie: chwileczkę... może warto zatrzymać się przy tym temacie trochę dłużej.
Bo w komentarzach zauważyłam coś, co skłoniło mnie do napisania tego tekstu. Część osób patrzyła na sprawę przede wszystkim z własnej perspektywy:
„Ja jestem samotnym mężczyzną. Niczego złego nie zrobiłem. Dlaczego więc ktoś z góry zakłada, że nie powinienem mieć dostępu?”
I trudno nie zauważyć, że z takiej perspektywy pewne ograniczenie rzeczywiście może wydawać się bardzo niesprawiedliwe.
Tylko że każda zasada ma przynajmniej dwie strony.
Jest człowiek, którego ta zasada dotyczy, ale jest też właściciel miejsca, organizator wydarzenia albo administrator społeczności, który tę zasadę wprowadza. Jest też cała reszta osób, które z tego miejsca korzystają i które również mają swoje oczekiwania, granice oraz poczucie bezpieczeństwa.
I nagle okazuje się, że odpowiedź na pytanie „czy to jest sprawiedliwe?” nie jest już wcale taka oczywista.
Dlatego postanowiłam nie ciągnąć tego tematu wyłącznie w komentarzach. Tym bardziej że dyskusja dotknęła czegoś znacznie szerszego niż regulamin naszej nowej strony. Dotknęła pewnego zjawiska, które w świecie naturystycznym istnieje od dawna i z którym część naszych czytelników prawdopodobnie zetknęła się osobiście.
Chciałam więc trochę szerzej przyjrzeć się temu, dlaczego niektóre miejsca stosują ograniczenia wobec samotnych mężczyzn, skąd się one wzięły, co mają na celu i jak wyglądają w praktyce.
Ale również z drugiej strony — chciałabym spojrzeć na tę sprawę oczami samotnego faceta, który może przecież powiedzieć:
„Zaraz, zaraz. Dlaczego ja mam ponosić konsekwencje za zachowanie innych?”
I wiecie co?
To jest akurat bardzo dobre pytanie.
Dlatego ten tekst nie będzie ani aktem oskarżenia przeciwko singlom, ani próbą wmówienia komukolwiek, że wszystkie zasady ograniczające dostęp są z definicji słuszne. Nie będę też udawać, że każdy samotny mężczyzna jest potencjalnym problemem. Byłoby to zwyczajnie niesprawiedliwe.
Chcę natomiast przyjrzeć się temu wszystkiemu trochę spokojniej.
Bo być może zanim po raz kolejny użyjemy słowa „dyskryminacja”, warto zadać sobie jeszcze jedno, nieco mniej wygodne pytanie:
dlaczego właściwie takie zasady w ogóle powstały?
I właśnie od tego chciałabym zacząć.
„Dyskryminacja!” — zanim użyjemy tego słowa, zastanówmy się, co ono właściwie oznacza
No dobrze. Skoro już padło to słowo, zatrzymajmy się przy nim na chwilę.
Dyskryminacja.
Brzmi poważnie. I właśnie dlatego chyba warto nie używać go zbyt pochopnie.
Bo w codziennych rozmowach słowo to zaczęło mieć bardzo szerokie znaczenie. Czasami wystarczy, że jakaś zasada nie jest dla nas korzystna, żebyśmy poczuli się dyskryminowani. Nie możemy czegoś zrobić, wejść gdzieś, skorzystać z jakiejś oferty albo należeć do określonej grupy — i natychmiast pojawia się pytanie: „Dlaczego oni mogą, a ja nie?”
To pytanie jest całkowicie zrozumiałe.
Ale odpowiedź „bo to dyskryminacja” nie wyjaśnia jeszcze najważniejszej rzeczy.
Nie wyjaśnia mianowicie dlaczego taka zasada została wprowadzona.
Bo przecież sam fakt, że dwie osoby lub dwie grupy są traktowane według różnych zasad, nie mówi nam jeszcze, z czego ta różnica wynika. A tym bardziej nie mówi nam, jaki był cel osoby, która tę zasadę stworzyła.
Wyobraźmy sobie bardzo prostą sytuację.
Do pewnego wydarzenia można wejść wyłącznie po wcześniejszym zapisaniu się. Ktoś przychodzi bez zapisu i słyszy:
„Przykro nam, nie może Pan wejść.”
Czy został potraktowany inaczej niż osoby zapisane wcześniej? Oczywiście.
Czy musi to oznaczać dyskryminację?
Niekoniecznie.
Być może organizator ma ograniczoną liczbę miejsc. Być może wynajęta sala ma określoną pojemność. Być może trzeba wcześniej przygotować listę uczestników albo opłacić konkretną liczbę miejsc.
Sama różnica w traktowaniu jeszcze niczego nam nie mówi.
Podobnie jest z naszą dyskusją o samotnych mężczyznach.
Możemy powiedzieć:
„Nie podoba mi się, że pary i singielki mogą korzystać z tej strony, a ja jako samotny mężczyzna nie mogę.”
I jest to całkowicie zrozumiałe stanowisko.
Możemy nawet powiedzieć:
„Uważam tę zasadę za niesprawiedliwą.”
To również jest opinia, z którą można się zgadzać albo nie.
Ale czym innym jest powiedzenie:
„Nie podoba mi się ta zasada”
a czym innym:
„Ta zasada została wprowadzona wyłącznie dlatego, że ktoś uważa samotnych mężczyzn za gorszych.”
W tym drugim przypadku przypisujemy już organizatorowi konkretną motywację. A żeby to zrobić uczciwie, trzeba najpierw wiedzieć, z czego dana zasada wynika.
I tutaj dochodzimy do jeszcze jednej ważnej rzeczy.
Możemy czuć się pokrzywdzeni przez jakąś regułę, nawet jeśli została ona wprowadzona z powodów, które jej autor uważa za uzasadnione.
To, że czyjeś poczucie niesprawiedliwości jest prawdziwe, nie oznacza automatycznie, że znamy już odpowiedź na pytanie, czy sama zasada jest dyskryminacyjna.
To trochę tak, jak z kolejką.
Jeżeli stoimy godzinę w kolejce, a ktoś przychodzi później i zostaje obsłużony wcześniej, naturalnie możemy poczuć złość. Ale zanim zaczniemy krzyczeć o niesprawiedliwości, warto sprawdzić, czy ta osoba rzeczywiście „wepchnęła się”, czy może miała wcześniej umówioną wizytę, była pracownikiem, miała pierwszeństwo z konkretnego powodu albo po prostu znalazła się w innej kolejce.
Emocja jest prawdziwa. Ale nie zawsze prawidłowo tłumaczy przyczynę.
I właśnie dlatego w tej dyskusji chciałabym rozdzielić dwie rzeczy.
Pierwsza to nasze osobiste odczucia.
Samotny mężczyzna może czuć się pominięty, niesprawiedliwie potraktowany, a nawet urażony. I nie ma powodu udawać, że takie emocje nie istnieją.
Druga rzecz to cel i uzasadnienie konkretnej zasady.
Dlaczego ją wprowadzono? Co ma osiągnąć? Przed jakim problemem ma chronić? Jakie doświadczenia doprowadziły do jej powstania? Czy jest ona częścią szerszej polityki danego miejsca? Czy istnieją inne sposoby rozwiązania tego samego problemu?
Dopiero kiedy zaczniemy zadawać takie pytania, z prostego:
„Nie wpuszczają mnie, więc mnie dyskryminują”
robi się trochę bardziej skomplikowane:
„Nie wpuszczają mnie. Dlaczego? Czy ta zasada ma jakieś konkretne uzasadnienie? Czy dotyczy tylko mnie, czy jest częścią określonego sposobu organizowania całej społeczności?”
I właśnie tę drugą drogę chciałabym przejść w tym felietonie.
Bo za chwilę wyjdziemy poza naszą nową stronę i zajrzymy do świata naturystycznego. A tam okaże się, że podobne problemy wcale nie zaczęły się wraz z naszym pomysłem na nowy portal.
I być może właśnie wtedy słowo „dyskryminacja” zacznie wymagać od nas trochę więcej namysłu, niż potrzeba było do napisania go w jednym komentarzu.
Dlaczego w ogóle powstało rozróżnienie: para – singielka – samotny mężczyzna?
No dobrze. To teraz czas wrócić do miejsca, od którego właściwie cała ta dyskusja się zaczęła — czyli do naszej nowej strony.
Skoro już wyjaśniliśmy, że samo „traktowanie różnych grup inaczej” nie wyjaśnia jeszcze, dlaczego dana zasada powstała, to chyba uczciwie będzie powiedzieć wprost, dlaczego my zdecydowaliśmy się na takie rozwiązanie.
Na początek może najważniejsze:
Nie dlatego, że uważamy kobiety za lepsze od mężczyzn.
Nie dlatego, że samotna kobieta z definicji jest bezpieczna, a samotny mężczyzna z definicji jest problemem.
I absolutnie nie dlatego, że każdy samotny facet jest potencjalnym erotomanem, podglądaczem czy kimś, przed kim trzeba uciekać na widok jego profilu.
Byłoby to zwyczajnie krzywdzące i zwyczajnie nieprawdziwe.
Decyzja wynika z czegoś zupełnie innego: z charakteru przestrzeni, którą chcemy stworzyć.
Nasza nowa strona nie ma być po prostu kolejnym portalem społecznościowym, na którym można wrzucać zdjęcia i pisać komentarze. Ma mieć określony klimat i określony profil. Ma być miejscem, w którym można rozmawiać o ciele, intymności, bieliźnie, produktach erotycznych, własnych doświadczeniach, zdjęciach i wszystkim tym, co mieści się w szeroko rozumianej tematyce soft erotic.
A to oznacza, że będziemy poruszać się w obszarze, w którym granica pomiędzy zwykłą społecznością a przestrzenią bardzo osobistą jest znacznie cieńsza.
I tutaj pojawia się rzecz, o której w takich dyskusjach często zapominamy.
Jeżeli ktoś publikuje zdjęcie swojego ciała na zwykłym portalu społecznościowym, może mieć zupełnie inne oczekiwania wobec odbiorców niż osoba, która robi to w społeczności poświęconej tematyce intymnej.
Jeżeli ktoś pokazuje swoją bieliznę, opowiada o swoim doświadczeniu z konkretnym produktem, publikuje odważniejsze zdjęcie albo rozmawia o swoich preferencjach, to chce mieć poczucie, że znajduje się w miejscu, którego charakter i zasady są dla niego czytelne.
Nie chodzi więc tylko o to, kto może coś opublikować.
Chodzi również o to, kto będzie odbiorcą tej treści i jaka atmosfera powstanie wokół niej.
I właśnie dlatego przy tworzeniu nowej strony od początku zastanawialiśmy się nie tylko nad funkcjami technicznymi, regulaminem czy kategoriami produktów. Zastanawialiśmy się również nad tym, jakiego rodzaju społeczność chcemy tam zbudować.
A społeczność to nie jest suma kont użytkowników.
To także relacje pomiędzy nimi.
To sposób, w jaki ludzie reagują na zdjęcia innych osób. To sposób prowadzenia rozmów. To to, czy ktoś czuje się swobodnie publikując własne materiały. To również to, czy osoba, która dopiero się rejestruje, patrząc na innych użytkowników pomyśli:
„Okej, to jest miejsce dla mnie.”
Czy może raczej:
„Chyba nie chcę tutaj niczego publikować.”
I dlatego zdecydowaliśmy się na zasadę, która wzbudziła tyle emocji: nowa strona będzie przeznaczona dla par oraz singielek.
Nie jest to próba stworzenia miejsca „przeciwko mężczyznom”.
Jest to próba stworzenia konkretnego rodzaju społeczności.
Można oczywiście zapytać: dlaczego akurat taki skład?
I to jest bardzo dobre pytanie.
Odpowiedź jest związana między innymi z tym, jak w praktyce funkcjonują przestrzenie dotyczące erotyki i intymności. W takich miejscach kwestia komfortu użytkowników ma szczególne znaczenie. Zwłaszcza wtedy, kiedy chcemy zachęcić ludzi do publikowania treści bardziej osobistych, odważniejszych zdjęć czy dzielenia się doświadczeniami, których niekoniecznie chcieliby pokazywać w całym internecie.
Nie możemy przecież powiedzieć:
„Publikujcie śmiało, pokazujcie swoje zdjęcia, dzielcie się prywatnymi doświadczeniami, a potem zobaczymy, jaką społeczność sobie zbudujemy.”
To byłoby trochę jak zaproszenie ludzi do kąpieli, a dopiero później zastanawianie się, czy woda w ogóle nadaje się do pływania. 😉
Najpierw trzeba stworzyć ramy, w których ludzie będą wiedzieli, czego się spodziewać.
I właśnie temu ma służyć nasze ograniczenie.
Czy oznacza ono, że każdy samotny mężczyzna stanowi zagrożenie?
Nie.
Czy oznacza, że każda kobieta automatycznie będzie zachowywała się właściwie?
Oczywiście, że nie.
Czy para nie może przekroczyć czyichś granic?
Może.
Czy na naszej stronie również będziemy musieli reagować na niewłaściwe zachowania użytkowników?
Bez wątpienia.
Żaden regulamin i żadna konfiguracja użytkowników nie zastąpią zdrowego rozsądku administratora.
Chodzi więc o coś bardziej przyziemnego: o próbę ustawienia społeczności w taki sposób, aby od początku stworzyć określoną atmosferę i ograniczyć problemy, których po prostu nie chcemy mieć.
To trochę tak, jak z organizowaniem imprezy.
Jeżeli organizujesz wieczór dla konkretnej grupy ludzi, możesz powiedzieć: „Zapraszamy wszystkich”. Możesz też powiedzieć: „To będzie spotkanie dla par”. Możesz zorganizować wydarzenie wyłącznie dla kobiet albo dla określonej grupy zainteresowań.
Czy to automatycznie oznacza, że pozostali są gorsi?
Nie.
Oznacza przede wszystkim, że organizator próbuje stworzyć konkretną przestrzeń dla konkretnej grupy osób.
I dokładnie tak patrzymy na naszą nową stronę.
Nie tworzymy rankingu ludzi.
Nie przyznajemy nikomu punktów za bycie singlem, parą czy kobietą.
Po prostu podejmujemy decyzję dotyczącą kształtu społeczności, którą chcemy zbudować.
Czy taki model jest jedynym możliwym? Oczywiście, że nie.
Czy każdy musi się z nim zgadzać? Również nie.
Ale mam nadzieję, że po przeczytaniu tego fragmentu łatwiej będzie zrozumieć jedną podstawową rzecz:
nasza decyzja nie wynika z przekonania, że „samotni mężczyźni są źli”. Wynika z tego, jaką przestrzeń chcemy stworzyć i jak chcemy, aby czuli się w niej jej użytkownicy.
A skoro już to sobie wyjaśniliśmy, możemy zrobić kolejny krok.
Bo teraz zapewne pojawi się najbardziej oczywiste pytanie:
„No dobrze, ale ja przecież nic złego nie zrobiłem. Dlaczego więc mam odpowiadać za innych?”
I właśnie z tym pytaniem warto się zmierzyć.
„Ale ja przecież nic złego nie zrobiłem!”
I tutaj dochodzimy do argumentu, który moim zdaniem trzeba potraktować naprawdę poważnie.
„Ale ja przecież nic złego nie zrobiłem!”
No właśnie.
I bardzo możliwe, że to prawda.
Jeżeli jesteś samotnym mężczyzną, który czyta ten tekst, być może właśnie w tym momencie myślisz:
„Co ja mam z tym wszystkim wspólnego? Nigdy nikogo nie podglądałem. Nie robiłem zdjęć bez zgody. Nie zaczepiałem kobiet. Potrafię zachować się normalnie. Dlaczego więc mam być traktowany inaczej tylko dlatego, że jestem sam?”
I szczerze mówiąc — to jest całkowicie zrozumiałe pytanie.
Nie zamierzam tutaj udawać, że każdy samotny mężczyzna jest problemem. Nie jest.
Wśród singli są ludzie bardzo różni. Są osoby, które zachowują się świetnie, szanują cudze granice, przychodzą na plażę czy do ośrodka po prostu odpocząć i absolutnie nie mają zamiaru nikogo zaczepiać ani nawiązywać żadnych relacji na siłę.
Są również tacy, którzy od lat są częścią środowiska naturystycznego i doskonale wiedzą, na czym polega kultura tego ruchu.
I naprawdę nie widzę powodu, żeby człowieka, który zachowuje się właściwie, z góry traktować jak kogoś podejrzanego tylko dlatego, że nie przyjechał z partnerką.
Co więcej, warto powiedzieć to jeszcze wyraźniej:
Nie można przypisywać konkretnej osobie zachowania innych tylko dlatego, że należy do tej samej kategorii.
Jeżeli jeden samotny mężczyzna zachowywał się niewłaściwie, nie oznacza to, że kolejny zrobi dokładnie to samo.
Jeżeli ktoś fotografował innych bez pozwolenia, nie oznacza to, że każdy samotny facet z telefonem w ręku robi to samo.
Jeżeli ktoś przyjechał na plażę wyłącznie po to, żeby obserwować kobiety, nie oznacza to, że każdy singiel ma identyczne zamiary.
I jeżeli ktoś przekraczał granice innych osób, nie oznacza to, że można automatycznie przypisać takie zachowanie wszystkim pozostałym.
To byłoby zwyczajnie niesprawiedliwe.
Dlatego rozumiem również frustrację człowieka, który po raz kolejny słyszy:
„Samotnych mężczyzn nie przyjmujemy.”
Może wtedy pomyśleć:
„Ale dlaczego? Przecież nawet mnie nie znacie.”
I rzeczywiście — nie znacie.
To jest właśnie ta część całej sprawy, o której również trzeba mówić.
Bo zasada dotycząca określonej grupy siłą rzeczy powoduje, że ktoś może zostać potraktowany według swojej kategorii, zanim ktokolwiek pozna go osobiście.
A to z perspektywy konkretnego człowieka może być zwyczajnie przykre.
Można być kulturalnym, spokojnym, szanującym innych człowiekiem i mimo wszystko usłyszeć:
„Niestety, ta zasada dotyczy również Pana.”
I nie ma sensu udawać, że taka sytuacja jest dla zainteresowanego obojętna.
Ale właśnie tutaj dochodzimy do pytania, które jest chyba najważniejsze w całej tej dyskusji:
Czy zasady tworzy się wyłącznie na podstawie oceny każdego człowieka z osobna?
Wyobraźmy sobie, że chcemy stworzyć zamkniętą społeczność liczącą kilka tysięcy osób.
Czy administrator może najpierw przeprowadzić z każdym kandydatem osobistą rozmowę, poznać jego charakter, przeanalizować wcześniejsze zachowania, zapytać o doświadczenia i dopiero wtedy zdecydować, czy dana osoba pasuje do społeczności?
Teoretycznie można sobie taki model wyobrazić.
W praktyce byłoby to oczywiście absurdalne.
Dlatego niemal każda społeczność musi posługiwać się jakimiś ogólnymi zasadami.
Wiek.
Liczba uczestników.
Rodzaj wydarzenia.
Członkostwo.
Zaproszenie.
Staż.
Rekomendacja.
Wymóg wcześniejszej rejestracji.
Czasami również płeć, status pary czy inne cechy związane z charakterem konkretnego wydarzenia.
Takie zasady siłą rzeczy nie są idealne dla każdego pojedynczego człowieka.
Bo zasada działa na grupę, a człowiek jest jednostką.
I właśnie tutaj pojawia się pewien paradoks.
Indywidualnie możemy mieć do kogoś pełne zaufanie, ale organizacyjnie nie zawsze jesteśmy w stanie podejmować każdą decyzję indywidualnie.
To trochę jak z drzwiami zamykanymi na klucz.
Nie zamykamy ich dlatego, że każdy człowiek znajdujący się na zewnątrz jest złodziejem.
Zamykamy je dlatego, że nie znamy każdego człowieka, który mógłby przez nie wejść.
I dlatego stosujemy prostą zasadę: osoba posiadająca klucz wchodzi, osoba bez klucza nie wchodzi.
Czy ta zasada może czasami dotknąć kogoś zupełnie niewinnego?
Oczywiście.
Czy oznacza to automatycznie, że właściciel drzwi uważa tę osobę za złodzieja?
Nie.
I właśnie podobnie trzeba patrzeć na część zasad dotyczących samotnych mężczyzn.
Nie muszą być one osobistą oceną konkretnego człowieka.
Mogą być organizacyjnym sposobem zarządzania całą społecznością.
Oczywiście można z tym sposobem zarządzania się nie zgadzać. Można uważać, że istnieją lepsze rozwiązania. Można uważać, że dana zasada jest zbyt daleko idąca albo po prostu niepotrzebna.
I to wszystko jest jak najbardziej uczciwym przedmiotem dyskusji.
Ale warto wtedy dyskutować o samej zasadzie i jej uzasadnieniu, a nie automatycznie przypisywać każdemu, kto ją stosuje, pogardę wobec samotnych mężczyzn.
Bo to są dwie zupełnie różne rzeczy.
I dlatego właśnie chciałabym, żeby ten felieton nie był odczytany jako:
„Samotni panowie, przestańcie się skarżyć.”
Wręcz przeciwnie.
Chciałabym, żeby samotny mężczyzna mógł powiedzieć:
„Nie podoba mi się ta zasada. Uważam ją za niesprawiedliwą.”
— i żebyśmy mogli o tym normalnie porozmawiać.
Ale jednocześnie chciałabym, żeby druga strona mogła powiedzieć:
„Rozumiemy, że może Ci się to nie podobać. Teraz pozwól nam wyjaśnić, dlaczego taką zasadę wprowadziliśmy.”
Dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa rozmowa.
A żeby ją prowadzić uczciwie, musimy teraz przyjrzeć się temu, czy podobne zasady rzeczywiście występują w świecie naturystycznym — i czy są one tylko naszym lokalnym wymysłem.
Bo okazuje się, że odpowiedź na to pytanie jest całkiem interesująca.
Dlaczego jednak istnieje problem „samotnego mężczyzny” w części przestrzeni naturystycznych?
No dobrze. Skoro już powiedzieliśmy sobie, że nie każdy samotny mężczyzna jest potencjalnym problemem, to przejdźmy do drugiej strony medalu.
Bo gdyby problemu w ogóle nie było, nikt nie musiałby się nad tym zastanawiać.
I tutaj na chwilę odłóżmy naszą stronę, nasze zasady i nasze nowe portale. Spójrzmy na świat realny — na plaże naturystyczne, campingi, kluby, ośrodki i zamknięte imprezy.
W części takich miejsc przez lata pojawiały się doświadczenia z zachowaniami, które sprawiały, że kobiety albo pary zaczynały czuć się po prostu niekomfortowo.
Mowa między innymi o podglądaniu. Nie o zwykłym spojrzeniu, bo przecież jesteśmy ludźmi i trudno oczekiwać, że na plaży wszyscy będą patrzeć wyłącznie w piasek. Chodzi raczej o uporczywe obserwowanie, śledzenie wzrokiem, przyglądanie się komuś w sposób, który wyraźnie przekracza granicę zwykłej ciekawości.
Jest też niechciane zainteresowanie kobietami.
Ktoś przychodzi na plażę, zauważa atrakcyjną kobietę i nagle jego głównym celem przestaje być wypoczynek, a zaczyna być… nawiązanie kontaktu. Potem kolejna próba. Potem jeszcze jedna. A kiedy kobieta nie jest zainteresowana — pojawia się zdziwienie, pretensja albo argument: „Przecież tylko chciałem porozmawiać”.
No właśnie. „Tylko chciałem porozmawiać” może być prawdą za pierwszym razem. Za piątym już niekoniecznie.
Kolejny problem to fotografowanie bez zgody. W naturyzmie kwestia zdjęć jest szczególnie delikatna. Człowiek może mieć bardzo różne podejście do własnej nagości, ale to nie oznacza, że zgadza się na uwiecznianie jej przez obcą osobę. Aparat czy telefon wyciągnięty w niewłaściwym momencie potrafi zniszczyć poczucie bezpieczeństwa całej grupy.
Do tego dochodzi uporczywe zaczepianie. I znowu — sama rozmowa nie jest przecież niczym złym. Naturyzm jest również społecznością. Ludzie rozmawiają, poznają się, żartują, nawiązują znajomości.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy jedna strona wyraźnie pokazuje, że nie ma ochoty na kontakt, a druga strona tego sygnału po prostu nie przyjmuje do wiadomości.
Jest jeszcze jeden dość istotny problem: traktowanie plaży naturystycznej jako miejsca do „polowania” na kobiety.
I chyba właśnie tutaj najlepiej widać różnicę pomiędzy naturyzmem a tym, co niektórzy próbują z niego zrobić.
Plaża naturystyczna może być świetnym miejscem do poznawania ludzi. Tak samo jak zwykła plaża, camping, koncert czy kawiarnia. Ale nie jest miejscem, w którym fakt, że ktoś jest nagi, automatycznie oznacza: „jestem zainteresowana poznawaniem mężczyzn”.
Nagość nie jest zaproszeniem.
To zdanie powinno być chyba napisane wielkimi literami gdzieś przy wejściu na każdą plażę naturystyczną.
Bo można być nagą kobietą, rozmawiać z kimś, śmiać się, opalać, pływać, spacerować i jednocześnie kompletnie nie być zainteresowaną żadnym podtekstem erotycznym. Tak samo jak można być nagim mężczyzną i po prostu… być nagim mężczyzną, bez żadnego drugiego dna.
I wreszcie dochodzimy do seksualizowania innych uczestników.
To chyba jeden z bardziej kłopotliwych tematów, ponieważ sama nagość bardzo łatwo może zostać przez osobę z zewnątrz odczytana jako coś erotycznego. Tymczasem dla naturysty nagość może być zwyczajnym stanem, a nie komunikatem seksualnym.
Jeżeli jednak ktoś zaczyna patrzeć na innych przede wszystkim przez pryzmat ich atrakcyjności seksualnej, komentować ich ciało, wykonywać sugestywne gesty albo traktować każdą nowo poznaną osobę jak potencjalnego partnera seksualnego, atmosfera bardzo szybko się zmienia.
I tu dochodzimy do rzeczy chyba najważniejszej.
Nie każde pojedyncze zachowanie musi wyglądać dramatycznie.
Jedno dłuższe spojrzenie? Może być przypadkowe.
Jedno pytanie? Nic wielkiego.
Jedna próba rozmowy? Normalna rzecz.
Jedno zdjęcie? Może ktoś po prostu nie pomyślał.
Ale jeżeli takich zachowań zaczyna być dużo, jeżeli powtarzają się regularnie i dotyczą kolejnych osób, efekt końcowy może być zupełnie inny.
Bo komfort społeczności nie składa się wyłącznie z tego, czy ktoś zrobił coś, co można jednoznacznie nazwać „poważnym przewinieniem”. Czasami problemem jest cała suma drobnych zachowań, które powodują, że ludzie zaczynają się pilnować, zasłaniać, unikać określonych miejsc albo zastanawiać się, kto właśnie na nich patrzy.
A wtedy znika coś bardzo ważnego dla naturyzmu — poczucie swobody.
I teraz najważniejsze zastrzeżenie, którego nie zamierzam tutaj pomijać:
nie oznacza to, że takie zachowania są domeną wszystkich samotnych mężczyzn.
Absolutnie nie.
Wśród samotnych mężczyzn są przecież również fantastyczni naturyści. Ludzie spokojni, kulturalni, dyskretni, szanujący granice innych i przychodzący na plażę dokładnie w tym samym celu co większość pozostałych osób — żeby odpocząć, popływać, porozmawiać i spędzić miło czas.
I właśnie w tym tkwi pewien paradoks.
Przez zachowania części osób konsekwencje ponoszą również ci, którzy nie zrobili nic złego.
Samotny mężczyzna, który nigdy nikogo nie fotografował bez zgody, nikogo nie nagabywał, nikogo nie podglądał i potrafi przyjąć zwykłe „nie, dziękuję”, może zostać potraktowany dokładnie tak samo jak ktoś, kto wcześniej zachowywał się fatalnie.
Z jego punktu widzenia może to być zwyczajnie niesprawiedliwe.
I trudno udawać, że nie rozumiemy takiego odczucia.
Ale z drugiej strony organizator czy właściciel miejsca nie zawsze ma możliwość przeprowadzenia szczegółowego „wywiadu środowiskowego” z każdą osobą, która przekracza bramę.
Nie wie, kto właśnie przyszedł.
Nie wie, jakie ma zamiary.
Nie wie, jak zachowywał się w poprzednim miejscu.
I nie wie, czy po godzinie nie zacznie robić czegoś, czego inni uczestnicy sobie nie życzą.
Dlatego czasami społeczności próbują zarządzać nie tylko zachowaniem konkretnej osoby, ale również ryzykiem związanym z pewnym typem sytuacji.
I właśnie tutaj zaczyna się najtrudniejsza część całej dyskusji.
Bo możemy jednocześnie powiedzieć dwie rzeczy:
„Nie wolno wrzucać wszystkich samotnych mężczyzn do jednego worka.”
oraz:
„Nie wolno też udawać, że problematyczne zachowania części osób nie istnieją.”
Jedno nie wyklucza drugiego.
I być może właśnie dlatego temat samotnych mężczyzn pojawia się w regulaminach niektórych miejsc naturystycznych. Nie dlatego, że każdy samotny mężczyzna jest problemem.
Tylko dlatego, że ktoś kiedyś zauważył pewien problem i próbował znaleźć sposób, żeby go ograniczyć.
A jakie sposoby stosują naturystyczne miejsca na świecie?
Tu robi się naprawdę ciekawie — bo okazuje się, że ograniczenie dostępu nie jest jedynym rozwiązaniem. I że poszczególne kluby, ośrodki i społeczności podchodzą do tego tematu bardzo różnie.
To nie jest teoria — takie ograniczenia naprawdę funkcjonują w naturyzmie
I tutaj dochodzimy do momentu, w którym można już przestać mówić wyłącznie teoretycznie.
Bo ktoś może przecież powiedzieć:
„No dobrze, rozumiem, o czym piszesz, ale czy takie sytuacje naprawdę występują w naturyzmie? Czy to nie jest przypadkiem problem wymyślony na potrzeby uzasadnienia jakiegoś regulaminu?”
Otóż nie.
Takie ograniczenia naprawdę funkcjonują w części naturystycznych klubów, ośrodków i społeczności.
I co ciekawe — nie ma jednego uniwersalnego sposobu ich stosowania.
W jednych miejscach samotny mężczyzna może po prostu nie zostać przyjęty. W innych może zostać przyjęty, ale liczba samotnych mężczyzn jest ograniczana. Gdzie indziej może istnieć lista oczekujących. Czasami wymagana jest wcześniejsza rejestracja, rekomendacja któregoś z członków albo dodatkowa rozmowa czy weryfikacja przed przyjęciem.
Czyli niekoniecznie działa to na zasadzie prostego:
„Samotny mężczyzna = zakaz wstępu”.
Czasami jest to znacznie bardziej subtelne. I tutaj podam Wam kilka przykładów ze świata.
Dobrym przykładem są kanadyjscy Ottawa Naturists. Klub wprost informuje, że nie dyskryminuje samotnych mężczyzn, ale jednocześnie zastrzega możliwość umieszczenia nowych samotnych mężczyzn na liście oczekujących, jeżeli stosunek liczby mężczyzn do kobiet przekroczy 2:1. Nowi członkowie, którzy nie należą wcześniej do innego klubu naturystycznego, przechodzą również wstępny screening i uczestniczą w kilku wydarzeniach przed uzyskaniem pełnego członkostwa.
Podobną zasadę można znaleźć w Naturist Club of Greater Montreal. Klub określa się jako rodzinny i otwarty, ale jednocześnie stosuje politykę mającą utrzymywać określoną równowagę wśród członków. W przypadku kategorii „individual male” może się zdarzyć oczekiwanie kilku miesięcy na możliwość dokończenia członkostwa.
Jeszcze inny przykład znajdziemy w Stanach Zjednoczonych. Sunbirds DFW Nudist Sun Club przyjmuje samotnych mężczyzn, ale wyraźnie zaznacza, że stara się utrzymywać równowagę płci. W praktyce oznacza to, że nie każdy zgłaszający się samotny mężczyzna musi otrzymać członkostwo albo zaproszenie na wydarzenie.
A więc mamy już kilka różnych modeli:
- limit liczby samotnych mężczyzn,
- lista oczekujących,
- utrzymywanie określonej proporcji kobiet i mężczyzn,
- wcześniejsza rejestracja,
- wstępna weryfikacja,
- okres próbny przed uzyskaniem pełnego członkostwa.
I to nie są wyłącznie współczesne pomysły pojedynczych administratorów.
Australijska Federacja Naturystyczna opisywała problem samotnych mężczyzn właśnie w kontekście funkcjonowania klubów i wydarzeń naturystycznych. Wskazywała, że część klubów stosuje zasady preferujące pary i rodziny, niektóre ograniczają liczbę samotnych mężczyzn, a niektóre wymagają rekomendacji lub „sponsoringu” ze strony istniejącego członka. Jako jeden z powodów wskazywana jest próba utrzymania równowagi oraz stworzenia atmosfery, w której kobiety i rodziny czują się bezpiecznie i swobodnie.
Co ważne, sama federacja pokazuje również drugą stronę tego problemu. Autor tekstu jest mężczyzną, który sam uczestniczy w naturystycznych wydarzeniach bez partnerki i opisuje, że odczuwa skutki zasad skierowanych przeciwko samotnym mężczyznom, mimo że nie zachowuje się w sposób problematyczny. To bardzo dobrze pokazuje, że temat nie jest tak prosty, jak mogłoby się wydawać.
I tutaj dochodzimy do bardzo ważnej korekty.
Wcześniej mogliśmy mieć pokusę, żeby napisać:
„Większość ośrodków naturystycznych dyskryminuje samotnych mężczyzn”.
Ale po sprawdzeniu dostępnych informacji nie możemy tego uczciwie powiedzieć.
Nie znaleźliśmy wiarygodnych, reprezentatywnych danych, które pozwalałyby określić, jaki odsetek naturystycznych plaż, klubów czy ośrodków na świecie stosuje takie zasady.
A skoro nie mamy takich danych, to nie będziemy ich sobie wymyślać.
Możemy natomiast powiedzieć coś znacznie bardziej precyzyjnego:
Takie praktyki są realne, występują w różnych krajach i od dawna są obecne w części środowiska naturystycznego.
I równie ważne jest to, że nie wszystkie miejsca stosują takie ograniczenia.
Na przykład grecki Vritomartis Naturist Resort deklaruje wprost, że przyjmuje samotnych mężczyzn i nie stosuje wobec nich specjalnych zasad — obowiązują ich te same wymagania dotyczące szacunku dla prywatności i przestrzeni innych gości, co wszystkich pozostałych.
Z kolei The Rabbit Hole Adelaide również przyjmuje samotnych mężczyzn, ale wymaga od nich wcześniejszego udziału w specjalnym spotkaniu informacyjnym. Samotny mężczyzna może również przyjść jako gość zaakceptowanej pary, która niejako go rekomenduje. Klub jednocześnie stara się utrzymywać równowagę płci podczas wydarzeń.
To pokazuje coś bardzo istotnego.
Problem istnieje, ale nie ma jednego rozwiązania.
Jedni mówią:
„Otwórzmy drzwi dla wszystkich i reagujmy dopiero na konkretne zachowania”.
Inni:
„Otwórzmy drzwi, ale wcześniej poznajmy człowieka”.
Jeszcze inni:
„Możemy wpuszczać wszystkich, ale musimy pilnować proporcji”.
A są również miejsca, które wybierają bardziej restrykcyjne zasady.
I właśnie dlatego określenie tego wszystkiego jednym słowem — „dyskryminacja” — niewiele nam jeszcze wyjaśnia.
Bo jeżeli klub ustala limit samotnych mężczyzn, to musimy zapytać:
Dlaczego?
Jeżeli tworzy listę oczekujących:
Dlaczego?
Jeżeli wymaga rekomendacji:
Dlaczego?
I jeżeli wpuszcza wszystkich bez żadnych ograniczeń:
Dlaczego akurat taki model uznaje za właściwy?
Dopiero kiedy znamy odpowiedź na te pytania, możemy naprawdę rozmawiać o sensie konkretnej zasady.
Co więcej, sama największa organizacja naturystyczna w Ameryce Północnej — AANR — deklaruje zasadę otwartości niezależnie między innymi od płci i stanu cywilnego, ale jednocześnie jej materiały pokazują, że relacja pomiędzy organizacją a autonomią poszczególnych klubów jest bardziej skomplikowana. W dokumentach AANR wprost pojawia się problem klubów, które odmawiają przyjmowania samotnych mężczyzn, oraz pytanie, jak pogodzić klubową autonomię z zasadą niedyskryminacji.
Czyli nawet w środowisku, które deklaruje szeroką otwartość, temat nie jest zupełnie nieznany.
I to jest chyba najuczciwszy wniosek na tym etapie:
nie mamy podstaw, żeby powiedzieć, że samotny mężczyzna jest w naturyzmie z definicji persona non grata.
Nie jest.
Ale nie możemy też udawać, że ograniczenia dotyczące samotnych mężczyzn są czymś, co właśnie wymyśliliśmy na potrzeby naszej strony.
One istnieją.
Są stosowane w różnych formach.
W różnych krajach.
Przez różne społeczności.
I mają różne uzasadnienia.
A skoro tak, to pojawia się kolejne pytanie: dlaczego jedne miejsca wybierają otwartość, a inne próbują zarządzać proporcjami i składem swojej społeczności?
I właśnie o tym warto porozmawiać dalej.
Nie wszystkie ośrodki robią to samo
I tutaj warto na chwilę zatrzymać się i zrobić coś, co w takich dyskusjach bywa niestety dość rzadkie.
Spojrzeć również na drugą stronę.
Bo skoro w poprzednim rozdziale pokazaliśmy, że ograniczenia dotyczące samotnych mężczyzn rzeczywiście istnieją, ktoś mógłby dojść do bardzo prostego wniosku:
„Aha. Czyli w naturyzmie samotny mężczyzna jest generalnie niemile widziany”.
Nie.
To byłoby kolejne uproszczenie.
Nie wszystkie ośrodki, kluby i społeczności naturystyczne podchodzą do tego problemu w taki sam sposób. I właściwie trudno się temu dziwić, bo przecież różnią się od siebie niemal wszystkim: wielkością, historią, profilem, liczbą członków, charakterem wydarzeń, zasadami bezpieczeństwa, a nawet tym, jaką społeczność chcą wokół siebie stworzyć.
Są więc miejsca, w których samotny mężczyzna może przyjechać bez żadnych szczególnych ograniczeń.
Przyjeżdża, rejestruje się, płaci za pobyt albo kupuje wejściówkę i korzysta z miejsca dokładnie tak samo jak inni.
Nie ma specjalnej kategorii:
„Mężczyzna bez partnerki — proszę przejść do okienka numer trzy”.
I są miejsca, w których wygląda to trochę inaczej.
Samotny mężczyzna może być mile widziany, ale przed pierwszą wizytą może zostać poproszony o wcześniejszy kontakt, rejestrację, rozmowę albo zapoznanie się z zasadami. Czasami chodzi po prostu o to, żeby organizator wiedział, kto pojawia się na wydarzeniu.
To już nie jest zamknięcie drzwi.
To raczej:
„Drzwi są otwarte, ale najpierw chcemy wiedzieć, kto przez nie wchodzi”.
Są również miejsca, które próbują utrzymywać określone proporcje.
I tutaj sprawa robi się szczególnie interesująca.
Bo dla organizatora nie zawsze najważniejsze jest pytanie:
„Czy ten konkretny mężczyzna jest w porządku?”
Czasami równie ważne staje się pytanie:
„Jaki skład będzie miała cała grupa uczestników?”
Jeżeli na wydarzeniu pojawi się dziesięć par, kilka kobiet i trzydziestu samotnych mężczyzn, atmosfera może być zupełnie inna niż wtedy, kiedy proporcje są znacznie bardziej wyrównane.
I nie chodzi nawet o to, że którykolwiek z tych trzydziestu mężczyzn zrobi coś niewłaściwego.
Sama struktura grupy może zmienić jej dynamikę.
To trochę jak z imprezą towarzyską.
Możemy mieć dwadzieścia osób, które indywidualnie są sympatyczne i kulturalne, a mimo to grupa może funkcjonować zupełnie inaczej w zależności od tego, kto się w niej znajduje i jakie relacje między tymi osobami powstają.
Dlatego niektóre miejsca próbują regulować proporcje kobiet, mężczyzn, par czy rodzin.
I wreszcie są sytuacje, w których ograniczenia pojawiają się tylko w określonych momentach.
Na co dzień wszystko może działać bez większych problemów.
Ale jeżeli liczba zgłoszeń jednej grupy gwałtownie wzrośnie, organizator może powiedzieć:
„Na ten konkretny termin mamy już wystarczająco dużo samotnych mężczyzn”.
I zamiast całkowitego zakazu pojawia się lista oczekujących.
Ktoś może dzięki temu wejść, jeżeli zwolni się miejsce.
To ważna różnica.
Bo regulamin nie musi mówić:
„Nie przyjmujemy samotnych mężczyzn”.
Może mówić:
„Przyjmujemy ich, ale w określonej liczbie”.
Albo:
„Przyjmujemy ich, ale w określonych warunkach”.
Albo:
„Przyjmujemy ich, chyba że w danym momencie zachwiana zostanie ustalona proporcja uczestników”.
I znowu — można oczywiście dyskutować, czy takie rozwiązania są dobre, skuteczne albo sprawiedliwe.
Ale to już jest zupełnie inna dyskusja niż twierdzenie, że wszędzie obowiązuje jeden wielki naturystyczny regulamin dotyczący samotnych mężczyzn.
Nie istnieje jedna uniwersalna polityka naturystyczna wobec singli.
I chyba właśnie to jest w tym wszystkim najbardziej interesujące.
Bo mamy z jednej strony miejsca całkowicie otwarte.
Mamy miejsca, które stosują dodatkową weryfikację.
Mamy miejsca pilnujące proporcji.
Mamy miejsca, które w określonych sytuacjach wprowadzają ograniczenia.
A pomiędzy tymi modelami istnieje jeszcze cała masa rozwiązań pośrednich.
Czyli dokładnie tak, jak w wielu innych społecznościach.
Jedni powiedzą:
„Dajmy ludziom szansę. Jeżeli ktoś zacznie łamać zasady, wtedy zareagujemy”.
Inni powiedzą:
„Lepiej zapobiegać problemom, niż później je rozwiązywać”.
Jeszcze inni spróbują znaleźć kompromis:
„Nie zamykajmy drzwi, ale wprowadźmy kilka zabezpieczeń”.
I żadna z tych strategii nie daje przecież gwarancji.
Otwarta polityka nie oznacza automatycznie, że nigdy nie pojawi się ktoś problematyczny.
Z kolei bardzo restrykcyjna polityka nie gwarantuje, że wszyscy pozostali będą idealni.
Bo przecież człowiek pozostaje człowiekiem.
Można mieć świetnie napisany regulamin, formularz rejestracyjny, rekomendację od trzech członków, rozmowę kwalifikacyjną i jeszcze podpis pod deklaracją dobrego zachowania.
A potem ktoś i tak może zachować się głupio.
I odwrotnie — można wpuścić człowieka bez żadnej specjalnej procedury i okazać się, że trafiliśmy na świetnego członka społeczności.
Dlatego różne miejsca wybierają różne poziomy ostrożności.
I być może właśnie to jest najważniejszą rzeczą, którą warto zapamiętać z tej części naszego felietonu:
nie ma jednej recepty na zbudowanie społeczności naturystycznej.
Jedni stawiają przede wszystkim na otwartość.
Inni bardziej na kontrolę składu grupy.
Jeszcze inni próbują połączyć jedno z drugim.
A każda społeczność musi odpowiedzieć sobie na pytanie, jakiego rodzaju miejsce chce stworzyć i jakie zasady uważa za potrzebne, żeby to miejsce działało zgodnie z jej założeniami.
I dokładnie tutaj zaczyna się kolejny, trochę bardziej skomplikowany temat.
Bo skoro różne kluby mogą ustalać własne zasady, to co na to organizacje naturystyczne? Czy istnieją jakieś ogólne standardy? Czy świat naturystyczny ma w tej sprawie wspólne stanowisko?
Okazuje się, że odpowiedź również nie jest taka prosta.
A co z organizacjami naturystycznymi?
No dobrze. Skoro wiemy już, że poszczególne kluby i ośrodki mogą stosować bardzo różne zasady, to naturalnie pojawia się kolejne pytanie:
A co z organizacjami naturystycznymi?
Czy istnieje jakaś nadrzędna zasada, która mówi wszystkim:
„Tak wolno, a tak nie wolno”?
Tutaj trzeba bardzo uważać, żeby nie zrobić kolejnego skrótu myślowego.
Nie możemy uczciwie napisać, że jakaś jedna światowa federacja naturystyczna ma ogólną zasadę:
„Samotni mężczyźni nie mają wstępu”.
Nie znaleźliśmy podstaw, żeby tak twierdzić.
Wręcz przeciwnie — rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona.
Międzynarodowy ruch naturystyczny jest zbudowany z różnych organizacji, federacji, klubów i ośrodków, które mają własną historię, własną strukturę i własne zasady funkcjonowania.
I to oznacza, że czym innym jest członkostwo w organizacji naturystycznej, a czym innym jest regulamin konkretnego klubu czy ośrodka.
To trochę tak, jak z dużym stowarzyszeniem mającym wiele lokalnych oddziałów.
Może istnieć wspólna idea, wspólne wartości, wspólne zasady członkostwa czy bezpieczeństwa, ale poszczególne miejsca nadal mogą mieć własne regulaminy dotyczące organizacji wydarzeń i przyjmowania gości.
I właśnie dlatego w jednym miejscu samotny mężczyzna może być traktowany dokładnie tak samo jak każdy inny uczestnik, a w innym może zostać poproszony o dodatkową rejestrację, rekomendację czy spełnienie określonych warunków.
To nie musi oznaczać, że cały ruch naturystyczny przyjął jedną konkretną politykę.
Oznacza raczej, że konkretna społeczność próbuje zarządzać własną przestrzenią w sposób, który uważa za odpowiedni.
Co ciekawe, temat samotnych mężczyzn nie jest czymś, o czym dyskutujemy wyłącznie tutaj, na naszym portalu.
Podobne pytania pojawiają się również w większych organizacjach naturystycznych.
I to jest bardzo znaczące.
Bo skoro temat pojawia się w dyskusjach organizacji, które od lat zajmują się funkcjonowaniem naturyzmu, oznacza to, że nie jest to problem wymyślony wczoraj przez jakąś administratorkę, która nagle postanowiła zrobić sobie własny regulamin.
To jest szerszy problem organizacyjny i społeczny, z którym różne środowiska próbują radzić sobie na różne sposoby.
I tutaj znowu pojawia się pewien paradoks.
Z jednej strony ruch naturystyczny opiera się na idei otwartości, swobody, akceptacji ciała i wspólnego korzystania z przestrzeni bez zbędnych podziałów.
Z drugiej strony każda realnie działająca społeczność musi mieć jakieś granice.
Musi wiedzieć, kto może wejść.
Musi mieć zasady zachowania.
Musi mieć sposób reagowania na osoby, które tych zasad nie przestrzegają.
Czasami musi również zdecydować, jak organizować wydarzenia, na które chce przyjąć określoną liczbę osób.
I tutaj zaczyna się miejsce na różnice pomiędzy poszczególnymi klubami.
Jeden może uznać:
„Nie interesuje nas, czy ktoś przychodzi sam, czy z partnerem. Liczy się jego zachowanie”.
Drugi:
„Chcemy najpierw poznać nowych członków”.
Trzeci:
„W naszych wydarzeniach zależy nam również na określonej równowadze uczestników”.
Czwarty może przyjąć jeszcze inne rozwiązanie.
Czy któraś z tych zasad automatycznie staje się zasadą całego światowego naturyzmu?
Oczywiście, że nie.
I właśnie dlatego trzeba uważać z bardzo popularnym argumentem:
„Ale przecież jestem naturystą, więc mam prawo wejść wszędzie, gdzie organizatorzy deklarują, że jest to miejsce naturystyczne”.
No… niekoniecznie.
Bycie naturystą nie jest uniwersalnym biletem wstępu do każdego naturystycznego klubu na świecie.
Tak samo jak członkostwo w jednej organizacji nie oznacza automatycznie prawa do korzystania ze wszystkich obiektów należących do innych organizacji.
Każde miejsce może mieć własne zasady — oczywiście w granicach obowiązującego prawa i przy zachowaniu własnych deklarowanych standardów.
I tutaj dochodzimy do bardzo ważnego rozróżnienia.
Ruch naturystyczny może mieć wspólne wartości, ale nie musi mieć jednego wspólnego regulaminu dla każdej plaży, każdego campingu, każdego klubu i każdej imprezy.
To jest chyba najuczciwszy sposób patrzenia na ten temat.
Dlatego również w naszej dyskusji nie powinniśmy mówić:
„Naturyzm uważa, że samotnych mężczyzn należy wpuszczać”.
Ani:
„Naturyzm uważa, że samotnych mężczyzn należy ograniczać”.
Jedno i drugie byłoby zbyt dużym uproszczeniem.
Możemy natomiast powiedzieć coś znacznie bardziej konkretnego:
W środowisku naturystycznym istnieją różne modele dostępu, a temat samotnych mężczyzn od lat pojawia się w dyskusjach dotyczących funkcjonowania klubów i społeczności.
I to prowadzi nas do bardzo ważnego wniosku:
Samo uczestnictwo w ruchu naturystycznym nie oznacza, że każde miejsce naturystyczne musi mieć identyczne zasady dostępu.
Bo naturyzm jest pewną ideą.
Klub jest konkretną społecznością.
Ośrodek jest konkretnym miejscem.
A impreza jest konkretnym wydarzeniem.
I każda z tych rzeczy może mieć trochę inne potrzeby.
Właśnie dlatego zamiast pytać wyłącznie:
„Czy wolno ograniczać samotnych mężczyzn?”
warto czasami zadać bardziej praktyczne pytanie:
„Jaką społeczność chce stworzyć dane miejsce i jakie zasady mają pomóc jej funkcjonować?”
I dopiero wtedy możemy zacząć rozmawiać o tym, dlaczego para bywa traktowana inaczej niż samotny mężczyzna.
A to jest już temat, który dotyka samego centrum całej naszej dyskusji.
Dlaczego pary bywają traktowane inaczej niż samotni mężczyźni?
No właśnie.
Jeżeli już wiemy, że niektóre miejsca stosują inne zasady wobec par, samotnych kobiet i samotnych mężczyzn, to warto zadać sobie pytanie:
Dlaczego właściwie para miałaby być traktowana inaczej?
Przecież człowiek to człowiek.
Jeżeli pojedynczy mężczyzna może być kulturalny, spokojny i szanujący innych, a para może zachowywać się fatalnie, to dlaczego sam fakt przyjścia we dwoje miałby cokolwiek zmieniać?
To jest całkiem sensowne pytanie.
I odpowiedź nie powinna brzmieć:
„Bo para jest lepsza”.
Bo nie jest.
Nie powinna też brzmieć:
„Bo samotny mężczyzna jest gorszy”.
Bo również nie jest.
Różnica leży gdzie indziej.
Para jest po prostu inną jednostką społeczną niż osoba przychodząca samotnie.
Kiedy na plażę czy do ośrodka przychodzi para, mamy przed sobą dwoje ludzi, którzy już tworzą pewną relację. Partnerzy przychodzą razem, spędzają razem czas, mają między sobą własną dynamikę.
Nie oznacza to oczywiście, że zamykają się w swoim świecie.
Wręcz przeciwnie — naturyzm jest przecież bardzo społeczny. Ludzie rozmawiają ze sobą, poznają się, spotykają przy wspólnym stole, biorą udział w imprezach czy po prostu zawierają znajomości.
Ale obecność partnera zmienia punkt wyjścia.
Jeżeli samotny mężczyzna przychodzi na wydarzenie, nie wiadomo jeszcze, z jakim nastawieniem będzie nawiązywał kontakty. Może przyjść wyłącznie po to, żeby odpocząć. Może być wielkim miłośnikiem naturyzmu. Może chcieć poznać nowych znajomych.
Może też być zainteresowany poznawaniem kobiet.
Samo w sobie również nie jest przecież żadnym przestępstwem.
Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy takie zainteresowanie staje się głównym celem pobytu i zaczyna naruszać komfort innych osób.
W przypadku pary sytuacja jest trochę inna.
Mężczyzna przychodzący ze swoją partnerką nie jest automatycznie postrzegany jako ktoś, kto pojawił się w przestrzeni przede wszystkim po to, żeby szukać innych kobiet.
I to jest właśnie jedna z różnic, które organizatorzy mogą brać pod uwagę.
Nie dlatego, że znają jego charakter.
Nie dlatego, że mają magiczną zdolność rozpoznawania dobrych i złych ludzi.
Tylko dlatego, że układ społeczny, w którym pojawia się dana osoba, wpływa na sposób, w jaki inni ją odbierają i na dynamikę całej grupy.
Wyobraźmy sobie dwa wydarzenia.
Na pierwszym pojawia się dwadzieścia par.
Na drugim pojawia się dwadzieścia samotnych mężczyzn i kilka kobiet.
Nawet jeśli wszyscy uczestnicy są indywidualnie kulturalni, trudno oczekiwać, że atmosfera i sposób tworzenia relacji będą identyczne.
W drugim przypadku może pojawić się większa presja na nawiązywanie kontaktów z kobietami. Może być więcej prób podejścia, rozmowy, flirtu czy zainteresowania.
I znowu — nie dlatego, że każdy z tych mężczyzn ma złe zamiary.
Po prostu skład grupy wpływa na jej zachowanie.
To zjawisko nie jest zresztą szczególnie naturystyczne. Występuje w wielu innych sytuacjach społecznych.
Organizatorzy wydarzeń doskonale wiedzą, że nie tylko to, kto przychodzi, ma znaczenie, ale również w jakiej konfiguracji pojawiają się uczestnicy.
I dlatego czasami zarządzają nie tylko pojedynczymi osobami, ale całym układem grupy.
Oczywiście natychmiast pojawia się kontrargument:
„Ale przecież para też może przyjść po to, żeby poznawać inne kobiety!”
Oczywiście, że może.
Para nie otrzymuje wraz z obrączką czy wspólną rezerwacją certyfikatu moralności.
Para może zachowywać się niestosownie.
Może przekraczać granice.
Może seksualizować innych.
Może robić zdjęcia bez zgody.
Może również przyjść z bardzo konkretnym erotycznym zamiarem.
I dlatego para nie jest z definicji „grzeczna”.
Tak samo samotny mężczyzna nie jest z definicji „problemem”.
To trzeba powiedzieć bardzo wyraźnie, bo inaczej cała dyskusja zaczyna zmierzać w stronę stereotypów, a nie rzeczywistego problemu.
Nie chodzi więc o moralną ocenę:
„Ten jest dobry, bo przyszedł z kobietą”.
Chodzi raczej o pewną statystyczną i społeczną dynamikę grupy.
Jeżeli organizator zauważa, że określony skład uczestników prowadzi częściej do problemów z natarczywością, zainteresowaniem czy poczuciem bezpieczeństwa innych osób, może próbować ten skład regulować.
I właśnie tutaj pojawia się coś, co dla pojedynczego człowieka może być bardzo trudne do zaakceptowania.
Bo statystyka nie zna jego imienia.
Nie wie, że Jan Kowalski jest miłym facetem.
Nie wie, że nigdy nikogo nie zaczepiał.
Nie wie, że od trzydziestu lat jeździ na plaże naturystyczne i zachowuje się wzorowo.
Widzi tylko kategorię:
samotny mężczyzna.
I właśnie dlatego takie zasady mogą być dla części osób bardzo frustrujące.
Bo człowiek może pomyśleć:
„Dlaczego mam odpowiadać za zachowanie innych?”
I szczerze mówiąc — to jest całkiem zrozumiałe pytanie.
Ale organizator może z kolei odpowiedzieć:
„Nie twierdzę, że jesteś problemem. Próbuję tak ustawić zasady, żeby problemy pojawiały się możliwie rzadko”.
I nagle okazuje się, że obie strony mają swoje argumenty.
Samotny mężczyzna mówi:
„Oceniasz mnie na podstawie kategorii, do której należę”.
Organizator mówi:
„Ja nie oceniam ciebie. Ja zarządzam całą społecznością”.
I chyba właśnie tutaj znajduje się sedno całego sporu.
Bo w praktyce społeczności nie zawsze mogą działać wyłącznie na zasadzie:
„Każdego ocenimy indywidualnie”.
Czasami tworzą reguły dotyczące całych grup.
To oczywiście nie oznacza, że każda taka reguła jest automatycznie słuszna.
Nie oznacza również, że każda jest skuteczna.
Oznacza tylko, że jej celem może być zarządzanie dynamiką grupy, a nie wydawanie moralnego wyroku na pojedynczego człowieka.
I to rozróżnienie jest naprawdę ważne.
Bo jeśli zaczniemy traktować każdą taką zasadę jako komunikat:
„Samotni mężczyźni są gorsi”,
to trudno będzie o jakąkolwiek spokojną rozmowę.
Jeżeli natomiast potraktujemy ją jako próbę odpowiedzi na pytanie:
„Jaki skład społeczności najlepiej odpowiada charakterowi tego konkretnego miejsca?”,
możemy już zacząć rozmawiać o tym, czy zastosowane rozwiązanie jest proporcjonalne, potrzebne i sensowne.
A wtedy pojawia się jeszcze jedno bardzo ciekawe pytanie.
Skoro para i samotny mężczyzna nie zawsze są postrzegani jako dokładnie taka sama sytuacja społeczna, to czy samotna kobieta znajduje się w analogicznej sytuacji jak samotny mężczyzna?
I tutaj robi się jeszcze ciekawiej.
To jednak dopiero początek naszej dyskusji.
W drugiej części zastanowimy się, czy różne zasady zawsze oznaczają dyskryminację, czy istnieją alternatywy dla wykluczenia i dlaczego zdecydowaliśmy się na taki, a nie inny model naszej nowej społeczności.
-
- · BellaCoppia
- ·
O kurcze pani adminko zaszalałas i to ostro. Dziś nie damy rady wszystkiego przeczytać bo zaraz spać żeby rano wstać.
To trzeba czasu żeby tą encyklopedie wiedzy przeczytać cała. 😃